comment 1

#253

Benjamin Button wciąż na mnie czeka.
Stoi pod moją klatką w niemrawym blasku latarni.
Lubię, gdy tak ze zdenerwowania wkłada lewą dłoń w ciasną kieszeń dżinsów.
Dopiero co zakwitły bzy i mamy zamiar popełnić słodkie przestępstwo, tuż pod czujnym okiem Pani Sąsiadki z Pieskiem.

(Za którego na pewno nie płaci podatku.)

A tymczasem! Z racji tego, że powtarzanie się należy do zjawisk, którego nie cierpię i które pragnę wyplenić u osób postronnych, jest to jednakwoż coś, co – stety lub nie – sama praktykuję, więc pozwolę sobie posnuć wolne refleksje, z racji tego, że jest poniedziałek wieczór – tak daleko posunięty wieczór, że już dawno powinnam spać, że ważę sto pięćdziesiąt kilo i mam wyraźny (i wyraźnie złośliwy!) zespół napięcia przedmiesiączkowego, Boże!

Nie lubię chodzić do kina.
Na miły Bóg, jestem odosobniona?
Nie mogę się skłonić, aby obejrzeć nieszczęsnego Benjamina Buttona, chociaż z przyjemnością oglądam (kolejno) “Seks w Wielkim Mieście”, “Śniadanie u Tiffany’ego”, a nawet – w szczególnych przypadkach rozpaczy – “Zmierch”.

Nie wydaje mi się jednakowoż, żebym straciła coś cennego tylko dlatego, że nie widziałam filmu “Lektor”, “Miasto ślepców” czy czort was tam wie na co teraz wyedukowana młodzież wyżyn intelektualnych uczęszcza do kina.
Wy widzieliście wszystkie części “Piły” – ja widziałam, hm, “Rozdział 27”.
Wy widzieliście “Hannah Montana” – ja widziałam “Kurt Cobain: About a Son”.
Wy wiecie kto to jest Zac Efron i co u niego słychać, ja natomiast na krótkiej* dziesięciominutowej przerwie mogę streścić ci wieloletnią karierę JFK w amerykańskim senacie.
“Don’t Look Back”.
“Królowie rocka”.
“Imagine”.
“The U.S. vs John Lennon”.

Jednym z cudowniejszych uczuć, jakie kiedykolwiek przytrafiły mi się w moim usłanym wczorajszymi różami za złoty pięćdziesiąt różami, to słuchanie “Last Thoughts on Woody Guthrie” tuż przed snem i oglądanie “About a Son” w ciemnym pokoju, ze szczelnymi słuchawkami na uszach.

Czuję się dziwnie błogosławiona, wyróżniona i szczęśliwa, gdy w Empiku z kalendarzy, notesów, kolorowych magazynów, płyt, a nawet książek zerkają na mnie twarze roześmianych młodzieńców, do których za grosz nie potrafię dopasować pełnego nazwiska – które z niczym mi się nie kojarzą.

Czułam się komicznie, gdy Olson ostatnio tłumaczył mi różnicę pomiędzy Megazordami a Megazordonem.

Nie kojarzę większości postaci bajkowych, filmowych, a co dopiero z gier, o których rozmawiają i którymi zachwycają się moi rówieśnicy.

Nie znam nawet większości zespołów popularnych wśród moich rówieśników, natomiast dość zgrabnie operuję wielkimi nazwiskami osób polskiej i nie tylko muzyki rozrywkowej. Osoby te najczęściej nie żyją, tym bardziej są interesujące.

Na każdej lekcji wychowawczej, przygotowania do życia w rodzinie, a także – a zwłaszcza! – biologii, gdy poruszany jest temat dojrzewania, rozwoju i w końcu rozmnażania się, wykładowca – tak, wyróżnijmy choć trochę naszych umęczonych belfrów, niech mają! – przytacza anegdotę jak to w grupie kobiet kobietom przesuwa się okres, tak, że po jakimś czasie wszystkie po pierwszym lecą do najbliższej drogerii. Ciekawa jestem jak to wygląda na podłożu psychologiczno-biologicznym…
Podobnie ma się rzecz z bólem głowy i innymi pomniejszymi dolegliwościami, przykładowo! Moja mama i moja siostra to meteopatki. Są dosłownie chodzącymi barometrami; moja mama twierdzi nawet – i nie można się jej sprzeciwić! – że czuje w stopach, kiedy będzie padał deszcz. Tego typu hasła i orzeczenia zazwyczaj spotykają się z dużą dawką sarkazmu z mojej strony, co wynika z mojego sceptyczno-naburmuszonego usposobienia. Gdy deszcz jednak spadnie, moja mama chodzi i cały wieczór cmoka “A nie mówiłam? Mówiłam?!”. No na miły Bóg!

Dłuższe bliskie przebywanie w gronie tych samych osób sprawia, że wszyscy się do siebie upodabniają. Zacierają się wszelkie granice, keine Grenzen, nie sprawdza się już żadna z form reguły, że “przeciwieństwa się przyciągają” – więc żadna z pseudodusz towarzystwa nie wykrzyknie już tego hasła dla rozładowania atmosfery.

Beispiel: Jesteśmy na zakupach, sięgamy po, nie wiem, dajmy na to, parę trampek. Oglądamy je na odległość wyciągniętej ręki. Osoba, która akurat towarzyszy nam w radosnej rozkoszy zakupów mówi: “Co tam masz?” (Bo przecież nie widać, że trampki – pamiętaj!) Pytamy: “Fajne?” Osoba towarzysząca: “Z dupy, cho idziemy dalej.” (Ale przecież zawsze chcieliśmy takie buty, daj spokój, Kurt Cobain miał takie same): “Dobra, cho.”

W dziewięćdziesięciu dziewięciu koma dziewięciu procentach przypadków zdecydowalibyśmy się na kupno owych trampek, gdybyśmy w sklepie znajdowali się sami. Te same trampki spotkałyby się być może nawet z zachwytem ze strony tej samej osoby, ale gdy podczas zakupów dana rzecz nie podoba się wszystkim wokoło, zostaje naruszona ta część ludzkiej jednostki, która odpowiedzialna jest za samoocenę i dobre samopoczucie, w związku z powyższym opuszczamy sklep usilnie próbując sobie wmówić, że te trampki w zasadzie i tak były brzydkie.

Myślę sobie, że podobnie jest z zainteresowaniami.
Kto, do licha ciężkiego, wymyślił powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają?
Przyciągają się chyba tylko na pierwsze spotkanie niczym pieprzony magnes do pieprzonej lodówki tylko po to, żeby potem ku swej własnej uciesze i rozkoszy interesować się dokładnie tymi samymi rzeczami.

“Przeczytałam całą serię książek, to co ten ‘Zmierzch’ jest. Dawaj do kina na to, zobaczysz jaka faza.”

“Nauczyłam się grać na basie, chcesz, mogę ci pokazać parę chwytów.”

“Zobacz jaki fajny zespół, wczoraj na wi ejdż łan leciał”.

Zobacz jaki fajny film…

*skłamałam ot tak, choć całkiem niewinnie: przerwy w szkole dłużą się dla mnie w nieskończoność.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

Leave a Reply to aleksandra. Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s