comments 3

#95; 4 dzień wakacji – vacation day 4

Dzisiaj przez cały dzień, (parafrazując określenie “między wódkę a zakąskę”) między nożem a widelcem, myślałam co by umieścić dzisiaj na blogu.
Nie żebym obsesyjnie i w pocie czoła starała się coś wymyślec, po prostu lubię układać swoje myśli zdania posługując się stylem pisarskim, który nawet nie aspiruje do miana kiepskiej imitacji stylu pisarskiego Kurta Cobaina, który muszę powiedzieć uwielbiam – styl – przez co o mało się nie posrałam gdy w zacnej księgarni pod tytułem Neptun ujrzałam dzisiaj jego Dzienniki.
Myslę se; Nie, teraz muszę klęknąć.

Tak więc lista zakupów na najbliższy termin to:
-Cobain w Rolling Stone – prędzej czy później
-Cobain Unseen – nie jestem pewna czy to wyszło już w Stanach, nie mam zamiaru czekać na jakieś andergrandowe polskie wydawnictwa pałające się tłumaczeniem takich rzeczy, zabulę więcej i kupię przez eBay
-Dzienniki
-Unplugged 2007

(Podpowiedź: nieduży problem w kwestii prezentu urodzinowego, bejbesy)

Apropos zakupów!
W imię aktywnych wakacji któryś dzień z rzędu zerwałam się z łóżka o ósmej rano. Całkiem tak jakbym tęskniła za szkołą, co nie? Postanowiłam nawet zmienić dźwięk mojego budzika, ażeby dziwne brzęczenia nie kojarzyły mi się z godziną pod tytułem 6.30, kiedy to nie mogłam otworzyć moich zalepionych śpiochami oczu, wyobrażając sobie, że pewnie mam takie krzyżyki na oczach, jak zawsze przedstawiane są martwe postaci(e?) w kreskówkach dla wysoce rozwiniętych intelektualnie dzieciach, które pewnie są mądrzejsze niż wszystkim się zdaje.
Swoją drogą naprawdę tak sobie pomyślałam. Że takie 4- czy 5-letnie dziecko nie jest takie głupiutkie, jak nam się zdaje. Doszłam do takiej konkluzji, gdy przez dwa dni obserwowałam moją małą, niżej wspomnianą, koleżankę Justynę, do której głosem, jakim mówi się “titititi” do noworodka, pytałam czy nie chce tego czy tamtego, ona powiedziała “oj, weź”, “no nie chcę”, “no weź tak nie rób” i tak dalej.
Ta moja częśc móżgu, która jest odpowiedzialna za planowanie ślubu z Jergenem, dzieci pod tytułem Heinrich i Rheinhard, i idealnego życia w ekologicznym Berlinie od razu zanotowała na twardym dysku, że pierwsza książka jaką otrzyma dziecko będzie bilingualna encyklopedia w obrazkach. Żadne Biblia w Obrazkach dla Najmłodszych, całuj mnie w tyłek!

Tak więc wstałam o ósmej, a o dziesiątej po pokonaniu mojej niezmordowanej trasy z domu do szkoły, gdzie trzęsąc się i odmrażając sobie tyłek czekałam na Olusię.
Mając parę groszy w portfelu, udałyśmy się na zajebiste shopping spree do szmateksu.
Śmieszne brzmi “shopping spree w szmateksie”, nazwijmy to “SSWS”, żeby nie “SSS”, rozumiesz…
Po zapełneniu dwóch koszyków około trzydziestoma sztukami ciuchów, o… jak to się mówi? okupowałyśmy? nie, oblegałyśmy dwie przebieralnie wciskając dupę w przymałe bluzki z ha end emu -> pozdrawiam wszystkich, którzy tak mówią.
Nie miałam pieniędzy, więc mówię nic nie kupuję, ale nazwałabym parapsychologicznym uczucie, jakiego doznaję przymierzając sukienkę, która jest genialna i na którą nie mam pieniędzy.
Trzeba być zdolnym, ażeby kupić sukienkę nie mając pieniędzy.
Ale co ja jeszcze widziałam!
Koszulkę Billionaire Boys Club! Co prawda była trochę przypałowa, bo na przedniej stronie miała aż trzy razy napisane “Ice Cream, Ice Cream, Ice Cream”, ale myślę sobie co tam, widziałam tą metkę z tym takim charakterystycznym logo męskiej głowy w kasku, czułam, że Pharrell na to patrzył! A najlepsze w tym było to, iż kosztowała ona 8 zł.
8 zł.
8 zł.
Przy dzisiejszym kursie walut, 8 zł = 4 USD / 8 zł = 3 EUR. Za koszulkę BBC Ice Cream. Świat zwariował ;d

Olusia vel Sweet&Lovely Olusia prawdopodobnie właśnie jest na koncercie Erykah Badu w Szczecinie, czego zazdroszczę jej bardziej niż… hmm… Frances Bean genów! ;)))) rotfl; w jakiejś biednej post-euro-2008 peruce w barwach narodowych chce być polską Erykah, pozdrawiam; zważmy, iż Ola się uśmiecha i nie rżnie smutnego imoł.


Tu miejsce na twoją reklamę; pozdrawiam moją twarz w dniu dzisiejszym…

Przed chwilą poczułam dziwną i rzadko spotykaną w moim gatunku ochotę na po prostu wyjście z domu. Jeżeli przeszło ci teraz przez myśl Alajbi lub inne kluby typu, których nie, prawda, lubię, to znaczy, że mnie nie znasz, też mi przykro.
Postanowiłam wynieść z domu plastikowe butelki.
Sortuję więc te butelki, a patrzę obok na podłodze, na ziemi znaczy, leży najnowszy numer Twojego Stylu.
Pomyslałam; pewnie ktoś tam nasrał, narzygał, wsadził rozgotowane pierogi i wetknął między strony odrobinę comiesięcznej utlenionej krwi.
Potem pomyślałam o Ekologach z Piątej Aleji i postanowiłam zostać jednym z nich choć na chwilę i – call me crazy -, ale – tak! – podniosłam tą gazetę i przyniosłam ją do domu i mam ją zamiar przeczytać w łóżeczku. Trochę się jednakże brzydzę, ale przetarłam sobie okładkę mokrą szmatką i nie będę jej trzymała na kołdrze tylko na dywanie.
W końcu mój dywan i tak nie jedno przeżył.
W końcu mój dywan i tak nie jedno przeżył.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

3 Comments

  1. Quite the story teller. Funny stuff. Those recommendations were good. I think the Sistars were my favorite. Thanks again.

    Like

  2. The Count of Monte Cristo is a little bit of everything. There is a tragic love story, a really nice one too. There’s mystery, French historical aspects, stratagem, action, suspense. Most of all, I’ve never invested so much into the characters as I did with these characters. They were like real visible people whose expressions are distinguishable. It’s a very long book, but if your friend hasn’t already heard of it, tell her she’ll probably never read a better book. Have an awesome one!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s