comment 0

Mia

Wstałam dziś wcześnie, przy sobocie. Specjalnie nastawiłam sobie budzik na 6, żeby sobie posiedzieć w dużym pokoju. Mniej więcej o tej godzinie, a nawet wcześniej, wpada tu wschodzące słońce. Nasz budynek leży przy głównej arterii komunikacyjnej, a słońce wlewa się do pokoju jakby bokiem. Dla takiego widoku jestem gotowa wcześniej wstawać. Nie ma dla mnie nic piękniejszego niż powolny poranek. Ostatnio budzę się dzień w dzień krótko przed 4:30, kiedy za oknem sypialni rysuje się łuna wschodzącego słońca. Jakie to piękne uczucie. Budzić się wypoczęta bez budzika o tej godzinie i obserwować zachód słońca za oknem.

Tegorocznej wiosny celebruję bardzo życie i jego przejawy w małych rzeczach, że to tak ujmę. Tydzień temu załapaliśmy się na długi weekend, który spędziliśmy w Świnoujściu – bo gdzieżby indziej, zobaczyć Świnoujście i umrzeć, parafrazując klasyka. Zaliczyliśmy dużo spacerów, aplikacja do mierzenia kroków przyznała mi kilka nowych odznaczeń, był też rowerek, murek i kreda przed blokiem, ach to beztroskie dzieciństwo. Było też wołanie mamy przez balkon, to dopiero coś! Jeden cały dzień spędziliśmy na działce, gdzie wszystko właśnie pięknie kwitnie i wystawia swoje główki do słońca. Rodzice mają cały rząd obfitych piwonii, których im zawsze zazdroszczę, bo to najpiękniejsze kwiaty na świecie. W Niemczech kosztują one dodatkowo 2€ za sztukę. Ścięłam sobie naręcze piwonii, ok 30 sztuk i przywiozłam je na rękach do Lipska. Pociągiem z trzema przesiadkami. Stoją już od tygodnia i nadal dobrze wyglądają. Można? Można. Małe rzeczy, kwiatki z działki 500 km dalej, 7-godzinna podróż pociągiem.

W kwietniu byliśmy na pogrzebie. Nie był to pierwszy pogrzeb w moim życiu, ale pierwszy raz, kiedy zmarła bliska mi niespokrewniona osoba. Przyjaciółka. Spędziłam niezliczone wiosenne dni rozmyślając o śmierci. To wydarzenie zaciążyło na mnie do tego stopnia, że nawet za bardzo nie pamiętam, co takiego robiłam w kwietniu lub maju. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, pewnie chodziłam do pracy, poza tym nie pamiętam nic, mimo że pamięć mam niezawodną i pamiętam niesamowite detale. Read More

Co po studiach

Po oddaniu pracy magisterskiej nie bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Nagle mam popołudnia, wieczory i weekendy tylko dla siebie. Czuję niemalże pod skórą jak rysuje się pewna granica oddzielająca mnie od innych studentów. Budynki uniwersytetu rozrzucone są po całym mieście, więc chcąc nie chcąc… Read More

W wieku dwudziestu siedmiu lat

Urodziny mam czternastego listopada. I właściwie nigdy nie wiem, ile mam lat. Skoro nowy rok zaczyna się pierwszego stycznia, to i przybywa nam wtedy dodatkowy rok życia, czyż nie? 2019 minus 1991 równa się 28, więc tyle mam lat od nieco ponad miesiąca. Ale skoro… Read More

Fantasmagoria, czyli Szumowska, Gersdorf a sprawa polska

A raczej Fantasma Goria, Goria Fantasma. Skąd wziął się ten dziwnie brzmiący pseudonim, który sobie właśnie spontanicznie nadałam? Ano, kierowałam się doświadczeniem ostatnich kilku lat, mianowicie mieszkaniem za granicą. Na imię mi dali, a imię jej Małgorzata. Polacy, a także wszyscy się tym językiem posługujący… Read More