comment 1

#242

Słucham właśnie płyty, która stała się moją ulubioną po pierwszej piosence. Wprawdzie nie ma u mnie coś takiego jak ulubiona płyta, bo wszystkie piosenki lub kompilacje, tak, dzielę na te co lubię i co nie lubię. Z tych co lubię nie ma jednej wybijającej się, niemniej jednak “Beatles For Sale” jest o-mój-Boże.
Płyta powstała w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym czwartym roku i była jedną z ostatnich płyt, na której okładce wszyscy członkowie zespołu prezentują się w całej okazałości, bo było to przed domniemaną śmiercią Paula McCartneya, także ciąg okładek z tajemnymi znakami i informacjami jeszcze się nie zaczał. Ale to nie istotne.
Nie ma tutaj co prawda żadnego znaczącego utworu na miarę, dajmy na to “Twist and Shout”. Płyta zawiera kilka piosenek, które “fab4” z powodzeniem wykonywali na koncertach. Powiedziałabym, że płyta idealnie nadaje się do grania w tle, podśpiewywania i do słuchania rano, bo piosenki nie są takimi piosenkami, do których wydzierasz się godzinami śpiewając przy lustrze do suszarki, a więc – według książki “Jak chodzić na wysokich obcasach?” nie jest opóźniaczem, czy jak to tam nazwali.
Na dwustronnej płycie znajduje się w sumie 14 piosenek, w tym osiem autorskich kompozycji Lennon-McCartney. Boże, czyż to nie cudowne. Pozostałe do standardy bluesowe i rock-and-rollowe. Jedyna piosenka, która odbiła się większym echem to “Eight Days a Week”, bo zajmowała pierwsze miejsce na listy Billbordu. Płytę można kupić za jakieś 58 zł na Merlinie 🙂
Zdecydowanie bardziej podoba mi się pierwsza strona, gdzie kilka pierwszych piosenek śpiewa Lennon. Zdaniem młodzieży wypowiadających się na forach i komentujących fragmenty koncertów na YouTubie, pierwsze sześć sekund piosenki “Mr. Moonlight” to najlepsze sześć sekund w całej historii muzyki, zaczynając od muzyki starożytnych Greków, kończąc na syntezatorowych głosach T-Paina i żałosnego miałczenia Lil Wayne’a. Dodam, że podczas owych sześciu sekund, Lennon po prostu niemiłosiernie “drze mordę”.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

  1. marta

    ‘bo piosenki nie są takimi piosenkami, do których wydzierasz się godzinami śpiewając przy lustrze do suszarki’ – aaale fajnie to ujęłaś.Wiesz, nigdy nie myślałam w ten sposób o Mr. Moonlight.Uwielbiam Freuda. Uwielbiam. Polecam <>Wstęp do psychoanalizy<>. Trudno mi było to odnieść do siebie, bo nie należę do osób pamiętających swoje sny, ale i tak jestem pod silnym wpływem tej książki.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s