comment 0

#271; 55

Właśnie spędziłam dobre kilka chwil wertując kartki kalendarza, żeby uświadomić sobie, że to 55. (słownie: pięćdziesiąty piąty) dzień wakacji.

Tegoroczne wakacje upływają jak zwykle pod znakiem bąbli po komarach, przeciągów w domu, zabójczej zmienności temperatur, błogiego (acz zasłużonego!) odpoczynku (mylnie nazywanych przez niektórych “zamułem”) i – wyjątek obowiązujący tylko teraz – Michaela Jacksona.

Na szczęście zostałam już wyzwolona spod działania ciemnych sił komercji polskiego radia i nie muszę już słuchać tej okrutnej mieszanki, ale stwierdziłam jednogłośnie, że najgorsza piosenka tegorocznych wakacji to ta, której wiodący bit brzmi jak zmiksowana katarynka, a tekst (bynajmniej chorusu) opiera się na powtarzaniu krótkich czasowników, jak na przykład “cry” i “die”. Wielce melodyjna mi piosenka, naprawdę… Ale w porannym letargu oglądałam pewnego (nie)ciekawie zapowiadającego się dnia (jak mogę być podekscytowana nadchodzącym dniem, skoro bardzo dokładnie, co do joty, wiem co się wydarzy; oczywiście jest pewna ekscytacja, biorąc pod uwagę przewrotność losu i niespodziewane przypadki różnej natury, niemniej ustępuje ona po powielaniu tego samego schematu przez dobrze ponad czterdzieści dni) VH1 i zobaczyłam teledysk do tej piosenki, który przedstawia czarnoskórą panią dziewczęcej urody w różnych kreacjach i uczesaniach i pomyślałam sobie, że czarnoskórzy mnie chyba w pewien sposób wzruszają albo też po prostu mam gdzieś w głębi zakodowane, że muzyka czarnych osób to dobra muzyka czy coś w tym rodzaju, bo słyszawszy wspomnianą piosenkę w radiu myślałam, że śpiewa to jakaś dziewczyna-podlotek w skórzanej kurtce i blond lokach zakrywających te miejsca, gdzie większośc kobiet ma ponętne piersi, więc jednocześnie pomyślałam, że to kolejny żal tego lata i nie tylko, a tu proszę, jak się zaskoczyłam. Na tym VH1; lub jak mówi Waglewski – “fał ha jeden”.

Wiesz, to nawet nie chodzi o tę książkę. Całe szczęście, że też ją lubię, tak więc nawet się cieszę, że (przymusowo lub nie) zasiliła ona żwawo rozrastające się konto mojej małej, prywatnej biblioteczki, ale każdego wieczora, kiedy będę ją czytała leżąc w łóżku w pozycji zabronionej przez wszystkich ortopedów i sklasyfikowanej jako najbardziej niekorzystna dla naszego kręgosłupa, brudząc jej strony rękoma tłustymi od nawilżającego kremu do skóry rąk i paznokci z koziego mleka, będę myślała o tobie, myśląc sobie co porabiasz i ciężko wzdychając “ech”.

P.S. Nie miejcie mnie w dupie, proszę…

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s