comment 0

#42; Lily Allen – Friday Night

Impresja piątkowego wieczoru.
Jak wspominałam niżej, udałam się wczoraj wieczorem z Olą na koncert.

Umówiłam się z nią po 20 pod promem.
Znając naszą skłonność do przychodzenia za wcześnie, miałyśmy okrągłe półtorej godziny do rozpoczęcia koncertu, a drzwi do klubu były zamknięte.
Zrobiłyśmy kółko po jedynym, niepowtarzalnym i cudownym zakupowym deptaku naszego miasta (czyli czymś co widocznie aspirowało do Piątej Alei, *przykrywając usta dłonią* HAHA).
Gdy jakieś 15 minut później znowu znalazłyśmy się przy wejściu, było już otwarte.
Oprócz nas były jeszcze jakieś dwie osoby. Zabijałyśmy pozostały czas snując wizję o naszym lokalu, który kiedyś otworzymy. Skupisko kreatywnych i kulturalnych osób, wycinki z gazet na ścianach, niecodzienny wystrój i ciekawe filmy w tle.
Ludzie się naszli, koncert się rozpoczął.
Szczerze powiedziawszy, spodziewałam się nudnej muzyki jazzowej interesującej – dla mnie – o tyle, że wykonywanej przez przystojnego chłopaka, spełniającego warunki mojego ideała.
Jednakże w całym tym koncercie cudowny był nie tylko on. Muzyka też była fajna. Najbardziej podobała mi się piosenka “Aproon”, która w taki pozytywny sposób bardzo przypominała Coldplay. Ale nie, ze plagiat… Michał (bo tak się on nazywa, prawda ;))))))) sam w wywiadzie na lokalnym portalu wspominał, że Coldplay to jedna z jego inspiracji. Początek tej piosenki przypomina mi tą nieszczesną piosenkę, którą niejaka nieszczęsna Mandaryna śpiewała w Opolu, Sopocie czy gdziekolwiek, ale dla muzyka chyba lepsze jest porównanie do Coldplay niż do Mandaryny, mam rację?

Usłyszałam w sumie trzy czy cztery piosenki, po czym ogłoszono przerwę.
Nie wiem z jakiego powodu, po co, na co, bo – na plus dla niego – artysta nie szedł zapalić, nie popijał wysokoprocentowych napojów ani nic. Siedział sobie ze znajomymi, jakby sam czekał na koniec przerwy.
W środku przerwy stwierdziłyśmy z Olą, że już wychodzimy, bo Ola za parę minut miała prom, ja zadzwoniłam po moją siostrę (tu ukłony dla niej), żeby po mnie przyszła. Targana wiatrem chłodniejszym niż niekiedy w zimie wróciłam do domu i myślałam o wtyknięciu sobie zapałek w oczy, żeby nie zasnąć.
Rozkoszować się weekendem wolnym od perspektywy wszelkich popraw.
Rozkoszować się weekendem, gdzie mój jedyny plan długiego spaceru na plaży legł w gruzach, bo cały dzień siąpi deszcz.
Rozkoszować się weekendem z “Potopem”, “Wysokimi Obcasami” i z za krótko obciętą grzywką nożyczkami do papieru.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s