comment 1

#270; 7


Wczoraj wieczorem koło 11 wieczorem ku swojej własnej uciesze siedziałam sobie na internecie, popijałam waniliowo-karmelową herbatę, oglądałam różne, przeróżne zdjęcia i gorączkowo rozmyślałam, gdzie by tu wyjechać na wakacje. Znalazłam powyższe zdjęcie, uznałam za urocze i chciałam wstawić opatrzone podpisem “little fashionisto boy” czy coś w tym guście, niemniej wstałam dziś rano i nabrało ono tak zgoła innego znaczenia, że mój planowany podpis byłby plamą na honorze, nawet jeśli nie miał się tyczyć tej osoby, która dzisiejszego dnia osiągnęła apogeum apogeów swojej własnej sławy i wszystkich innych. Odkąd o szóstej czterdzieści rano włączyłam Tefałen Dwadzieścia Cztery i na żółtym – tym specjalnym, tym wyjątkowym – pasku przeczytałam, że “Michael Jackson nie żyje”, byłam w dziwnym stanie szoku, niedowierzania i ekscytacji, gdyż, hm, po raz pierwszy za mojego życia umiera ktoś takiego formatu, jeśli wiesz co mam na myśli. Owszem, naczytałam się dużo, bardzo dużo, o tajemniczych, szokujących czy też skandalicznych śmierciach symbolicznych postaci XX. wieku. Marylin Monroe, oczywiście. James Dean, tak. Elvis Presley, tak. Lennon, jak najbardziej. Jones, Morrison, Hendrix, Joplin, Cobain, owszem, ale to inna bajka. Wyłączyłam telewizor i wyobrażając sobie, że cały dzień pozostanę w stanie lekkiego otępienia zaczęłam jak zawsze zastanawiać się co zjem na śniadanie, ale nagle Michael Jackson napływał do mnie ze wszystkich stron, wiesz. Na Mtv – w kółko jego piosenki. “Nigdy cię nie zapomnimy”, “Michael, będziemy tęsknić”. Na BBC World News – transmisja na żywo, nie mówią o niczym innym. W internecie – księgi kondolencyjne. W Empiku – muzyka jednego wykonawcy. Zewsząd przemawiają do mnie wielcy znawcy tytułujący się dziennikarzami muzycznymi, których wypowiedzi jak zawsze są w jednym tonie, co mnie niesamowicie drażni: “Michael myślał”, “Michael sądził”, “Michael zawsze był”, “gdy Michael był mały”. Gówno wiecie, drodzy panowie, nawet jak jesteście Markiem Niedźwieckim i przeczytaliśćie tyle książek i wysłuchaliście tylu płyt! Jak kiedyś zostanę kimś takim, a powiem, że bym chciała, nawet bardzo, to na pewno nie będę się mądrzyła w komercyjnej telewizji na temat tego, co mniej lub bardziej uwielbiana przeze mnie osoba sobie myślała, chociaż mogłoby mi się tak wydawać, bo przecież przeczytałam tyle pieprzonych książek z pieprzonej biblioteki! Nie wydaje mi się, aby można było się wypowiadać w takim tonie, chyba że zacna nazwa twojej szacownej profesji kończy się na “-log”.
Słuchałam tak od rana tego niekończącego się ciągu piosenek Jacksona i próbowałam się przekonać do jego muzyki, dostrzec geniusz, wspaniałość, wzlot, dar od Boga, ale… nie. Nie bardzo “podchodzi” mi koleś, który nawet jako czarnoskóry, młody człowiek wyglądał w pewien sposób jak karykatura samego siebie. Oczywiście, białe skarpetki, obsceniczne ruchy, łapanie się za krocze, spektakularne show, “Thriller”, moonwalk, ale tym, co naprawdę wpada w ucho po powierzchownym zapoznaniu się z jego muzyką to trafione melodie, a nie sam jego głos czy nawet jego postać – oczywiście nie obrażając pogrążonych w smutku milionów fanów, z których większość tych bardziej oddanych i zaufanych może nawet nie poszło do pracy, a także tych bardziej laickich, którzy swoją żałobę ograniczyli do dodania zdjęcia do galerii na jakimś, hm, portalu społecznościowym i reakcji typu “ty, słyszałaś?!”.
Myślę, a nawet jestem przekonana, że nadejdzie taki dzień, w którym odkryję jego muzykę i jego legendę, bynajmniej na dzień dzisiejszy moje gusta muzyczne podążają w innym kierunku, ale i tak oglądam telewizor z szeroko otwartymi oczyma, bo wiem, że to, co teraz leci w wiadomościach i innych materiałach informacyjnych, relacje zrozpaczonych fanów zgromadzonych pod jego domem lub gdziekolwiek indziej będą stanowiły sporą część niezliczonych filmów dokumentacyjnych i upamiętniających.
Zobacz, zmarł Michael Jackson, jak podają media na chwilę obecną jak tysiące przeciętnych osób każdego dnia, na jakieś zdrowotne problemy, zawał, coś z sercem, krążeniem, ale nie każdy jest Michaelem Jacksonem. Nikt już nie jest Michaelem Jacksonem. I prawdopodobnie nikt nie będzie. Ale co chciałam powiedzieć to to, że nagle wszystkie książki i filmy są przeterminowane. Od rana nie opuszcza mnie myśl, że podczas gdy większość ludzi o rożnych porach dnia na całym świecie reagowało szeroko otwierając oczy, niektórzy pewnie płaczem, to jedna osoba popędziła do swojego komputera, aby do i tak rozległej notki biograficznej na wikipedii dopisać podrozdział “Death”. Michael Jackson pewnie od dzisiaj ma też swoje konto na “FindaDeath.com” (bardzo ciekawa strona, polecam, stanowi obiekt mojego zainteresowania), a wkrótce też pewnie na “FindaGrave.com”, jak tylko będzie wiadomo co się stanie z jego zwłokami. Miejsce spoczynku.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

  1. Wydaje mi się, że wielkość Jacksona polegała (cholera, polega nadal! muzyka została!), że niezależnie od tego, czego się słucha, rocka, jazzu, klasyki nawet, to wyczuwa się, że ten facet miał talent i zrobił przynajmniej dwie naprawdę dobre płyty zaliczające się do ścisłego kanonu najlepszych momentów muzycznych lat 80.
    Zawsze oceniając muzykę próbuję oddzielić artystę od dzieła. Próbowałam i tym razem, ale z Jacksonem to nie działa. Jakiś mądry pismak napisał, że cały Jackson jest produktem, nie same jego piosenki. To prawda.

    Też ekscytuje mnie takie… socjologiczne spojrzenie na jego śmierć, podobnie jak Ciebie, z tego, co tu czytam. Co śmierć jednego człowieka, który przecież od paru lat był trochę na uboczu, robi z ludźmi, z mediami i tak dalej. Osobiście sądzę, że MJ nie zrewolucjonizowałby już muzyki, ale chyba to, co miał zamiar przekazać, przekazał na Thrillerze i na Off the Wall. Naprawdę dobre płyty, chociaż nie mój gatunek.

    Na jego muzykę trzeba chyba patrzeć trochę z innej strony. Akurat mam taki zgrabny przykład. Znasz na pewno Say Say Say McCartneya i Jacksona. Jeśli rozpatrujemy ten kawałek z perspektywy piosenki Paula, jest… no cholera, jest słaba! Ale jeśli pomyślimy, duet gwiazd popu lat 60 i 80, 1. miejsce na Billboardzie, ogromy komercyjny sukces, ten chwytliwy bit przy którym nóżka sama chodzi… Fajna rzecz!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s