comment 0

#45

Postanowiłam reaktywować moje uczestnictwo w kole dziennikarskim, które z powodu zbliżającego się sezonu i nawału zajęć pani instruktor, która też pracuje w organizacji imprez i tak długo nie podziała.

Do naszego nowego numeru, który powinien być już chyba z dziesiąty, a jest naszym trzecim, wynotowałyśmy od myślników parę rzeczy jak relację z koncertu młodych talentów, innego koncertu i takie fazy.

Brakowało czegoś, więc kochana pani instruktor kazała nam pomyśleć może o felietonie.
Przy wyjściu zwróciła się bezpośrednio do mnie: “No to może coś pomyśl, tak?”

Myślę sobie okej.
W końcu od dawna już chcę być felietonistką.
A to “dawno” zaczęło się, gdy jeszcze w gimnazjum umilałam sobie wieczory lekturą Twojego Stylu i wtapiając się w felietony Agaty Passent. Przy okazji wspomnę, że bardzo ubolewam nad zawieszeniem jej bloga… 😦

Pierwszy taki temat, jaki mi się nasunął na ten mój pierworodny felieton, chociaż wcale nie najlepszy, to friday night.
Wyobraziłam sobie taką sytuację: Stawiamy młodego człowieka z chęciami na dobrą rozrywkę w centrum naszego miasta. Gdzie pójść? Młody człowiek będzie posiadał takie cechy, jak ja, to znaczy odpadają głośne zabawy w “ALYBY” i takich innych w towarzystwie małolat w pępkami na wierzchu i wyżelowanych, lekko wstawionych mężczyzn.
Więc co mi pozostaje?
Coś napiszę o koncertach jakiś kulturalnych zespołów jazzowych i takie różne rzeczy.
Bo taka prawda.
Postanowiłam wziąć się za to dzisiaj, właśnie we friday night.
Bo siedzę sama w domu. Co prawda jestem zmęczona i nawet jakby mnie ktoś wołami ciągnął to bym stwierdziła, że wolę iść spać, ale nikt mnie wołami nie ciągnie i to jest ta przykra rzecz…

Kwestią, którą jeszcze mogę poruszyć jest to, że nie ma za bardzo miejsc, gdzie można iść i zapoznać nowych ludzi. Bo ludzie zazwyczaj chodzą parami lub paczkami.
Tzn. jakbym poszła do mojego dotychczas ulubionego miejsca, czyli do Centrali i innych takich knajpek to bym pewnie kogoś zapoznała… No, nie mogę powiedzieć.

Trochę głupio, bo cały czas patrzę na moje miasto przez pryzmat czegoś tak cudownego jakim jest Nowy Jork…
A może właśnie moje miasto jest takie fajne i cudowne jak Nowy Jork?
Może to ze mną jest coś nie halo, bo na obcych ludzi lubię się tylko patrzeć?

Wybieram się w miasto.
Nie teraz, nie fizycznie, ale teraz psychicznie – na potrzeby mojej kariery dziennikarskiej.
Fizycznie wkrótce, w przyszłym tygodniu.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s