comment 0

#91; 1 dzień wakacji – vacation day 1

O Jezusie, Maryjo!
Co ja przeżyłam!
Wiecie, mam tendencje małego dziecka; pierw coś bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo chcę, a potem (jeszcze raz powiem; bardzo ;d) mam to w dupie.
Tak samo ściągam sobie koncert przez 3 dni i nawet zostawiam włączony komputer na noc, bo wiecie zazwyczaj coś ciągnę z amerykańskiego komputera, a zapracowani yuppies pewnie siedzą w sieci wieczorem, więc u mnie to jest noc i takie różne inne oczywiste oczywistości ;))
Ale… Do rzeczy.
Ściągnęłam sobie w ogóle jakieś cztery lata temu koncert Nirvana Unplugged, z czego widziałam pierwszą i ostatnią piosenkę.
W przypływie nostalgii ściągnęłam sobie Nirvana Unplugged Uncut, które było bardzo niewyraźne, aczkolwiek miałam niesamowitą radość widząc lidera zespołu zmieniającego gitarę, zapalającego papierosa i gadającego o, prawda, nie wiem czym, bo nie zrozumiałam średnik de
Natomiast w przypływie nostalgii, która miała miejsce jakieś dwa tygodnie temu zobaczyłam, że wydają na DVD koncert “Nirvana Unplugged In New York 2007”.
Myślę se: “Co mi pierdolicie?”

Jednakowoż ściągnęłam powyższy koncert i po prostu zesrałam się.
Zapuściłam go sobie tak wiecie… Na cały ekran, zapuściłam stereo na wszystkie głośniki, podgłośniłam wszystko, co mogłam podgłośnić i wpatrywałam się w twarz lidera zespołu na powierzchni 100 cm2, pomyślałam sobie: “Jezu, teraz mogę umrzeć”.
Myślę, że osiągnęłam nirwanę. Tak, nirwanę przez “wu”, bitchezzz.

No, ale co. Apropos, zorientowałam się, że mam trzy takie same koncerty, ale kamerowane z trzech równych kamer, pozdrawiam owe kamery.

-pierwszy dzień wakacji – drugi dzień pracy

-za tydzień czeka mnie ekscytujące przeżycie w pracy na bekstejdżu (mood: excited)]

-w dniu dzisiejszym pracę umilała mi przemiła istota, córka Pani Iwony W Wołaczu “Pani Iwono”, której niesamowicie spodobało się wycieranie sztućcy starym obrusem, którym mała by się ze dwa jak nie więcej razy obwinęła i koniecznie chciała sama ustawiać szklanki, mimo że nie sięgała, bo – jak stwierdziła – “kubeczki muszą pójść do swoich przyjaciół”.


Chciałam zwrócić uwagę na jej zajebiste podkolanówki. Są niczego sobie, niczym z H&M for Kids.



W chwili wolnej zamiast beztrosko opychać się frytkami, musiałam robić jej kręciołki, żeby się nie zanudziła na śmierć. Jeśli chodzi o frytki, to przemiła pani Mirka pyta się mnie przez okienko z wizytówką “Wydawanie potraw”, czy czasem nie chcę frytek, na co ja jakieś pięć razy odpowiadam nie, za szóstym mówię: “Aa, może pani zrobić” ;))
Podczas gdy ja myłam 657 sztuk łyżeczek, 657 sztuk widelców i 657 sztuk noży, mała trzymała mnie za kolana i chowała się pod moim stylowym fartuchem z Knorra. Tutaj uwaga; Knorr to prawie Dior, ostatnio miałam Hellmans, to prawie jak Hermes ;)))

-przeczytałam niedawno wywiad, w którym Courtney Love stwierdziła, że w kieszeni płaszcza, w którym zmarł jej nieodżałowany mąż Kurt Cobain znajdowała się wizytówka z numerem telefonu Johna Galliano. John Galliano, bitchezzz. O ile jestem w stanie uwierzyć w historyjki o zwiększonej tolerancji organizmu nieodżałowanego męża Courtney Love na narkotyki, o tyle wątpię w znajomość z Johnem Galliano, come on. John Galliano.

-naukowcy z NASA znaleźli na Marsie lód!

-planowałam dzisiaj gdzieś wyjśc, niemniej jednak po przyjściu z pracy wyciągnęłam się przed telewizorem i chciałam oglądać ten taki śmieszny program na Tvn Style, gdzie jakaś paniusia mówi utrapionym kobietom jak składać ręcznik, żeby nie wystawały roki, ale w rezultacie nażarłam się surowych pomidorów, zasnęłam i obśliniłam kanapę.

Oświadczenie: W poniższym oświadczeniu (zwanym dalej “Oświadczeniem”) chciałam nadmienić, iż w związku z zaistniałą sytuacją, oznajmiam, iż Aleksandra “Prero” W. jest sweet, lovely, kochana i w ogóle “pachnie jak wafle z mlekiem”, gdyż powiedziała mi, że wszystko będzie dobrze i napisała do mnie “dwukropek gwiazdka gwiazdka”, na co ja powiedziałam “uu”, tak jak najczęściej mówi się na widok małych dzieci albo na widok dopiero co otrzymanego bukietu miliona róż w metalowym wiadrze, i uradowałam się, bo nikt do mnie dawno nie powiedział, że “będzie dobrze”, you know? Oczywiście jak zawsze powyżej zaistniałą sytuację mam już głęboko w mojej dupnej otchłani i gdy zostanę psychologiem będę pisała książki o syndromie drugiego dziecka.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s