#67

Chciałabym się dzisiaj rozkoszować tą leniwą, bezsłoneczną acz ciepłą niedzielą.
Oglądać wszystkie moje zaległe filmy na dvd i wycinać zdjęcia z gazet. Pójść na plażę i chodzić, chodzić, chodzić aż wyładuje mi się bateria w empeczwórce.
Zamiast tego spędzę 4,5 godziny w śmierdzącym pomieszczeniu zwanym Kasynem Wojskowym, gdzie będę katowała moje ręce gorącą wodą.
No cóż…
Dzisiaj ostatni dzień. Ostatni dzień. Ale tak mi się nie chce… Ostatni dzień. Daj spokój i tak dostałam najlżejszą fuchę jaka może tam być… Bez przesady.

Zanim zaczał się długi weekend nawet się cieszyłam z tego, że przez cztery dni będę miała co robić. Teraz też się cieszę, bo podczas tych czterech godzin spędzonych tam intensywnej pracy jest może z dwie godziny. Może trzy…? Resztę czasu jem, gadam z moją mamą i z innymi lub wyciągam sobie nogi słuchając dennych piosenek z radia.
Zawsze na początku wiosny codziennie rano słucham radia z lekkim niezadowoleniem, gdy słyszę wszystkie te w kółko powtarzane piosenki zapowiadające się na przeboje lata.
Gdy podczas mojego półtoragodzinnego szykowania się do szkoły czy tam gdziekolwiek rano słyszę jakąś piosenkę minimum trzy razy, to wiem, że gdy w lato będę pracować to będę ją słyszała na około. Tak samo drażniło mnie “Jest już ciemno” jakiegoś dennego Feela. Tak samo drażni mnie “Foko nel foko” – jakkolwiek się to pisze – Erosa Ramazotti. Tina Turner. “If only you”, “Du hast den schoensten Arsch der Welt”. D-Ż-I-Z-A-Z!

Po mojej rewelacyjnej pracy idę na grilla na działkę.
Ostatnią rzeczą jaką mi się chce po mojej pracy jest grill, ale pójde, żeby nie było, że nie przyszłąm, bo będzie tam Ewelina, a z resztą zawsze narzekam, że nigdzie nie wychodzę – więc teraz wychodze, choćby nie wiem jak była zmęczona. A co!

Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam komentarz pod ostatnią notką i nie do końca go zrozumiałam. Myślę, że był to ironiczny komentarz dotyczący trzeciej pozy od lewej, gdzie wyglądam jak jakaś jebana Rumer Willis albo coś… Nie wiem, czemu mi się z nią skojarzyło, może ona jest tak samo brzydka jak ja…
Co mnie jakieś komentarze.
Ostatnio nie dokumentowałam mojego stroju, bo jak wiadomo tę najbardziej aktywną część dnia pochłania mi praca. Przed pracą śpię i się lenię, po pracy lenię się i śpię. Włączam komputer około północy, gdy siedząc z mokrymi i poskręcanymi włosami w szlafroku nie mam za grosz ochoty na robienie zdjęć, tym bardziej moim mniej lub bardziej udanym outfitom.

Dobra, dzieciaczki. Wy się cieszcie weekendem i paście dupę na krzesłach przed komputerami, laptopami i telewizorami! Ja będę work. WORK! Jak Kelly Rowland.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s