#200

W przededniu największego KOMERCYJNEGO święta jakiego ludzki mózg kiedykolwiek wymyślił, kiedy w telewizorze nawet podczas emisji reklamy Lidla albo Kerfura ekran wypełniają wściekłoróżowe serduszka, a lektor rozemocjonowanym głosem zachwyca się, że kwiatki kosztują tylko sześć dziewięćdziesiąt dziewięć, podzielę się tutaj moim spotrzeżeniem, że jestem dziwnie związana z moją siostrą. Tak, myślę, że jest to ten rodzaj więzi rodzeństwa, ale przykładowo:
Wieczorem jak zwykle pierwsza kładę się do łóżka, gaszę światło w pokoju i zamykam drzwi, żeby dać wszystkim do zrozumienia, że bardzo chciałabym, ażeby już nie oglądali telewizora na głośności 30+. Wszyscy oglądają coś w telewizji. Gdy “coś” się skończyło, moja siostra wesoło hasa do swojego pokoju, słyszę zza ściany, że ścieli łóżko, moja mama jest w tym czasie w łazience, u mojej siostry w pokoju cichnie komputer (a słyszę jego działanie zza ściany) – niezaprzeczalny znak, że dzień zbliżył się, a nawet dawno dotarł, do końca. Moja siostra jest w łazience, pozostali domownicy też już zgasili światło w swoim pokoju, jednakże do ostatniej chwili oglądają wiadomości na Regionalnej.
W domu jest cicho, ja czuję znużenie pod powiekami, ale nie mogę zasnąć. Nie przeszkadza mi światło, żadne niechciane dźwięki, owieczki wolno przeskakują przez płot…
Moja siostra wychodzi z łazienki i udaje się do swojego pokoju, ja niepostrzeżenie zasypiam…

Być może wyciągnęłam zbyt daleko idące wnioski, ale zaobserwowałam to na przestrzeni kilku wieczorów: nie mogę zasnąć póki moja siostra nie wyjdzie z łazienki.

Zadziwiające.

Skoro już jestem taka “prowalentynkowa” i pro-moja siostra, to powiem, że cieszę się, że minął okres mojego szczenięcego buntu, kiedy to moja siostra była najbardziej znienawidzoną istotą na świecie, a ja sama nie mogłam pojąć dlatego muszę z NIĄ dzielić, w ogóle, mieszkanie.

ONA.

Teraz lubię z nią chodzić na szoping, do Biedronki po chipsy, lubię jak przychodzi do mnie do pokoju z nienacka i robi “zum” na mój brzuch, gdy w ten jednoznaczny sposób patrzy na mój brzuch i dupę, kiedy ja podczas rodzinnego posiedzenia przed telewizorem stwierdzam, że zrobię sobie jeszcze jednego tosta, gdy przychodzi, żeby mnie ukochać i “zlukać” moją twarz z odległości jednego centymetra.

Moja siostra to moja tegoroczna walentynka, “buhaha”.

P.S. To ostatnie to dosłowny cytat z moich szczenięcych pamiętników.
P.S.2. Czujcie się zaszczyceni.
P.S.3. Moja mama to też moja walentynka, bo głęboko wierzę, że temu, że karmiła mnie piersią dłużej niż inne matki swoje pociechy (hahaha, CIECIE!) zawdzięczam moją niewyobrażalną odporność, która czasami mi się, hm, nie opłaca, bo podczas gdy wszyscy chorują są przeziębieni i słaniają się na nogach, ja radosna chodzę w wydekoltowanych bluzkach. Gdzie się podziała moja odporność teraz, gdy bolą mnie mięśnie brzucha, żołądek, podbrzusze, głowa i nogi? PORKE???!!!
P.S.4. Mój tata, który wczoraj po raz drugi w życiu dał mi do zrozumienia, że nie byłam planowanym dzieckiem. Okej. Bi maj walentajn.
P.S.5. Jupi joł, jupi jej, dwusetny wpis!!!!!!!!!!

One thought on “#200

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s