#142

Guns’n’Roses (czy jakkolwiek to się pisze) – Sweet Child O’Mine

Przyszłam do domu. Odplątałam stutrzydzieściosześciometrowy szal z szyi. W domu było przyjemnie ciepło i pachniało obiadem. Zawsze, gdy przychodzę do domu i nikogo w nim jeszcze nie ma, czuję się jak kobieta sukcesu. Pewnie nachodzi mnie jakieś uczucie związane z ukrytym pragnieniem, że to niby moje własne mieszkanie.

Trochę mnie smuci i daje do myślenia fakt, że odstaję od klasy trochę.
Wiesz, kichnę i nikt mi nie mówi “na zdrowie”, a jak ktoś inny kichnie to głosy się przekrzykują.
Nie śmieję się, gdy inni się pokładają.
Może nawet krzywo się na nich patrzę.
Może jestem smutna i gapię się w okno.
Myślałam, że mam mniejsze problemy z aklimatyzacją, a tutaj im – jak to się mówi – dalej w las, w sensie, im dłużej przebywamy razem, tym mniej ich toleruję i dobrze się z nimi czuję.
Może mam jakiś swój wyidealizowany świat?
Może jestem żółwiem.
I przepuszczam przez swój pancerz nieliczne osoby, wsysając je do środka.
Pierdolona outsiderka.
Zwaliłabym wszystko na jesień, ale gdy we wrześniu było fajnie i chodziło się na spacerki ze względu na fajną pogodę, to też nie śmiałam się z tych dowcipów i nie urzekałam wszystkich moimi intymnymi historiami. Może dlatego, że jestem tak nudna, że…?

Nie jestem jakaś zdołowana ani nic z tych rzeczy.
Po prostu od paru lat nie mogę już pojąć co jest ze mną nie tak.
I może z tej właśnie przyczyny, jedna z moich ulubionych piosenek to “Radio Friendly Unit Shifter”.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s