comment 0

#115; 57 dzień wakacji – vacation day 57

Wskaźnik entuzjazmu i stężenia endorfin w moim organizmie zadrżał i wesoło pomknął ku górze, gdy mój kalendarz XP wraz z cytatem z Mickiewicza (“Kobieto, puchu marny! Ty wietrzna istoto!”) dostarczył mi informację, że dziś dwunastego sierpnia. Dwunastego sierpnia oznacza nie tylko wtorek. Dwunastego sierpnia oznacza to, iż za dwadzieścia godzin roboczych zaczynam wakacje.
Gdy podzieliłam się tą radosną nowiną z dwoma osobami, z którymi ostatnio rozmawiałam, a które – jak się złożyło – są w moim wieku i z którymi – jak się złożyło – praktycznie spędziłam ostatnie półtora miesiąca wolne od szkoły, uzyskałam odpowiedź “Boże, Gośka!”, w którym dało się wyczuć nutę niezrozumienia, współczucia, czegoś na kształt “żal mi ciebie”, “nie szkoda ci wakacji”, “popierdoliło cię”, “jestem za mało opalona, idę plażę” i takie “hm”, które na amerykańskich filmach wydają czirliderki na widok kujona płci żeńskiej w okularach i babcinym kardiganie.

Pracuję tylko i wyłącznie dlatego, że chciałam mieć trochę więcej pieniędzy niż moje kieszonkowe. Chciałam chociażby po części uniezależnić się od moich rodziców. Nie chciałam prosić ich o pieniądze za każdym razem, gdy chciałam pójść do szmateksu. Nie chciałam się zapożyczać u mojej siostry ilekroć zobaczyłam skrojoną na mnie sukienkę w sekend hendzie, co w rezultacie dawało to, że jak po pierwszym dostawałam nowe kieszonkowe i po oddaniu długów znów byłam spłukana jak kaczka po deszczu.

Zauważyłam, że na przestrzeni pokolenia, góra dwóch, zmieniło się nieco wyobrażenie młodych ludzi o ich przyszłości.
Spytałam swoich rodziców, co sobie myśleli, gdy byli w moim wieku. Moja mama powiedziała, że chciała być niezależna, mieć pracę, którą lubi, swoje mieszkanie (zauważmy, że w jej marzeniach nie było szklanej willi), dzieci, męża i zdrowie.
Mój tata powiedział, że chciał sobie pozwolić na takie “luksusy”, jakim jest ciepła kurtka i buty na zimę, bo jego rodzice często nie mogli sobie pozwolić, aby zakupić “zimowy ekwipunek” dla całej czwórki dzieci. Powiedział też, że na pewno chciał pracować, bo nie wyobrażał sobie siedzenia w domu i czekania na czyjąś łaskę.

Teraz jedna z koleżanek doszła do wniosku, że w zasadzie to mogłaby być utrzymanką i wcale nie musi pracować, druga z koleżanek chce być jak Andy z “Diabeł ubiera się u Prady”(ona miała na imię Andy czy mi się pomyliło po przeczytaniu książki o Warholu i zaczęłam myśleć, że każde imię na “a” to pewnie “Andy” – pozdrawiam moją siostrę?)

Wygląda to tak, jakby pokolenie naszych dziadków osiadło na wsi i wiodło raczej ubogi , wiejski tryb życia, ich dzieci (nasi rodzice) od małego snuli marzenia o swoim dorosłym życiu i modlili się składając brudne od hakania buraków rączki, żeby ich dorosłe życie nie było takie jak ich dzieciństwo, a my (dzieci naszych rodziców, wnukowie swoich dziadków) chcemy mieć luksusy rodem z telewizora, jakbyśmy to co mamy teraz było dnem zamożności finansowej współczesnego człowieka z małej “metropolii”/niedużego miasta.

Ciekawe, co mój śliczny niebieskooki Jergen będzie oczekiwał od życia. Ja mu, kurwa, dam.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s