#101; 20 dzień wakacji – vacation day 20

Piosenka na dzisiaj, której rytm wystukiwałam sobie uderzając wymytym widelcem o powierzchnię zlewu, ażeby strzepać z niego wodę to Sonic Youth – Nevermind. Dosyć smętna, smętniejsza niż ta idiotyczna piosenka “Móóóóój dom…” Feela, której melodią zachwyca sie mój ojciec.
Myślę sobie; Padre…! Była i jest niezliczona ilość muzyków na tej planecie, którzy napisali niezliczoną ilość utworów i o dziwo każda ma melodię. MÓJ DOM???!!!
Wolę Sonic Youth. Apropo vintage T-Shirtu moich marzeń, Sonic Youth też się nada.

What was it anyway…

-Nie mogę się doczekać, aż ujrzę facjatę J., która dryfuje łódką bez bezprzewodowego internetu niczym pieprzony Robinson Cruzoe, pozdrawiam Robinsona.

-Mój cały zeszły tydzień odbywał się w dosyć monotonnym trybie, to znaczy wstawałam około dziesiątej z tym głupim poczuciem, że znowu przesypiam całe wakacje, potem szłam do pracy, z pracy wracałam zmęczona i przez resztę wieczoru wykonywałam wszystkie te regeneracyjne czynności dla moich dolnych & górnych kończyn.

-Ostatnio daję upust mojemu dziwnemu hobby (hobbiemu ;d) poprzez zagłębianie się w niezmierzoną toń informacji o Johnie Lennonie, a konkretnie o jego śmierci, która w przeciwieństwie do śmierci innych osób, była, jest i będzie morderstwem.
Przez zeszły tydzień codziennie przed południem i popołudniu odwiedzałam stronę http://www.lennonmurdertruth.com, przez którą się generalnie obesrałam i czytałam ją zakrywając sobie ustka opuszkami palców, całkiem tak jak te biedne i pozbawione sensu “emo” zdjęcia, myśląc sobie “O Jezu”, “Jesus Christ [czyt. Dziżyz Krajst]”, a nawet “Mein Gott [czyt. Majn Got]”!
Muszę powiedzieć, że wierzę we wszystko co ten facet tam napisał, bo wiem za mało o Johnie Lennonie, żeby snuć swoje własne teorie i formułować swoje opinie zaczynające się od słów “co mi koleś pierdoli, że…?” John Lennon został postrzelony przez Stephena Kinga, którego książusię pewnie przeczytałaś, a jego morderstwo było spiskiem Nixona i Reagana. Nazwisko Mark Chapman co bardziej oczytanym kojarzy się z tym właśnie krejzi fanem, który postrzelił Lennona i który nawet jest na zdjęciu zrobionym parę godzin przed jego śmiercią getting his autograph. Jednakże, według kolesia prowadzącego tą stronę, osoba na zdjęciu to nie Mark Chapman, a Stephen King, Mark Chapman to tylko sobowtór, który mógłby pójść do więzienia, ażeby Stephen King mógł dalej pisać zajebiste horrory.
No jaja są zajebiste, muszę powiedzieć.
I w zasadzie nie wiem co mam myśleć…
Że co? Że government robił (albo – o zgrozo – dalej robi) wszystko, co mu sie podoba? Tego usuwa, tego zostawia?
Że ludzie nie mogą się cieszyć pieprzoną muzyka, bo twój muzyczny ajdol ginie?
Że ludzie…
No nie wiem, kurwa, ŻE CO?!

-Telewizor szeroki na 6 metrów ile ma cali?

-Wczoraj oglądałam film “Piekny umysł”, który był dosyć pesymistyczną perspektywą na lipcowy wieczór, ale jak zwykle właśnie jesteśmy w tej fazie wakacji, gdzie jest zimno i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła popierdalać w spodenkach krótszych niż bielizna niektórych kobiet i milionem koralików na mych piersiach. Pomyślałam sobie, że co prawda nie jestem jakimś pieprzonym fanem kinematografii, że nie oglądam “Kocham Kino” z Grażyną Torbicką w roli głównej, że generalnie sram na Grażynę Torbicką i jej kino i nie oglądam za dużo filmów, ograniczając mój folder zatytułowany “filmy”, do pięciu filmów z czego ja oglądam dwa (1. “Kurt Cobain: About a Son, 2. The Return of Courtney Love / – taka ze mnie fanka kinematografii), ale potrafię stwierdzić, kiedy aktor jest zajebisty i stwierdzam jednogłośnie, że Russel Crowe jest zajebisty. Pomyślałam sobie niemal od razu o Kasi Cichopek, której pieprzone aktorstwo ogranicza się do zmiany miny z uśmiechniętej na przestraszoną (na widok której mój tata mówi “Drugi raz widzę takie oczy.” Dowcip dla wtajemniczonych, tego, czego nie dopowiedział to to, że “Pierwszy raz jak się krowa topiła”. Hahaha, klepmy się po brzuszku wszyscy wraz). Niech no Kasia Cichopek zagra schizofrenika, kurwa! Kasia Cichopek. Przecież to śmieszne jest.

I w tym filmie była tak zajebiście romantyczna scena, która na pozór właśnie nie była romantyczna, ale dla mnie to szczyt romantycznych scen. Żadne różowe róże, kurwa, żadne świece nad jeziorem.
Siedzi kobieta i mężczyzna. Mężczyzna mówi, że ma tendencje do skracania środków przekazu i mówienia wprost. Więc ona go poprosiła, żeby powiedział, co chce powiedzieć. A on powiedział, że ona mu się podoba, on jej pewnie też i że on chciałby jak najszybciej odbyć z nią stosunek, ale najpierw muszą odbyć te wszystkie platoniczne czynności, bo tak nakazuje zwyczaj i rozsądek. Po czym koleś miał łzy w oczach, klientka spojrzała się na niego jakby nagle oznajmił jej, że jest w ciąży, po czym koleś zapytał się, czy teraz go uderzy, a ona go pocałowała.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s