comment 0

#158; zrozumieć brytyjski akcent

Boże, wybacz mi, że wywaliłam nietkniętego krokieta do śmietnika.
Musiałam upozorować własny obiad, to znaczy odjąć jednego krokieta z lodówki, żeby moja spostrzegawcza mama pomyślała, że ów krokiet jest w moim żołądku. Lub aktualnie w jakiejś dwunastnicy. Umieściłam nawet ów krokiet w moim własnym śmietniku, bo moja spostrzegawcza mama rzuca okiem nawet do śmietnika.

Dziś rano we mgle błogiego znużenia sobotnim porankiem, oglądałam reportaż w “Dzień dobry Tvn” o tym, że Polacy wybrali Jurka Owsiaka jako autorytet, a antyautorytetem mianowali Rydzyka.
I generalnie rozmawiali o autorytetach i w materiale były odpytywane różne osoby z jakiejś pipidówy. Wiesz, zmarznięte ekspedientki w puchowej kamizelce nałożonej na stos starych swetrów, spodnie od dresu ze ściągaczem przy kostce i białe klapki z jakiegoś tworzywa. Jedna pani, której fryzura zdradzała dawne oznaki świetności, czyli trwałej ondulacji, stwierdziła bez najmniejszego namysłu, że jej autorytet to “Kasia Cichopek, bo jest taka kochana”, inni stwierdzali, że Dziwisz i inni, nie chcę ściemniać, ale wiecie, Kinga Rusin, Piotr Kupicha i innego rodzaju buraki.

Cukrowe, !@#$%.

Rano miałam do tego jakąś ciekawszą pointę, niż to co teraz świta na dnie mojego umysłu, ale jednoznacznie stwierdzam, że mój autorytet to moi rodzice. To oczywiste.
Ponadto mogłabym rozważać Lennona.
Tak, nominuję Lennona za niebywale połączenie swojego geniuszu muzycznego z działalnością aktywistyczną. Za łamanie wszelkich barier i stereotypów. Za osobowość, prawdziwość, ‘zwykłość’ i ‘bezskrupulatność’.

Wczoraj wieczorem wzięłam długi prysznic w niezbyt czystej łazience, nabalsamowałam całe ciało, ubrałam figi, podkoszulek i sznur białych koraliczków (żeby nie skłamać mówiąc “perły”), exactly jak Carrie Bradshaw, stanęłam prosto, uniosłam ręce, splotłam je wyprostowane nad głową i przeglądając się w lustrze stwierdziłam, że teraz czuję się piękna. Właśnie tak opisałam to, co piszemy po myślniku w definicji.
Przeczytałam “Cierpienia młodego Wertera” i naszła mnie taka konkluzja, że w pewien sposób utożsamiam się z dwiema nierealnymi postaciami filmu i literatury.
Nie, muzyki nie.
Pierwsza postać to Werter na początku książki, a druga postać to Julia z “Teraz albo nigdy”.
Julia niegrzesząca urodą, przejawiająca jednakowoż swoje piękno za pomocą przymiotów zgoła innych.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s