comment 0

#261

Z tego miejsca przesyłam gorące pozdrowienia dla wszystkich tych osób, które z jednej strony niesamowicie ekscytują się szkołą i całym systemem oświaty, a z drugiej strony narzekają na jej niedoskonałości, biadoląc to że tracą czas, to że nauczyciele są głupi, to że wszystko jest bez sensu – dajcie mi spokój i tak chce mi się spać.
Z perspektywy czasu, a muszę powiedzieć, że już zaczynam patrzeć z pewnej perspektywy na moje highschool years, myślę, że z luźno traktowanych lekcji Muttersprache wyniosłam jedną bardzo ważną lekcję, mianowicie – język polski przemianował moje pojęcie romantyzmu.
Nie, całkiem poważnie.
To może brzmieć infantylnie, niemniej dotychczas miałam dosyć szczeniacko-prostackie wyobrażenie o romantycznych aspektach życia; myślałam, że romantyczna jest plaża, pocałunki w różowym świetle budzącego się dnia, spacery, muszelki, serenady i tego typu rzeczy. Czysto stereotypowe wyobrażenia wykształcone na podstawie prostych książek dodawanych do młodzieżowych magazynów, których objętość rzadko kiedy przekraczała 50 stron. Dosyć komicznie się teraz czuję, bo zdaję sobie sprawę jak głupio i obrazoburczo (ła!) może to zabrzmieć, ale myślę sobie, że są dwie osoby, które przemieniły moje wyobrażenie romantyczności, piękna i spojrzenie na świat.
Pierwsza z nich to Mickiewicz (Adam), którego twórczość spośród wszystkich ważnych twórców mi się niespodziewanie spodobała, a druga to… Yoko Ono. (W sensie jak poniżej.)
Chociaż nie mają ze sobą one absolutnie nic (ALE TO ABSOLUTNIE NIC) wspólnego – może tylko starochrześcijańskie przekonanie, iż wszyscy są jedną rodziną i jedną owczarnią – to obudziły one moją wrażliwość na piękno przede wszystkim przyrody i otaczającego świata, a także sprawiły, że moje utkwione gdzieś daleko w przeszłości lub – przeciwnie – wybiegające daleko w ciemną przyszłość myśli zmieniły kierunek i obrały kurs na teraźniejszość; że idąc po ulicy śpiewam sobie po cichu ulubioną piosenkę, że dosłownie skaczę radości po zakupie książki, że cieszę się z uśmiechów przechodniów, że ożywiam się, gdy śpiewa ptak i gdy zasypiam około dwudziestej pierwszej, ukradkiem zerkając na potok błękitno-różowych chmur.

Dobranoc.

P.S. Być może już za niedługo szyderczo będę śmiała się z własnej naiwności i trywialności niniejszego wpisu, niemniej wydaje mi się, że jest stumilowe niebo pomiędzy tym wpisem, a wpisem z moich starych pamiętników, które to wczoraj odkopałam z zakurzonej otchłani własnego biurka i w których natknęłam się na przytoczone dialogi o tym, hm, kto się jak całuje. Romantyzm, do licha ciężkiego.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s