comment 0

#257; Mój tata jest przezabawny szczególnie wtedy, gdy odważa się palić w kuchni zawsze wtedy, kiedy mama akurat wyszła z domu.

Szeroko pojęty temat zmiany od jakiegoś czasu chodzi po mojej głowie; poruszyłam do nawet poniżej, tylko po to, ażeby go potem bezdusznie przekreślić! Aaaaaaaaaaaaargh! {co za idiotyczna onomatopeja, czyż nie?}*

Och, tak znalazłam ten długo poszukiwany cytat. Czuję się iście komicznie, bo właśnie mam zamiar zacytować samą siebie…

Po siedmiu latach mieszkania w tym mieszkaniu, w tym pokoju, w tym mieście, za tym samym oknem, nareszcie ujrzałam czyste, niczym nieskażone niebo! Wiecie, nie popuszczę wodzy mojej sarkastycznie zabarwionej weny i nie powiem, że czuję się jak córka Josefa Fritzla (jak go zwał…), ale naprawdę, po raz pierwszy od siedmiu czy już nawet ośmiu lat widzę dokładny krajobraz za moim oknem.

Wycięli mi drzewo!
Na około pięćdziesięciometrowej długości mojego bloku stało jedno jedyne drzewo, którego korona znajdowała się centralnie za moim oknem. Bywały takie wietrzne i deszczowe jesienno-zimowe wieczory, kiedy dosyć poważnie zastanawiałam się nad faktem, czy rozpierdoli mi szybę w oknie czy może nie tym razem.
Czuję się jakby mnie oświeciło!


W tym oto poście, który powstał 30 (słownie: trzydziestego) czerwca ubiegłego roku, dawałam upust swojej ekscytacji związanej z tym, iż wycięto drzewo znajdujące się przed moim blokiem, tuż pod moim oknem.

Doprawdy, sama siebie zdumiewam, jak wielka zmiana zaszła we mnie na przestrzeni nie całego roku. Dzisiaj wracając ze szkoły ze smutkiem patrzę na żwawo posuwające się prace remontowe w celu poszerzenia, zwężenia, pogłębienia (czy czort was wie czego!) ulicy, które – olaboga! – pociągają za sobą wycinkę kilku przydrożnych drzew. Naprawdę smuci mnie to, że otaczający mnie krajobraz robi się coraz bardziej przejrzysty, ale tłumaczę sobie to tym, co w zasadzie jest stwierdzonym faktem, że lepszy brak drzewa niż chore drzewo. Dzisiaj odczuwam także poczucie winy, kiedy palę rano światło w łazience i innych pomieszczeniach w słoneczny dzień, a także kiedy mój skrupulatnie wykonywany pomiar zużytej wody pod prysznicem podczas mycia włosów wskazuje, iż głębokość wody w brodziku o powierzchni 0,64 metry kwadratowe przekracza długość mojego paznokcia u palca wskazującego. Uwaga: weź pod uwagę długość mojego paznokcia.

Wychodzę z założenia, że wszelkiego rodzaju zmiana jest zjawiskiem jak najbardziej pozytywnym.
Na twarzy wyskakują ci pryszcze – oznacza to, że twój organizm wcale prawidłowo funkcjonuje.
Kiedyś (moje ulubione słowo… – oczywiście żartuję) dzieci babrały w ziemi kijkiem, a współczesne dzieci urodzone już w dwudziestym pierwszym wieku mogą co najwyżej ubabrać swój mocno i intensywnie używany telefon komórkowy – oznacza to, iż społeczeństwo, ludzie i obyczaje się zmienia, co z kolei prowadzi nas do wniosku, że nie żyjemy w matowym świecie. Nie jesteśmy gupikami w akwarium, o nie. (Gdybym miała w sobie choć krztynę talentu muzyczno-pisarskiego prawdopodobnie napisałabym wokół powyższego stwierdzenia, piosenkę, ale… I’m not.)

Każda minuta twojego codziennego życia bombarduje cię dowodami na to, jak bardzo zmiany są potrzebne.
Nawet Barack Obama w swojej kampanii prezydenckiej tuż obok hasła “Yes, We Can” umieszczał na plakatach wyborczych “CHANGE – we can believe in”. Change, mili Amerykanie, niby dlaczego tak licznie na niego zagłosowaliście?

W istocie freudowską metodą skojarzeń przejdę teraz do tematu rosnącego znaczenia czarnych ludzi w ściśle postrzeganym społeczeństwie. (Mój tok myślowy: zmiana, change, Barack Obama, kampania wyborcza, czemu Amerykanie głosowali na Obamę, Barack jest czarny, czarnoskórzy, Germany’s Next Topmodel).
Już kiedyś na pewno kiedyś o tym wspominałam, że ostatnimi czasy w telewizji w roli psychologa wypowiada się czarnoskóry mężczyzna posługujący się nienaganną polszczyzną; wspomniałam też, że w niemieckiej wersji “America’s Next Topmodel” prym wiedzie czarnoskóra dziewczyna, zapomniałam teraz jej imienia, pochodząca z Etiopii. I wiecie co? Wygrała!

Przy okazji wyżej wspomnianych żwawo posuwających się prac remontowych odbijających się znacznym echem również na moim apartamencie, odnalazłam kilka całkiem interesujących książek. Wiecie, różnego rodzaju encyklopedii, przewodników, poradników i im podobnym. Oto co – między wieloma innymi – znalazłam…
“1000 postaci tysiąclecia. Ranking ludzi, którzy zmienili świat”. Całkiem nowa książka, to jedna z tych, które dostaje się przy okazji zakończenia roku, urodzin, imienin, ewentualnie komunii i które po jednym przejrzeniu ląduje na zakurzonej i bezpiecznie odległej półce pod sufitem tuż obok niezliczonej ilości kompletnie zbędnych książek kucharskich i samouczków “zrób to sam”.
Przeglądam bezsensownie mój najnowszy “wynalazek” i uderzyły mnie opisy postaci utrzymane w bardzo humorystycznej stylistyce, daleko odbiegające od tych wielce poważnych, encyklopedycznych definicji.

“327 PAUL MCCARTNEY (ur. 1942) Śpiewak, kompozytor i basista Beatlesów
Czy wyobrażają sobie Państwo nasz dylemat, gdyby Beethoven (10) urodził się w 1942r.? Z pewnością był ważny, ale jak przyznawać oceny za długotrwałość oddziaływania? Wraz z drugim do pary, Anglikiem Lennonem (328), McCartney pisał i występował w najbardziej znanym dwudziestowiecznym zespole; rock ‘n’ roll jest jednak trwającym zaledwie mgnienie oka epizodem w mijającym tysiącu lat. Czy mieszkańcy Ziemi w roku 2100 będą nucić “Yesterday” równie ochoczo jak takty Beethovenowskiej V Symfonii? Idziemy o zakład, że tak. Pierwszym instrumentem McCartneya była trąbka, zrezygnował z niej, gdyż uniemożliwiała jednoczesną grę i śpiew. Przerobił gitarę tak, by nadawała się dla osoby leworęcznej. Sławna czwórka rozczochrańców ożywiła muzykę rock ‘n’ rollową, była pionierami w dziedzinie nakręcania muzycznych wideoklipów, występowała w pełnometrażowych filmach. W momencie, gdy rozchodziły się drogi muzyków w 1970 r., liczba sprzedanych przez nich płyt była większa niż w przypadku któregokolwiek wykonawcy w dziejach Jeśli powstanie podobna do niniejszej książka o trzecim tysiącleciu, Beatlesi mogą “przeskoczyć” Beethovena.”

Kiedyś miałam tendencje do użalania się nad, hm, własnym losem, dlatego, że nie urodziłam się najpóźniej w połowie lat czterdziestych, ażeby być piękną i młodą w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy to… No, wiemy o co chodzi 😉 Lata sześćdziesiąte, które jak żadna inna dekada nie uosabiała wszelkiego rodzaju zmian – ach, co za czasy! W każdym razie, myślę sobie, że porównanie McCartneya (i spółki) do Beethovena wcale nie jest wypaczone i przesadzone. Myślę sobie, że ja i wiele pokoleń wstecz doświadczały tego, co doświadczali ludzie współcześni Beethovenowi, mniej lub bardziej świadomi jego geniuszu. Coś wspaniałego.
Zastanawiam się tak przy okazji, kiedy nadejdzie kolejna epoka geniuszu, skoro lata 60. wydawały się być jakąś futurystyczną kontynuacją czasów klasyków wiedeńskich i taki tak dalej, to kiedy nadejdzie kolejna taka epoka? A może jej wcale nie doczekamy, bo obserwując stan współczesnej muzyki rozrywkowej niezdradzającej absolutnie żadnych symptomów klasyki i geniuszu, może prędzej nadejdzie koniec świata?
Łe, cały optymizm diabli wzięli, niech to szlag!

*zaobserwowałam pewne zjawisko u osób, które bardzo dużo obcują z językiem niemieckim. W języku polskim mówimy: “Ale ładna pogoda, nie?” W języku niemieckim owe “nie”, wyrażamy poprzez “oder”: “So ein schoenes Wetter, oder?” Jak wiemy z elementarnej gimnazjalno-licealnej nauki języka niemieckiego “oder” oznacza także “albo”, “lub” (ewentualnie “czy”), tak więc osoby obcujące z językiem niemieckim, a mam tu na myśli dwujęzyczne dzieci bądź nauczyciele języka niemieckiego omyłkowo mówią przezabawne sformułowania typu: “Do której dzisiaj mamy zajęcia, do siedemnastej, czy?”

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s