comment 0

#229; Do cholery jasnej!

Dość długo szukałam, hm, „zaczepki“, czyli punktu wyjścia, czegoś od czego mogłabym zacząć moje wypociny i nawet nie przypuszczałam, że stanie się nim… moja mama.
Moja mama, która obok wielu innych rzeczy przypomina mi jak bardzo nienawidzę dźwięku odkurzacza we względnie czystym mieszkaniu i łoskotu garnków, sztućców i talerzy nad ranem.

Idąc dalej tropem rzeczy, które pobudzają gruczoły produkujące adrenalinę do działania (trzustka/wątroba/czort wie co – niepotrzebne skreślić), bez dwóch zdań powiedziałabym… ptaki. P-T-A-K-I! Ptaki, które sprawiają, że czuję się całkiem jak ta koleżanka Pauli, czy jak tam ona miała na imię, w filmie „Miłość na zamówienie“. Podczas gdy ta Paula, czyli Sarah Jessica Parker, jest kobietą, która w cudowny i bezbolesny – wręcz przeciwnie – sposób sprawia, że dorosłe mamisynki wyprowadzają się z domu rodziców z równo przystrzyżonym trawnikiem, aby zamieszkać w starej, śmierdzącej klitce na Brooklynie ze schodami pożarowymi za oknem, ta Koleżanka (tak ją nazwijmy) spędza samotne wieczory wysłuchując ‚śpiewu‘ ptaka za oknem, który doprowadza ją do szewskiej pasji, a niemalże do obłędu. Czuję się tak niemal codziennie rano, kiedy to nieszczęsne ptaki, a są to najpewniej mewy, budzą mnie długo przed moim i tak wcześnie nastawionym budzikiem. Powinnam się w zasadzie cieszyć, w końcu kto z was ma możliwość słuchania śpiewu mew codziennie rano? Ręka w górę? Pucio hend ap in di er.

O Boże.

Mam poczucie, że jestem taką strasznie poważną osobą.
To nie jest moja kreacja, to nie mój wysiłek, to nawet nie to, że mama mi każe.
Po prostu. Nie chodzi nawet o to, że wraz z miejscową młodzieżą nie bawię się w tutejszych ‚klubach‘.
Przykładowo dzisiaj na angielskim; mieliśmy milusią czytankę o epidemii i była dość rozległych rozmiarów wzmianka o doktorze, który w XX-wiecznym Londynie powstrzymał dalsze rozprzestrzenianie się cholery, dlatego, że usunął rączkę od pompy, z której wszyscy mieszkańcy pobierali wodę. Od razu skojarzyły mi się słowa z piosenki „Subterreanean Homesick Blues“: „the pomp don’t work cause the vandals took the handle“. A nuż-widelec, Dylan śpiewał o cholerze.
W każdym razie, Nasz Kochany Pan (Nie Boję Się, Pan Ze Mną Jest) powiedział coś w rodzaju: „I widzicie, usunął rączkę i już!“ Po czym osoby zgromadzone ze mną w świeżo odmalowanej klasie pokładły się ze śmiechu, bo myślały, że ten wspomniany doktor urwał komuś rączkę i zatrzymał w ten sposób epidemię.
Jeżeli nie śmieję się w takich momentach to jestem jaka?
Ponadto!
Na przerwach w szkole zazwyczaj siedzę na ławce pod klasą czekając na utęskniony dzwonek rozpoczynający lekcję – im szybciej lekcje miną, tym szybciej znajdę się w domu i będę mogła zając się sensownymi rzeczami; w końcu wszystko jest sensowniejsze niż obserwowanie tynku na ścianach ponurych klas – bądź też stoję pod ścianą. Pod ścianą stoję zazwyczaj w sytuacjach, kiedy a) na początku przerwy poszłam do toalety i gdy przyszłam ławka była zajęta, b) mam akurat spódnicę lub sukienkę i nie mogę usiąść na podłodze tak jak tłumy innej młodzieży. Ostatnimi czasy ze wszystkich stron notorycznie jestem przez kogoś z którejś strony miażdżona, bo koleżanki i koledzy się, do cholery, gilgoczą! Sprawdzają, czy mają łaskotki!
Jeżeli radośnie nie uczestniczę w tego typu zabawach to jaka jestem?

Czasami, a bardzo często w momentach, kiedy obserwuję wyżej wymieniony tynk na ścianie lub nie śmieję się z wyżej wymienionych gier i zabaw, lubię obserwować innych ludzi i układać ich krótkie charakterystyki, wiecie. Zauważyłam to na dodatkowym niemieckim, kiedy nie chwaląc się, misiaki-pysiaki, robię pierwsza kończę zadania z certyfikatu i siedzę w kompletnej ciszy w sali wykładowej, ukradkiem obserwowałam Naszą Panią, która zawsze na początku zajęć pyta się nas, czy chciałybyśmy zacząć od słuchania czy też od uzupełniania luk w tekście. My zazwyczaj odpowiadamy, że od słuchania, bo w piątkowe popołudnie jakoś niespecjalnie mamy ochotę na oczopląs słów o takim samym znaczeniu i nawet takiej samej wymowie. Pani odpowiada „oki doki“. Pani szuka czegoś zawzięcie w swojej torbie wypełnionej płytami ze „słuchowiskami“ i transkrypcjami, wreszcie triumfalnie wyjmuje płytę, uruchamia ją, orientuje się, że to nie jest to, czego szukała, spogląda na nas i z miną smutnego szczenięcia mówi „sori“. Myślę sobie o niej, że to Pani, która używa automatycznego ołówka, w piątkowe wieczory umawia się ze znajomymi na karaoke i używa odżywki bez spłukiwania.
O Znerwicowanej Koleżance #1 myślę sobie, że lubuje się w rockowych balladach, przed zaśnięciem spaceruje z psem i lubi gładzić swoje przetłuszczone włosy.

Misiaki-Pysiaki!

P.S. Wszyscy jesteście misiakami.

Filed under: Życie

About the Author

Veröffentlicht von

Planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s