comment 1

#176; Myślę, więc mi gorąco.

Mieliście kiedykolwiek w życiu sytuację, że zbudziliście się rano, a w waszej głowie rozbrzmiewała jakaś melodia? I z pewnością nie była to melodia bezdusznego budzika? Ja tak miałam. Dzisiaj. “Fixing a Hole”.

Pierwszym godnym uwagi wydarzenia nowego roku dwa tysiące dziewiątego jest niewątpliwie próbna matura próbnej matury z matematyki, ale obejdę się bez żadnych och-i-achów, gdyż została ona tak dokładnie przenalizowana na podstawie pomysłów wzdłuż i wszerz na szkolnych korytarzach, że jestem szczerze uradowana, że już po.
Swoją drogą cała ta MATURA (przyzwyczajajmy się do tego słowa; to tak jak w tym dowcipie, dlaczego trzeba prowadzać teściową na plażę) to bardzo zabawne wydarzenie naukowo-towarzyskie. Tak bym to nazwała.
Siedziałam w bądź co bądź trochę przerażającej auli, w końcu do auli się dla przyjemności nie chodzi, gdzie wystawność, powaga i patriotyzm kontrastuje z nowoczesną technologią.
Gdy zobaczyłam stare, powycierane ławki, które – o dziwo! – wszystkie były takie same, zastanawiałam się ile czasu kochane panie woźne&sprzątaczki musiały kolekcjonować jednakowe ławki z całej szkoły.
Zasiadłam pod oknem, oczywiście zrobiło mi się gorąco.
Zawsze jest mi gorąco w takich podniosłych momentach, zapewne ma to związek z podniesioną aktywnością mojego mózgu. Myślę, więc jest mi gorąco; pozdrawiam wszystkie zmarźluchy. Koleżanka przede mną chciała wpisywać numer gadu gadu w miejsce peselu, koleżanka z tyłu nerwowo rozczesywała swoje przetłuszczone włosy. Kolega po skosie był najwidoczniej zbyt pewny siebie, bo zanim “ceremonia” się zaczęła chciał rozdawać wszystkim wkoło (“nawet za darmo”) kartę ze wzorami – tę samą kartę, w którą to potem rozpaczliwie wlepiał wzór, jakby niczym w Harrym Potterze (w drugiej części, kiedy Harry czyta ten magiczny pamiętnik niby siostry Rona, a tak naprawdę to Voldemorta i..!), miało by się tam w jakiś magiczny lub nadprzyrodzony sposób coś objawić. Inny kolega wlepiał wzrok w swój żółty kalkulator; inny w inteligentnej pozie trzymał palec na ustach i ze ściągniętymi brwiami spoglądał na okno. A już szczególnie zabawny był widok kilkudziesięciu twarzy, na której skupienie, dezorientacja i bezsilność wiązała się z jednym, wielkim, “przysłowiowym” “WTF?!” -> patrz wszelkiego rodzaju i maści borsuki i pomarańcze.

Matura to doprawy prześmieszne wydarzenie.
Szczególnie, że mi dobrze poszło, ciecie.
Dużo rzeczy przychodzi do głowy, jak zawsze kiedy w błogiej ciszy zakłócanej dźwiękami tarcia długopisu o papier, szelestem papieru, brzęknięciami, kaszlnięciami, szuraniami i uwagami pana przewodniczącego komisji, któremu największy problem dnia dzisiejszego sprawiło obliczenie 170 minut od godziny 12.40. Doprawdy. Ciężko jest policzyć trzy godziny i odjąć dziesięć minut. Trzeba jeździć palcem po wskazówkach zegara dziesięć razy.

Ależ jestem dzisiaj GORZKA, mhm, mhm.

Zauważyłam, że ludzie ze sobą nie rozmawiają.
To pewnie jakiś następny skutek uboczny cywilizacji.
Ludzie rzadko chodzą do kawiarni, bo tam są skazani na kontakt w cztery oczy i rozmowy.
Swoją droga, jeśli już jesteśmy przy kawiarnianych rozmowach, to trochę mnie śmieszą dziewczyny, które, wiecie… Pamiętam jak pewien sierpniowy wieczór spędzałam z Oluną w Kejabarze, (wieczór, który potem okazał się naszym Sylwestrem (<3), wieczór kiedy Barman (<33333) zrobił nam niebieskie drinki i puścił nam Janis Joplin ("Take another little piece of my heart, baby")) i przy stoliku siedziały dziewczyny, które skończyły wtedy liceum i zapewne wybrały już uczelnie, akademiki i pewnie nawet zaasymilowały się w [tu wpisz przymiotnik powstały od nazwy miejscowości] rzeczywistości. Siedziały blisko do siebie nachylone (nie dziwota, skoro mały Kejabar wypełniała Janis Joplin <3), jedną ręką obejmowały kufel piwa, w drugiej ręcę dzierżyły papierosa, trzymając go tuż przy twarzy, nerwowo wypalając jeden za drugim, prawie się nie zaciągając.
Ostatnio wchodząc na kilka photoblogów nieznajomych trzynastolatek zobaczyłam wpisy w rodzaju “zabierzcie ode mnie Marlboro”. Na epulsie w toplistach gro osób popisało sobie na pierwszym miejscu “Kawa”, a na drugim – wcale nie gorszym “papierosy”. [tu wpisz imię], lat 14.
To taka mała dygresja na temat stosunku młodzież-kawa-papierosy-kawiarnia.
Ludzie się ze sobą nie witają. Patrz poranek w szkole. Ja, przykładowo, przychodzę, rzucam krótkie “cześć” gdzieś w powietrze, nie zwracam uwagi, że właśnie wszyscy mnie zeskanowali od stóp do głów i zajmuję miejsce na ławce, które jeszcze przed chwilą zajmowała Oluny torba. (:))
Ludzie się ze sobą nie żegnają.
Popatrz też na szkołę lub chociaż na jakieś zajęcia pozalekcyjne. Każdy po prostu wychodzi i zmierza w swoim kierunku.
Albo gdy ktoś mówi: “Dobra, będę leciał(a)”, odpowiada się często “No”.
Ludzie się wzajemnie nie słuchają.
Ile razy mam tak, że gdy przed spotkaniem przychodzi mi jakaś rzecz do głowy, o której chcę powiedzieć danej osobie, ale w gruncie rzeczy tego nie mówię lub pozostawiam temat gdzieś niezakończony, bo w momencie, gdy ja wypowiem pierwsze zdanie na dany temat, osoba wtrąci coś interesującego od siebie i dyskusja zaczyna krążyć wokół tej uwagi, pozostawiając moje uwagi i spostrzeżenia – że się wyrażę rodem z kabaretu “Tey” – ho ho ho!

Jakieś pół godziny temu włączyłam komputer i piosenkę “Say Say Say” McCartney & Jackson, bo A. dzisiaj coś o niej wspominała i znajdowała się ona na mojej liście rzeczy do sprawdzenia, odkąd przeczytałam świeżo wynalezioną biografię McCartneya autorstwa jakiegoś polskiego dziennikarzyny.
Oglądam ten, bądź co bądź, interesujący teledysk jak na wczesne lata osiemdziesiąte – patrz -> glamrock, Kiss, David Bowie i (tamtaramram, fanfary!) Wham! i “Last Christmas” – kiedy do pokoju wchodzi mój tata i bezpretensjonalnie usadawia się na twarzy mojego pachnącego pluszaka, który jako jedyny pozostał na powierzchni, gdyż z racji mojego wieku głęboko w szafie schowałam wszelkie pluszaki. Ale to nieważne.
Tata mówi: “Co ty, na Jacksona się teraz przerzuciłaś?”
Ja: “Nie, tylko dzisiaj w szkole jak kleiliśmy te szare papiery to…”
T: “To kleiliście czy malowaliście?”
Ja: “No to i to, wszystko tam w ogóle zrobiliśmy, przecież tam w ogóle to jest takie żałosne. I coś tam gadaliśmy o tematach i ktoś tam powiedział, że fajny by był świat horroru, ale dyrekcja nie chce się zgodzić i… “
T: “No, ja się nie dziwię. Młodzież to ma różne odpały”
Ja: “Przecież nikt by nie wieszał zdechłego kota pod sufitem, sobie nad głową”
T: “Kto ich tam wie”
W tym momencie tata wyszedł, bo mama krzyczała z kuchni, że barszczyk już się zagrzał.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s