comment 0

#145

*W ten nudny dzień pierwszego listopada, przeczytałam całą książkę w jeden dzień. Co nie zdarza się codziennie, biorąc pod uwagę moją niezdolność koncentracji i wykonywania jednej rzeczy przez okres dłuższy niż dwadzieścia minut. Powiedz sama, po jakim czasie na sprawdzianie zaczynam się brechtać do siebie lub pytać się “co tam, bracie, na kwadracie?”.

Czytałam biografię Paula McCartneya i gdy tylko przyjechałam do domu oglądałam do późnej nocy wspaniały, rewelacyjny, genialny, fascynujący koncert ku pamięci George’a Harrisona.
Słuchałam i śpiewałam “While My Guitar Gently Weeps” przez cały następny dzień, a nawet dzisiaj.
“My Sweet Lord” też. “Something” też.

*Jestem aktualnie na diecie, która polega na słuchaniu mojego ciała. Och, jakie to proste. Oczywiście nie siedzę i nie zastanawiam się nad smakiem chipsów, które może bym sobie właśnie zjadła, ale staram się jeść takie porcje obiadu i wszystkich innych posiłków, żebym była najedzona, ale nie syta. Czy tam syta, ale nie najedzona.

*Zapuszczam właśnie moje paznokcie.

*Zadowala mnie fakt, iż po tygodniu totalnego osłabienia i rozleniwienia mającego zapewne coś wspólnego z tą całą zmianą temperatury, ciśnienia i czasu, jestem nadzwyczaj aktywna. Nadaktywna. Hiperaktywna. Okej, przesadziłam, hiperaktywne to są dzieci z adehade, do których ja się nie zaliczam, odkąd poznałam dokładną definicję tegoż schorzenia.

*Usnułam dzisiaj wspaniałą, genialną i rewelacyjną teorię o tym, że wszystkie znaczące osoby w muzyce, a także wszyscy aktywiści głoszący teorie o pokoju (“give peace a chance” bla bla bla), a także w końcu wszystkie zamordowane lub umarłe przedwcześnie gwiazdy rocka (co się w zasadzie zalicza w grupie znaczących osób w amerykańskiej popkulturze) miały w nazwisku literę “n”. Haa! Ja to wymyśliłam! Nigdzie tego nie przeczytałam! W cudowny sposób olśniło mnie na historii. Widzisz, jednak rozmyślam cały czas o tych wszystkich ludziach… Boże, nie chciałabym, żeby ktokolwiek miał obsesję na moim punkcie.

Poczekaj, po kolei.
1) Znaczące osoby w muzyce – wszystkie wielbię, jak najbardziej.
a) Dylan – chociaż to nie jest jego prawdziwe nazwisko; jego prawdziwe to “Zimmermann”, które ma aż dwa “n”, co pewnie oznacza, że jest podwójnie zajebisty. Double zajebisty.
b) McCartney
c) Lennon!!!
d) Harrison

2) Głoszący teorie o pokoju
a) Mahatma Ghandi
b) Martin Luther King
c) John Lennon
(wszyscy zastrzeleni)

3) niesławny “Klub 27”
a) Hendrix
b) Joplin
c) Morrison
d) Cobain

Kennedy, Marylin Monroe, Audrey Hepburn, Charlie Chaplin…?
MAŁGONA.

Oczywiście, że pamiętam o tych wszystkich innych ważnych, niemniej jednak oni nie mieli w nazwisku “n”. Wg teorii Oli, “n” to także nieskończona potęga, co może oznaczać o ich nieskończonej glorii i chwale.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s