comment 0

#160

Jestem poruszona. Dotknięta. Wzruszona. Rozedrgana. Touched.

Uczucie porównywalne z tym, które przychodzi, gdy oglądamy tą scenę z Titanica, gdy Rose spuszcza się w szalupie i szklanym wzrokiem patrzy na Jacka, pozostawionego na tonącym statku.
Przyszedł do mnie ostatnio tata pewnego wieczoru, gdy czekał na wolną łazienkę. Miał akurat po drodze to tej łazienki, więc do mnie wpadł, wiecie, na zakręcie żeśmy się spotkali
Słuchałam sobie właśnie po raz enty tej samej piosenki tych samych Beatlesów i mój tata zagadnął, co ja tak tych Beatlesów słucham. Na co ja odpowiedziałam, że to moje standardowe następstwo przeczytania biografii jakiegoś zespołu bądź jego członków. Przeczytałam o McCartneyu, słuchałam Beatlesów, przeczytałam o Lennonie, obesrałam się, przeczytałam “John i Yoko”… Tu postawię trzy kropki, właśnie takie “…”. Na co mój tata “To Dylan już nie?”, na co ja odpowiedziałam, że też, ale mam takie fazy przejściowe itd…
Na co mój tata powiedział, że w sumie nigdy mi tego nie mówił, ale zawsze chciał mieć takie jakieś “świrnięte” (ludzie jeszcze używają takich słów? ;p) dziecko, z którym będzie mógł porozmawiać o muzyce i w ogóle. I mówi, że pewnie my też teraz rozmawiamy, że o moje dziecko będzie miało na imię tak a tak, że będzie takie a takie, że będzie takie a takie mądre i będzie to i to robić. I on zawsze chciał mieć zwykłe, na swój sposób fajne dziecko i że nigdy nie chciał, żebym za bardzo przechylała się albo w stronę ciągu imprez albo w stronę nauki, bo najgorsze to kujon w okularach, bez aluzji do moich okularów.
Mówi, że to nawet takie fajne, że właściwie ogoliłam sobie pół głowy.
I mówi, że mam być “cii”, co by mama nie pomyślała, że mnie ojciec demoralizuje (a mama była wtedy w łazience). I jeszcze raz mi przypomniał, że pierwsza rzeczą, którą widziałam w moim życiu w telewizji to koncert pamięci Freddiego Mercuryego. Zmarł 10 dni po moim urodzeniu, koncert był jakoś kilka dni później, czyli akurat kiedy ja w domowych pieleszach prężnie, za przeproszeniem, srałam w gacie i zwracałam wszelkiego rodzaju przeciery, widocznie domagając się kotleta. Wyobraziłam sobie właśnie mój niemowlęcy ryj, mój wózej pod jakimś retro telewizorem…

I jakoś tak mnie naszło, bo wiesz… Wczoraj oglądałam finał “Mam talent” i ci Audiofeels śpiewali trzy takie różne piosenki. I jak zaczeła się pierwsza, “Hello darkness my old friend… I’ve come to see you again” (czy coś takiego), pomyślałam, że skadś to, !@#$%, znam.
Innym razem słyszałam piosenkę “Girl” i pomyślałam, że to soundtrack mojego dzieciństwa, chociaż świadomie słucham pierwszy raz.
Słucham “Queen” i znam ich wszystkie płyty.

Fajnie mam, huh
Bzzz bzzz

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s