comment 0

#223; God, save the Queen !!!

Z okazji wczorajszego Dnia Kobiet bojsy odstawili dzisiaj żałosną szopkę i dostałyśmy z dziewczynami zwiędłe tulipanki w dość sympatycznym kubku w sam raz nadającym się na poranną kawę o szóstej zero pięć. Po co będę udawać, że jestem wniebowzięta? Peerelowskim zwyczajem chciałabym dostać rajstopy, bo moja “pończoszana” część garderoby ostatnio dość zubożała, nie wiedzieć czemu.
Postawiłam sobie różowego tulipana w zasięgu widzenia i od razu mi milej. Chyba muszę zainwestować w kwiaty. Wydatek rzędu dwu i pół złotego co kilka dni na rewelacyjny humor i upiększenie dnia i najbliższego otoczenia? Daj spokój.

Pragnę ogłosić urbi et orbi, iż moim nowym ulubionym zespołem nie jest Blog 27. Nie jest nim też Feel. Ani Pectus. Ani nawet Pin, Skaner, Bracia, Jonas Brothers….

Queen!
Teraz krótka historyjka, jak doszłam do Queenów (bo jak wspominałam wcześniej, we wszystkim tkwi przyczyna, jedno wynika z drugiego):

-Lady Gaga wzięła swój pseudonim od piosenki Queen z 1984 roku “Radio Gaga”

-Mateusz Ziółko, czyli jeden z moich faworytów programu “Mam talent” śpiewał zarówno na castingu jak i w półfinale piosenki Queen (“Too Much Love Will Kill You” i “Who Wants to Live Forever?”)

-w biografii “Heavier than Heaven” jest napisane, że gdy dziesięcioletni Kurt Cobain jeździł z ojcem do pracy, bo nie miał się nim kto zaopiekować, to spędzał długie dnie w samochodzie słuchając płyt ze sprzedaży wysyłkowej, Aerosmith, Led Zeppelin, Queen i inne

-ostatnio, a było to bodajże dokładnie tydzień temu, na Wi Ejdż Łan leciała “odliczanka”: “Najlepsze męskie głosy”, ku mojemu ówczesnemu zdziwieniu na pierwszym miejscu znajdował się Queen z piosenką “Innuendo”.
Piosenką “Innuendo”, której słuchałam niemal bez przerwy przez cały zeszły tydzień. Co ciekawe, piosenka ta trwa około 7 minut i służy mi za zegarek codziennie rano, gdy idę do szkoły. Gdy włączam ją po wyjściu z domu, to powinna ona się skończyć, gdy wchodzę do szkolnej szatni. Tak mam daleko do szkoły.

-widziałam sesję w “Vogue” zatytułowaną “Bohemian Rhapsody”, gdzie przyodziane w frędzle dziewczyny biegały boso po piachu z rozwianym włosem

Queen… Od pewnego dnia, od – powiedziałabym – mojego muzycznego uświadomienia, mam znacznie wyolbrzymione wrażenie, że zespół Queen stanowi soundtrack mojego życia. Wiem, że mój tata jest i prawdopodobnie zawsze był, przynajmniej od swoich czasów szczenięcych, czyli od początku istnienia zespołu, wielkim fanem. Gdzieś w domu mam nawet winylowe płyty, widziałam na własne oczy! Cztery twarze na okładce, wielki napis, tapiry, glam rock, te sprawy…
Wiem, że prawdopodobnie pierwszą rzeczą w telewizji, którą widziałam za mojego życia był koncert poświęcony pamięci Freddiego Mercury’ego, a przy okazji benefis na rzecz walki z AIDS, który odbył się w kilka dni po jego śmierci, a zmarł 10 dni po moim urodzeniu. 10 dni na tej planecie oddychałam tym samym powietrzem, co Freddie Mercury, czyż to nie cudowne?

Piję niesłodzoną kawę 3 w 1 w kubku, który dostałam na Dzień Kobiet alias Kobiet Day.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s