#111; 37 dzień wakacji – vacation day 37

Żeby wyglądać jak Audrey Hepburn ubrałam przydużą koszulę.
Żeby wyglądać jak grandż ubrałam kraciaste spodnie od piżamy. Pidżamy.
Żeby wyglądać jak Courtney Love nie zmazałam tuszu z rzęs wczoraj wieczorem (<-dzisiaj rano).
Żeby brzmieć jak Janis Joplin nie odkaszlnęłam sobie rano.

Nie, dobra, przesadziłam z tym ostatnim, ale chciałam nawiązać do Janis Joplin, o której to książkę rozmiarów encyklopedii targam everywhere I go. I narzekam, że w moim “napiętym” harmonogramie typu “wyjście przed pracą – praca – wyjście po pracy” nie mam czasu na słodkie, wakacyjne lenistwo pod tytułem czytanie książki i szorowanie brodzika i innych powierzchni zlewopodobnych.
Im więcej przewróćiłam kartek w tej książce o Janis, muszę powiedzieć, im więcej czytam przydługie opisy jej osobowości składające się z pokaźnych szeregów przymiotników i innych epitetów, próby uchwycenia istoty jej osobowości, tym bardziej dochodzę do dziwnego wniosku, jakbym czytała o sobie. Minus talent muzyczny, minus obsesja na punkcie przypadkowego seksu, minus ciągoty do używek.

“(…) ukazywały bardzo egocentryczną dziewczynę, owładniętą potrzebą wiecznego dowartościowania, potwierdzenia, że umie śpiewać, że jest lubiana, a nade wszystko, że jest zauważana. Stale drżała o reakcję publiczności, chociaż z pewnością było jej pisane zając w tym świecie miejsce szczególne (…)”

“Nigdy jednak nie była bezduszna, co najwyżej bezmyślna, broniąc się przed atakiem, który nigdy nie następował. Kiedy dostrzegała uczucia innych, stać ją było na ujmującą wrażliwość, wielkoduszność i wzruszającą dobroć. Często jednak nie zauważała potrzeb bliźnich.”

Wiesz, byłam wczoraj na koncercie finałowym Famy, bo pomyślałam sobie, że Smolik za 10 zł nie występuje codziennie, a widziałam ostatnio na VH1 Smolik Live, no to sobie myślę; kom ON (z akcentem na ON), i że ci zajebiście ubrani ludzie zawsze coś ciekawego wykombinuję, co nie
Głupia cecha mojej osobowości – gdy chcę opisać jakąś osobę, to jaka była fajna itd., dosyć nawet dokładnie oddaję to co miała na sobie.
Przystojny facet – bermudy, za luźna koszula, sweter, okulary, wiecie o co chodzi

Siedziałam, ile? Z 4 godziny na biednej ławce w naszym amfiteatrze i grały całkiem przyzwoite zespoły. Aczkolwiek wydaje mi się, że dużo młodych artystów dorabia jakąś za dużą ideologię do swoich piosenek lub te piosenki są do siebie bardzo podobne. Przerażony głos wokalisty nasączony emocjami, znęcanie się nad gitarą lub innymi rzadko występującymi w muzyce rozrywkowej instrumentami jak np. harmonijka czy tam akordeon, czy tam flet poprzeczny czy whatever, banalne teksty powtarzane niczym jakaś mantra wzmocnione sprzężoną gitarą i perkusją.
Siedziałam tam gapiąc się tępo na kółka jako elementy scenerii i myślałam sobie, że potrzebuję jakiejś zmiany. Może zmienię fryzurę? Srając na wszystkich mówiących “Gośka, nie obcinaj włosów”, “Na zdjęciach z początku roku z długimi włosami ci ładniej”, “Głupia jesteś?”. Może zmienię kolor włosów? Może zmienię styl? Powinnam się ubierać ładniej? W bardziej obcisłe ciuchy? W jaśniejsze kolory? Większe dekolty? Wyższe buty? Krótsze portki? Może nie będę nosiła majtek. Nie powinnam się przejmować opinią innych osób. Nie powinnam.

One thought on “#111; 37 dzień wakacji – vacation day 37

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s