comment 1

#251; The 5th Dimension – Aquarius (Let the Sunshine In)

Samanta jest doprawdy przezabawną osobą.
Jej ulubione kolory to tak zwany baby pink i wszelkie odcienie brzoskwini.
Kocha je tak bardzo, że stara się naznaczyć nimi każdą część swojej garderoby, swojego ciała, a nawet swojego najbliższego otoczenia.
Kosmyki jej długich, nieskazitelnych i przesadnie nabłyszczonych włosów chowają się za bluzą z różowym futerkiem.
Samanta okazuje zainteresowanie delikatnym ruchem ręki poprawiając przezroczysto-różowe okulary wetknięte we włosy.
Ilekroć znajdzie wolną chwilę między obowiązkami, nigdy nie potrafi sobie odmówić gorącego rosołku instant. Spożywa go zawsze w tym samym kubku z napisem “I [heart] NY”, który – ale cii, bo to tajemnica – kupiła w kiosku na rogu. Krusząc skamieniały makaron na rosołek, zawsze wywala połowę do śmietnika, inaczej całą objętość jej ulubionego kubka pochłonie makaron. A gdzie miejsce na marcheweczkę? A przyprawy?
Za każdym razem, gdy odchyla pokrywę śmietnika, aby umieścić połowę niezużytego makaronu w jego czeluściach, myśli o najnowszej kampanii przeciwko marnowaniu jedzenia – http://www.niemarnuje.pl, czy coś takiego. Widziała to wczoraj na Tefałenie pomiędzy “Na Wspólnej” a “W11 – wydział śledczy”. Jak to ktoś kiedyś trafnie spostrzegł, na świecie nie ma problemu braku jedzenia, jest natomiast ogromny problem z jego dystrybucją. To dlatego niektórzy ludzie umierają na niewydolność wątroby, niektórzy natomiast… Niektórzy z głodu.
W ciągu jednego roboczego dnia, Samanta około dwudziestu razy zamiata podłogę niewielkiego, różowego pomieszczenia.
Dzisiaj jeszcze tylko dwie osoby.
Zawsze w głowie układa sobie plan wieczora lub następnego dnia. To sprawia, że czas szybciej mija, a praca nie wydaje się tak mozolna.
Pomyślała, że dzisiaj rozpali niewielkego grilla na tarasie, żywiąc głęboką nadzieję, że sąsiedzi nie wezwą straży miejskiej lub – co gorsza – straż pożarną. Nie warto zawracać straży pożarnej głowy takimi błahostkami, doprawdy. Powinniśmy zacząć uprawiać modły o deszcz, uga-buga.
Przydałoby się też obejrzeć wszystkie zaległe filmy, co? – pomyślała. Przygotowawszy wszystkie płyty i nagrania, w ostateczności postanowiła obejrzeć swój ulubiony koncert, Billie Holiday. Na żywo.
Samanta usłyszała dzwonek do drzwi.
Kto to, przecież nikogo się nie spodziewam – myślała gorączkowo.
Do Samanty nigdy nikt nie przychodził.

PS. Niesamowicie się cieszę, gdy widzę jak moje Elitarne Towarzystwo Zaufanych Czytelników domaga się kolejnych wpisów. Myślę, że mój aktualny stan mini-euforii porównywalny jest ze stanem Piotra Kupichy, gdy słyszy grupkę nastoletnich dziewcząt piszczących na jego widok na gali Viva Comet. Nastoletnie dziewczyny 😉
PS1. Przy samoopalaniu pamiętać, aby posmarować też stopy.
PS2. Amen.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s