comment 0

#126; Taki jeden Gigabajt.

Dzięki Bogu, że jest szkoła.

Naprawdę tak myślę. Gdyby nie szkoła spędzałabym jeszcze więcej wyalienowanych dni. Albo sama, albo ze zdjęciami fashionistów z Los Angeles, albo z takim jednym Gigabajtem.
Wieczorami przemierzając opustoszałe ulice, wypełnione po brzegi domkami zamieszkałymi przed ludzi z dwójką dzieci i psami, z jedną działającą słuchawką w uchu, wypowiadam w myślach wszystko to, o czym chciałabym z kimś rozmawiać. Gdybym miała z kim.
I właśnie ostatnio dziwnie trafiła mnie myśl, że moje życie jest tu i teraz.
Nie powinnam czekać z realizowaniem moich marzeń i robieniem rzeczy, które zawsze chciałam.
Dziewczyny w moim wieku rodzą dzieci… Przyszli znani ludzie wyprowadzają się z domu… Chłopcy ze zdesperowanymi matkami błagającymi ich o wizytę u fryzjera zakładają zespoły i próbują się w garażach, nagrywając wszystko na dyktafon w telefonie, który za 25 lat będzie wystawiony na aukcję domu Christie’s jako technologiczny zabytek i źródło pierwszych nagrań Takiego I Takiego Zespołu. Z rozsądnego punktu widzenia dobrze byłoby wziąć teraz kredyt na mieszkanie, przynajmniej będę miała pewność, że będę świetowała moje 50 urodziny ze świadomością posiadania własnego mieszkania i że nie muszę dzielić moich czterech kątów pomiędzy mnie, kota, psa, papugę i bank.

Pamiętam jak pani od Wosu z gimnazjum na koniec prasówki, na której cytowało się nagłówki newsów z Onetu i dostawało się plusy z aktywności, mówiła, że musimy mieć oczy i uszy otwarte, bo żyjemy w bardzo interesujących czasach.
Co po niektórzy ludzie boją się, że będzie wojna, bo Rosjanie nas zaatakują, a my nie mamy tarczy antyrakietowej. Chociaż Rosjanie to i tak pestka z pomarańczy w porównaniu z globalnym ociepleniem, które dalej zagraża planecie, mimo że celebryci dawno pozdejmowali koszulki z wielce ekologicznymi napisami. Fight the global warming. Keep our planet alive. Czy coś takiego.
Jak mogę być pewna swojej przyszłości i zastanawiać się, jakiego koloru będą doniczki w moim berlińskim apartamencie, skoro nie wiem, czy rosyjska rakieta nie spadnie mi na łeb już jutro rano, gdy będę szła do szkoły kurczowo trzymając się mojego termicznego kubka?
Jak mogę spędzać długie wieczory ucząc się tych wszystkich bezsensownych rzeczy, które mają mnie ogólniewykształcić, skoro nie wiem czy za 10 lat, gdy skończy się żmudny okres nauki w moim życiu, planeta Ziemia będzie jeszcze istniała?
Najlepiej było urodzić się i umrzeć w zeszłym stuleciu.

Powiedz, jak bardzo chciałabym się urodzić w latach 40.?
Żeby być naocznym świadkiem tych cudownych rzeczy kulturalnych, które miały miejsce w latach 60s.
Cudowne, boskie, niezastąpione, niezapomniane, genialne, rewelacyjne, pamiętne 60s!

Ja kontra lata sześćdziesiąte.
Ja – The Rolling Stones
Ja – Bob Dylan
Ja – The Beatles
Ja – Janis Joplin
Ja – Jimi Hendrix
Ja – Christian Dior
Ja – Hubert de Givenchy
Ja – Marylin Monroe
Ja – Andy Warhol
Ja – Audrey Hepburn (“Śniadanie u Tiffaniego”!)
Ja – Twiggy
Ja – Edie Sedgwick
Me against the world.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s