comment 0

#162; "Ścisz tą muzykę głupią jakąś!"

Dlaczego mam dziwne wrażenie, że mam przyjemnie miły wieczór kiedy muszę czytać “Fausta”? Faust jest taką książka, która zakodowała się w mojej pamięci podobnie jak wszystkie inne potoki słów wypowiadane przez moją najukochańszą lektorkę języka niemieckiego jako tę, którą muszę przeczytać. Chociażby dlatego, że moja najukochańsza lektorka języka niemieckiego tak powiedziała. Moje postanowienie na masakrycznie długą przerwę świąteczną i ferie: “Die Leiden des jungen Werters”. W oryginale, jak sama nazwa wskazuje.

Nie mogę przestać słuchać jednej piosenki. W zasadzie dwóch. W zasadzie dziesięciu. Nie mogę przestać oglądać jednego koncertu. The Beatles live at Shea Stadium ’65.
You make me dizzy, Miss Lizzy…

Właśnie na to wpadłam! Właśnie na to wpadłam! Wiem co chcę dostać od klasowego Mikołaja, kimkolwiek on jest! Koszulkę z Lennonem! No weźcie, mogę za nią nawet, w razie gdyby koszt wyniósł więcej niż dwadzieścia polskich nominałów.

Oczywiście mój matriks ma swoją kontynuację, a jakże.
We wtorek, kiedy do spędzałam nudny wieczór na nauce geografii i innych nieprzydatnych nauk, kiedy to w międzyczasie rozmyślałam, drzemałam i rozmawiałam przez telefon, o 18 zaczęłam się zbierać na angielski. Włączyłam komputer i gdzieś obok monitora zobaczyłam, że na karteczce miałam zanotowane “Sean Lennon”. Wiecie, miałam go, jak mówią “check out”. Zczekałtować. Więc wchodzę Sean Lennon Official Music Myspace czy tam jakkolwiek, widzę fajną uzupełnioną stronę, piosenki, zdjęcia, wpisy, mówię – zobaczę jak przyjdę. Siedzimy na nudnym angielskim, gdzie aby znużenie nie dopadło mnie na amen wykonuję ćwiczenia gałek ocznych polegających na omiataniu klasy wzrokiem, a “pan” (nie boję się, pan ze mną jest) wygłasza swoje fantastyczne teorie o tym jak to angielski jest w życiu przydatny, o tym, o tamtym, o swoich studiach, Stanach, znanych osobach, polskim showbiznesie, szkołach, miejscowych nauczycieli angielskiego. Mieliśmy jakąś tak zwaną czytankę o Billu Gatesie. Pisało, że wywodził się on ze średniozamożnej rodziny, ale był po prostu bardzo ambitny, dlatego siedział przy komputerach dzień i noc. Na co pan zaczął swój wywód, że ludzie sławni i wielcy tego świata zazwyczaj wywodzą się z ubogich rodzin i dzięki swojej ciężkiej pracy i chęci awansu społecznego i takich tam stają się sławni. Po czym dalej pan mówi; “Na przykład taki syn Johna Lennona. Jest świetnym kompozytorem, ale nie może się przebić, no co. Rodzina Lennona zarabia $10.000 dziennie bez kiwnięcia palcem za tantiemy, po angielsku rojoltis, przez igrek.”
Na co pomyślałam sobie:
1. O Jezu
2. Co za matriks
3. matriks w najlepszym wydaniu
4. Takiego Matriksa jeszcze nie było

Po przyjściu oczywiście wchodzę na Sean Lennon Myspace i jedyne, czego teraz słucham obok The Beatles live at Shea Stadium jest “Parachute”….

Mmm… Tu ma miejsce niesamowite uniesienie, gdy w stresowym momencie włączamy muzykę relaksacyjną. Bynajmniej ja dosłownie odczuwam takie “mm”.

A, w ogóle przyjechała do mnie babcia i będzie z nami mieszkała przez całą zimę. Fajnie, moje życie wydaje mi się zawsze ciekawsze, kiedy wyobrażam sobie je z perspektywy innej osoby.
Nasunęły mi się dzisiaj dwie myśli, które w zasadzie pchnęły mnie do napisania dzisiejszego wpisu, tak naprawdę nie chciałam się zachwycać Lennonami, nie.

Spędzając wolne chwile z moją babcią, jestem skazana na wysłuchiwanie nie do końca zrozumiałych dla mnie opowieści rodzinnych i nie tylko, które trudno mi sobie wyobrazić i nawet umiejscowić w czasie, ale wiem, że moja babcia po prostu potrzebuje odbiorcy, toteż siedzę próbując sobie wyobrazić te wszystkie lata 60, 70, 80 i wszystkie inne, nie tylko poprzez pryzmat zagranicznej muzyki ówczesnych czasów. I w mojej głowie pojawia się dziwny kontrast; Ameryka lat 60., polska wieś lat 60. Przysłuchując się mojej babci zdałam sobie sprawę, że niestety nie posiadłam tej na pozór błahej umiejętności kontynuowania rozmowy. Czy generalnie rozmowy. Nie wiem, wiesz, ale chyba nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Może po prostu jestem konkretna i prawdziwa i nie potrafię pierdzielić głupot typu “A widzisz, pan, tak to jest…”. Nie stosuję przerywników typu “uh”, “oh”, “ah” i czy “dobrze ci poszedł sprawdzian w zeszłym tygodniu?”

W zeszłym, !@#$%, roku szkolnym.

Uświadomiłam sobie też, że naprawdę jestem zadowolona z mojego życia, którym teraz żyję.
Tym bardziej sobie to uświadomiłam, gdy dzisiaj Jowita mi powiedziała, że jakiś Lokalny Quasimodo nie zdał i rodzice kupili mu za to apartament nad morzem. Bałtyckim, za jakiś milion. Nie rozczulajmy się teraz nad przykrą przyszłością owego stworzenia, bo nie lubię zbytniego sentymentalizmu i powtarzania się.
Jestem zadowolona z tego, że gdy wstaję rano, mama się pyta, czy zrobić mi herbatę.
Że moja jeszcze śmierdząca siostra mówi do mnie “Kiski”, bo nie pozwalam się całować w takim stanie.
Że przychodzę ze szkoły, a mama drapiąc się pilotem od telewizora w skroń pyta, co tam w szkole i jak mi poszedł sprawdzian.
Że gdy wieczorem tata wróci z pracy jemy wspólną kolację i opowiadamy jak minął dzień.
Że gdy po kolacji naczynia są już pozmywane i wytarte, siadamy i przy akompaniamencie “Na Wspólnej” czy innego “Tylko miłość” planujemy następny dzień.
Że po zaplanowaniu tata każe mi się uczyć, owy zakaz przestał obejmować moją siostrę od początku tego roku szkolnego, czyli odkąd moja siostra jest w klasie maturalnej i nauka ma u niej jedynie symboliczny charakter.

Bajecznie.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s