comment 0

#44; Kochanego ciałka nigdy za mało, czasem za dużo, PeRAWDA.

Mam ostatnio jakiś bardzo zajęty i zalatany okres.
Już nie mogę się napawać widokiem dzieci nerwowo kartkujących zeszyty przed każdą klasą, bo skończył się okres popraw, w którym ja szczęśliwie nie uczestniczyłam.
Teraz to ja nerwowo kartkuję zeszyty, pojedyncze kartki, atlasy i podręczniki, bo z kolei zaczął się okres sprawdzianów.
(Kartkuję pojedyncze kartki?)

Ukojenie moim skołatanym nerwom dzisiaj nie przyniosła moja ulubiona gorąca kawka wypita po szkole przy sprawdzaniu “co tam słychać w internecie”, ale muzyka Feist. Naprawdę.
Apropos mojej otwartości na nowe nurty muzyczne.
Weszłam ostatnio na myspace i zobaczyłam, że Teenagers przysłali do mnie biuletyn z informacją, żę kręcą nowy teledysk i jesli ktoś by chciał tam take part to może nakręcić siebie tańczacego i śpiewającego do tej piosenki i im nadesłać. Więc lampka w mojej głowie niczym u Pomysłowego Dobromira się zapaliła i już widziałam siebie w czarnym biustonoszu i napisem THE TEENAGERS czerwoną szminką na brzuchu tańczącą do tej piosenki w moim pokoju. Cuudnie, tak się zaczyna moja kariera. 🙂 *szyderczy uśmieszek*

Wczoraj – mówiąc słowami mojego taty – wypuściłam się w miasto.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle razy ściągałam i wkładałam spódnice, zapinałam i rozpinałam płaszcz, zawiązywałam i rozwiązywałam szal.
W pierwszej turze wypadu na miasto oglądałam sukienki na wesele, którego apropos dotyczył pierwszy wpis na tym blogu.
W drugiej turze grasowałam po szmateksach, posługując się mniej kolokwialnym językiem – sekend, prawda, hendach.


Czerwona sukienka.
Cała z cekinów.
Nie dość, że czułam się jak jakaś syrenka Ariel to jeszcze jak Halle Berry.
Albo jak jakaś inna Angelina Jolie.
Niestety z boku i z przodu wyszły moje wszystkie wysokomaślane, że to tak nazwę, tosty i paki chipsów jedzone wieczorem przed telewizorem.
Moje kawki z trzema łyżeczkami cukru i paluszki do herbaty.

Po jakichś 15 minutach wyszłam z przebieralni i zmierzałam ku wieszakowi, aby odwiesić sukienkę.
Trochę na siłę miła pani spytała:

“I jak tam sukieneczka?”

Powiedziałam, że nie za dobrze, bo brzuch mi odstaje.
Na co pani powiedziała?

“Jaki tam brzuch…”

Ja: “A jednak, proszę pani, a jednak…”

Pani: “Nie widać…”

Zawsze jestem bardzo ucieszona na duchu, kiedy wszystkie ekspedientki (jak to prostacko brzmi) wmawiają mi, że jestem chuda, że dobrze w czymś wyglądam i że w ogóle, nic a nic,
kompletnie mi brzuch nie odstaje.

Nie wyglądam tutaj jak jakaś Scarlett Johansson minus moja opona na brzuchu? 🙂

Dawno nie byłam w sklepie, w którym było gorsze oświetlenie niż w tym, gdzie znalazłam tę sukienkę. Nie byłam w stanie dokładnie określić jej koloru, ale po wytężeniu wzroku stwierdziłam, że to coś od ciemego fioletu, śliwki do jasnego brązu, rzadka kupa. Sklep był dosyć zakopany w głębi budynku, więc nie chciałam wychodzić z tą sukienką na światło dzienne, aby nie być posądzona o kradzież, za którą grozi 2 lata więzienia, dowiedziałam się apropos wczoraj z “W11”.

-sukienka jest bez ramiączek; ramiączko widoczne na zdjęciu jest od mojego biustonosza
-pod biustem jest pasek z cekinów i mała kokardeczka – na tym kończą się ozdoby
-jest prosta, lekko rozszerzana, acz wystarczająco, żeby przykryć mój bębol dobrze widoczny na sukience a’la Scarlett Johansson
-sięga mniej więcej do połowy uda
-wzięłam za duży rozmiar, więc musiałam ją sobie przytrzymywać z tyłu
-czułam się fajnie, ale nie czułam takiego podekscytowania i czegoś na kształt fluidów, kiedy mam coś na sobie, co od razu wiem, że musi być moje


Oto sukienka, która musi być moja i prawdopodobnie będzie!

-rozmiar dobry, powiedziałabym, że IDEALNY
-satyna
-kokarda jedyną ozdobą
-kolor tak samo niezidentyfikowany jak w poprzednim przypadku
-długość chyba jeszcze krótsza
-czułam się jak… Nicole Richie 🙂
-cena: 59zł, LIFE IS BEAUTIFUL

Zakochałam się w tym wzorze, jednak pokłóciłam się z moją siostrą czy to sukienka, czy to tunika, więc w nerwowej atmosferze wyszłam z magazynu (bo lokal to tam nie był, w końcu gdzie się sekend hendy znajdują?).

Ta sukienka nie jest taka brzydka na jaką tutaj wygląda. Już widziałam siebie w delikatnych japonkach i opalonym ciele na spacerze w lato nad morzem wieczorem…

Hippie, hippie, hippie! Znowu odstaje mi bębol.

Z czasem dodam to, co sobie zakupiłam, teraz mam już dość pieprzenia się w ustawianiem zdjęć.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s