#171; 3175; (nie)wesołe jest życie staruszka; wiedziałeś, że "na czczo" pisze się osobno?

Gdy tak od pewnego czasu dość intensywnie obserwuję moją babcię, coraz bardziej wybałuszam oczy i z coraz większym przerażeniem stwierdzam “O Boże, nie chcę tak”.

Dobra, wyłączyłam muzykę, odizolowałam się od na maksa podgłośnionego telewizora, z którego wydobywają się sztywne dialogi ze “Złotopolskich” i od kakofonii betoniarek, dźwigów, śmieciarek, ludzi i muzyki w formacie em pe trzy.

Nie chcę, żeby moje starcze życie było puste. Choć nikt tego nie wypowiada głośno, myślę, że to takie oczekiwanie na śmierć.
Oto przybliżony dzień z życiorysu mojej babci. Nazwijmy ją B.
B. wstaje z łóżka tuż przed 8, tak że zawsze zdążę się z nią przywitać zanim wyjdę do szkoły, choć pewnie nie śpi mniej więcej od 5 nad ranem.
Następnie B. je śniadanie chociaż nie jest głodna, ale musi coś zjeść, bo musi wziąć leki, których nie można przyjmować na czczo.
Prosto z kuchni B. zmierza do łazienki, gdzie nie spiesząc się wykonuje poranną toaletę. Używa kremu Pani Walewskiej (wiecie, te małe fioletowe flakoniki, wasza babcia na pewno też to ma w swojej toaletce), dokładnie przeczesuje swoje zafarbowane na fioletowo włosy, codziennie sprawdza ręką, czy są wystarczająco miękkie, czy może czas je już umyć.
Potem gapiąc się na swoje ciuchy zastanawia się co ubrać, gdyby to komuś stanowiło różnicę jaki kolor swetra z guzikami przy szyi ma na sobie, ale powstrzymam się od komentarzy, bo mam ten sam syndrom, nazwijmy to Syndrom Różnicy -> oczywiście, że fioletowe paski a czarne paski to co innego!
B. spogląda na zegarek i ku swojemu niezadowoleniu stwierdza, że dopiero 9.
Udaje się więc do dużego pokoju z telewizorem, gdzie w najnowszym programie telewizyjnym w Tele Tygodniu zakreśla kółkiem to, co chce w danym dniu obejrzeć. W tym momencie następuje też jedna z ważniejszych faz dnia, mianowicie umiejscowienie codziennego obowiązkowego spaceru pomiędzy któryś ze starych czarno-białych filmów, dokumentów typu “nagońcie ludzi i niech się skarżą na sąsiada i śmierdzącą kanalizację” lub kabaretów. Moralnego niepokoju, !@#$%.
B. zasiada wygodnie w fotelu i zabiera się do rozwiązywania krzyżówek. Po pewnej chwili i po przewertowaniu kilku kartek stwierdza, że są one za trudne, wiec nie będzie ich rozwiązywała.
B. rozprostowuje nogi i wbija wzrok w okno.
B. myśli.
B. myśli.
B. wspomina.
B. marzy.
B. snuje plany.
Nie, B. nie snuje planów, B. wspomina, jak to było w pegieerach, w kołhozie, jak to kiedyś trzeba było wstać rano do pracy, jak to kiedyś człowiek jak miał stówę to miał stówę, a teraz idziesz do sklepu i nie masz stówy (jak by kiedyś stówy były tylko po to, żeby ich nie wydawać -> śmiem twierdzić, że to dość konserwatywna ideologia, która pokutuje również w metodach wychowawczych moich rodziców -> pieniądz nie jest po to, żeby go wydawać.)
B. postanawia wyjść do sklepu.
Wracając ze sklepu B. postanawia zajść na rynek.
B. wraca do domu.
B. ogląda wiadomości w południe.
Przyszła pora na kolejną dawkę leków.
B. wykonuje swój rytuał.
B. wyłącza telewizor, bo “pieprzą głupoty”.
B. znów patrzy się w okno.
B. przysnęła, ale zbudził ją zamek w drzwiach, ktoś przyszedł ze szkoły!
B. opowiada wnuczce, jak jej minął dzień, nie szczędząc sobie oszczerstw, opowiada jaki to człowiek głupi, że nie umie nawet rozwiązać krzyżówki, jaki to człowiek biedny, bo na rynku wszystko jest tylko trzeba mieć kasę i jaki to człowiek chory, bo to południa źle się czuła.
B. razem ze wszystkimi obecnymi już osobami w domu je obiad.
Po obiedzie spożywa kolejną dawkę leków.
Punktualnie o szesnastej B. zasiada przed telewizorem, aby zatopić się w bajkowy świat bohaterów “Mody na sukces” z tym dość dziwnym i smutnym przeświadczeniem, że prawdopodobnie umrze szybciej niż ten serial się skończy, podobnie jak większość jej koleżanek.
Po ulubionym serialu udaje się na spacer.
Wróciwszy ze spaceru, B. je kolację i ogląda wieczorne wydanie wiadomości.
Mniej więcej w tym czasie zięć wraca z pracy, więc B. udaje się do swojego pokoiku, żeby nikomu nie wadzić (B. najprawdopodobniej myśli, że zięć jest straszny i całe życie wkurwiony, podczas gdy zięciowi zmarszczki na twarzy po prostu wyrysowały mu taki a nie inny grymas. Grymas podenerwowanego człowieka w poczekalni, tak to nazwijmy.)
B. w swoim pokoiku na małym telewizorku ogląda swoje ulubione seriali.
B. idzie do łazienki.
B. prosi córkę o wyszorowanie pleców.
B. kładzie się do łóżka.
B. wyłącza wcześnie telewizor i trzymając ręce na pościeli patrzy się w sufit.
Normalnie pooglądałaby jeszcze telewizor, ale nie chce narażać córki na wydatki związane z oglądaniem telewizji (no doprawdy!).
B. długo nie może zasnąć.
B. idzie do toalety.
B. dalej nie może spać.
B. idzie wypić sobie szklankę mleka, bo jej mama zawsze powtarzała, że mleko usypia. Chociaż z biologiczno-chemicznego punktu widzenia zimne mleko nie ma żadnych nużących właściwości, B. zostaje uśpiona przez do granic możliwości wypracowany w jej mózgu efekt placebo.
B. gada przez sen.
B. bluzga przez sen.
B. krzyczy.
B. budzi się nad ranem.
B. nie może zasnąć.
B. leży i patrzy się w sufit.
B. rozmyśla.
B. wspomina.
B. wspomina.
B. wspomina.
B. zauważa, że ktoś już wstał.
B. nasłuchuje.
B. bawi to, jak ktoś chodzi na palcach i stara się nie hałasować, żeby nie obudzic innych domowników.
B. wstaje przed ósmą.
B. wita kolejny dzień.

Monotonia, mili państwo, nic tylko monotonia.
Puste życie podporządkowane programowi telewizyjnemu i zegarowi, który niczym wyrocznia wskazuje ci godziny kolejnych dawek lekarstw.
Paranoja.

Spostrzegłam, iż babcia generalnie mało się do mnie odzywa, najbardziej lubi oczywiście rozmawiać z moją mamą i z moją siostrą. Myślę, że ja mam w sobie coś z mojego taty, potrafię wysłuchać, nawet gdy ktoś bardzo długo ględzi, ale streszczam treść, którą ja mam do przekazania do minimum i nie ukwiecam swojej mowy i prowadzonych konwersacji ozdobnikami w stylu “a, no widzisz, pan” (o tym już kiedyś wspominałam.)
Jeżeli już babcia się do mnie odzywa, to albo po to, żeby mnie poinformować, że mnie stłucze, albo po to, żeby coś zbluzgać lub na coś ponarzekać.

Sytuacja #1;
Osoby; ja, babcia
Miejsce; łazienka
Czas; rano, przed ósmą
Ja już prawie gotowa wykonuję ostatnie poprawki znikomego makijażu dyskretnie używając kosmetyków mojej mamy, korzystając z jej nieobecności spryskuję nadgarstki i miejsca za uszami jej perfumami Elizabeth Arden. Babcia staje w drzwiach, pytając się: “Można”. Ja odpowiadam “Tak, już i tak wychodzę”. Babcia staje przed lustrem, dotyka swoich włosów, kątem oka spogląda na mnie mówiąc: “Ja cię chyba muszę stłuc, Małgoniu”. Ja zdziwiona i znużona: “Czemu”. Babcia “Tak dla hecy”. Bez słowa opuszczam łazienkę, zdając sobie sprawę, że gdy byłaby to moja mama albo moja siostra prawdopodobnie odburknęłabym coś, co sprawiłoby im przykrość, ale postanowiłam, że lepiej nie odzywać się w ogóle do mojej pamiętliwej babci.

Sytuacja #2;
Osoby; ja, babcia
Miejsce; przedpokój/hol
Czas; popołudnie, prawie wieczór
Babcia wychodzi z kuchni, gdzie skończyła właśnie jeść kolację. Wydłubuje sobie wykałaczką resztki posiłku ze swojej protezy. Ja wychodzę z łazienki, spotykamy się face-to-face, babcia mówi: “Ja to cię chyba muszę zlać.” Ja ze znużeniem, okazująć frustrację i brak zainteresowania: “Naprawdę?” Bez słowa skręcam do mojego pokoju, zamykam drzwi i zajmuję się swoimi rzeczami. Słyszę jak babcia za drzwiami mówi do mojej mamy: “A co ona się tak denerwuje.”

Tak.
Dzisiaj przy obiedzie, gdy ja właśnie w najlepsze snułam sobie egzystencjalne wywody o tym, czy wzrost pomaga w życiu czy wręcz przeciwnie, babcia odezwała się jeden jedyny raz, aby powiedzieć, że dzisiaj w mięsnym widziała, że schab był bardzo drogi, bo kilo kosztowało dziewiętnaście dziewięćdziesiąt dziewięć, a leniwe krowy ekspedientki nie raczyły nawet odkroić suchych końców. Z takiego drogiego schabu!!!

Tak, mili państwo. Wesołe jest życie staruszka. Posunę się do stwierdzenia, że życie staruszka to najbardziej przykry i najbardziej monotonny etap naszego życia, polegający głównie na wyszukiwaniu nowych tematów do narzekań, interesowaniu się życiem prywatnym wszystkich mieszkańców wioski, szukaniu gdzie ziemniaki są chociażby o grosz tańsze, zamartwianiu się swoim życiem, zamartwianiu się życiem swoich wnuków i zmaganiu się z odwiecznymi dylematami, czy w tym miesiącu kupić sobie torebkę czy też nową pralkę. Amen.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s