comment 0

#155; "I read the news today, oh boy…"

Mam jakieś dziwne, dawno stwierdzone skłonności do smucenia się w zgoła radosnych sytuacjach.
Teraz przykładowo, moja sytuacja jest niespecjalnie radosna, bo dowiedziałam się dzisiaj, że nie mogę nigdzie wychodzić dopóki nie poprawię geografii. Wielmożnej geografii, z której to na mojej liście ocen figurują dwie jedynki. Jak to mówi młodzież “dwie gołe szmaty” czy jaktamkolwiek.

Taki zakaz wychodzenia mało mnie obeszedł, muszę powiedzieć, jako osoby o raczej małotowarzystkim usposobieniu, ale akurat dzisiaj trochę mi smutno, bo dzisiaj miałam urządzać sobie miły wieczór z Olą i Ola miała u mnie spać.

Dzisiaj są połowinki.
Myślę, że właśnie w tym momencie dupy, dupki i dupeczki zasmrodowują swój pokój mało przyjemnym odorem lakieru do włosów i zarzucają na boki swoją świeżo wyprostowaną grzywką, jeszcze ciepłą.
Nie, nie jestem zazdrosna. Byłabym zazdrosna wówczas, gdybym bardzo chciała iść na tą tak zwaną dżamprezę, a mama by mi zabroniła, ale w sytuacji gdy ja już właściwie dawno zrezygnowałam z udziału, zakaz szanownych rodziców obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg.

Apropos śniegu!
Czy to nie wspaniałe, że 21 listopada anno domini spadł śnieg po raz pierwszy?
Swoją drogą, wciąż się nie mogę nadziwić, że niedawno świętowałam Sylwestra, a zaraz trzeba będzie snuć kolejne noworoczne marzenia. Może w końcu będę mogła ubrać moją połowinkową sukienkę. Pewnie mam jakąś dziwną retrospekcję dlatego, że w zeszłym roku nosiłam te same buty.

Moment… Pomyślałam sobie właśnie teraz, że w zasadzie nie ma się co cieszyć z takich anomalii pogodowych jak śnieg w listopadzie. Tzn… Sięgając mojej meteorologicznej wiedzy, nie jest to chyba anomalia, ale sami spójrzmy na pogodę. Rano świeci słońce, różnica temperatur między pokojową a zewnętrzną jest w stanie postawić na nogi (w dosłownym znaczeniu tego słowa) każdego, bezczynnie siedząc w szkole (tak, wypowiedzmy to głośno: BEZCZYNNIE SIEDZĄC W SZKOLE) na dworzu robi się szaro, wychodzisz ze szkoły, niebo jest granatowe w ten nieprzyjemny sposób, a z nieba zaczyna lecieć coś, o czym myślisz, że to styropian z pobliskiej budowy, gdy jesteś już na finiszu swojej drogi do domu, śnieg pada niczym w świątecznych reklamach Telekomunikacji Polskiej, a ty sam masz gęsią skórkę w rajstopach 60 den.
Globalne ocieplenie?

Na czym polega mój matriks? Moja kreskówka, moja galaktyka…?
Że gdy aktualnie słucham Beatlesów, oczywiście, powtórzę się jeszcze wielokrotnie, to na gazetce, ktorą pani ekspedientka wciska mi wraz z zakupionym towarem z Empiku, dumnie stoi Paul McCartney, że czytałam nie tak dawno (“I read the news today, oh boy”), że Paul McCartney napisał wszystkie znane piosenki ostatniego 25-lecia, znaczy nie dosłownie, że całą muzykę, którą słyszałam w ciągu moje życia skomponował jeden człowiek, ale wszystkie znane piosenki opierają się na tej samej sekwencji akordów, jaką on zastosował w “Let it be”. Czy tam może w “Yesterday”, jeden czort.
No i może jeszcze załapałam tak zwanego zonka jak zobaczyłam, że ta piosenka, która – głupio mi to przyznać – jest całkiem w porządku z repertuaru Tokio Hotel jest tak naprawdę Johna Lennona, nazywa się Instant Karma i jest więcej niż zajebista, a Bill Kaulitz jak był, tak i jest, i będzie…
Ja tego nie powiedziałam.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s