comment 0

#277; 67

Pani Gosia ma 44 lata i nastoletniego syna chorującego na wątrobę. Używa dużo czarnego makijażu i nosi dużo złotej biżuterii. Pracuje (…) już osiem lat. Lubi swoją pracę, bo jest niezobowiązująca i dosyć elastyczna. W zeszłym tygodniu, ku jej ogromnemu zdziwieniu, dowiedziała się, że jej współpracownicy napisali skargę do kierownika zakładu. Wszyscy skarżyli się na jej trudny charakter, konfliktowe usposobienie i niemożność “dogadania się”. Pani Gosia często przychodziła do pracy po bezsennej nocy lub też musiała wstawać bardzo wcześnie rano, żeby podać synowi leki i mieć czas na załatwienie kilku spraw. Nierzadko od samego rana wisiała na telefonie, aby umówić synowi długo potrzebną wizytę u specjalisty w Szczecinie. Gdy tylko przychodziła do pracy, raczyła się mocną kawą i czekoladowym batonikiem mając nadzieję, że utrzymają ją one na nogach, a jednocześnie pozwolą ukryć zmęczenie, aby być możliwie miłą dla klientów. Potem koncentrowała się na pracy, bo przez te kilka godzin zapierdolu mogła zapomnieć o wszystkich, szarych problemach. Nie piła kawy razem z innymi koleżankami, nie plotkowała z nimi w kącie, nie interesowały ją nowe psy jednej z koleżanek, ani zbliżający się ślub drugiej i jej cudowne diety odchudzające. Nie chciała znać ich rodzinnych historii, anegdotek z ostatnich imienin szwagra, ani też w którym sklepie są najładniejsze i najtańsze firany do kuchni. Nie była dla nikogo niemiła – po prostu bardzo niewiele się odzywała, bo i po co? Przecież przyszła do pracy, a nie na pogaduszki. Nikt przez te wszystkie lata się na nią nie skarżył, nikt nie narzekał.
“Pani Gosiu, pozwoli pani do mnie na górę.”
“Jasne, już idę.”
“Ja mogę od razu powiem, bez zbędnych ceregieli… Tutaj taka sprawa jest, że koleżanki się skarżą, że się z panią dogadać nie można, że jest zła atmosfera w pracy i takie tam różne.”
“Aha.”
“Trzeba sobie pomagać w pracy, komunikować się. Nie można być wiecznie złym i obrażonym i chcieć, żeby ktoś odwalił za nas całą robotę.”
“…Aha.”
Następne godziny pracy z trudem przełykała łzy. W domu przygotowała sobie gorącą kąpiel z jej ulubionym, lawendowym olejkiem eterycznym. W wannie nikt nie widział jej łez, żalu i smutku. Och, gdyby tak mogła zostać w tej wannie… Nie! Żadne idiotki nie będą mnie pouczały!
Następnego dnia przyszła do pracy, jak gdyby nigdy nic. Włożyła nową, kwiecistą sukienkę z niewielkim rozporkiem na udach i czarne pantofle ze złotymi sprzączkami. Tylko wory pod oczami zdradzały jej koszmarne samopoczucie wczorajszego wieczora.
“No przecież się nie załamię, dlatego, że ktoś mnie nie lubi!”
Wkrótce zbliżały się imieniny Kasi. W pracy był taki zwyczaj, że każde imieniny były symbolicznie świętowane, od samego rana, zanim ruch się zaczął. Pani Gosia kupiła pięknego, białego storczyka i Rafaello, myśląc, że te dwie rzeczy tak ładnie do siebie pasują. Ustawiła się w kolejce do Kasi z życzeniami i już stanęła z nią twarzą w twarz, już otworzyła usta, aby wygłosić naprędce ułożone życzenia, ale Kasia uciszyła ją jednym ruchem ręki i powiedziała: “Od ciebie nie chcę kwiatków.”
Pani Gosia odeszła, próbując udawać, że nic się nie stało, że w ogóle ją to nie poruszyło. Potem, gdy wszystkie pracownice zajadały się kupnym ciastem, popijanym na zmianę kawą i setką, pani Gosia siedziała w kącie na zapleczu, bo przecież Kasia od niej “kwiatków nie chce”.
Pani Gosia nie martwiła się o swoją posadę; przecież nikt jej bezpodstawnie nie zwolni dlatego, że jakieś idiotki, hm, nie darzą jej sympatią.
Została wyklęta ze stada i codziennie przychodzi do pracy ze świadomością, że nikt jej nie cierpi, nikt nawet nie udaje i nie stara się być dla niej miły.
Każde osiem lub więcej godzin pracy to męczarnia i niekończące się pasmo hipokryzji, obłudy i ignorancji. A to wszystko dlatego, że się mało odzywa. Dlatego, że ludzie ją pochopnie osądzili. Dlatego, że jednego dnia nie pomagała na zapleczu, bo skaleczyła się w palec, w wewnętrznej części. Z racji, że mało się odzywa nikt o tym nie wiedział i koleżanki stwierdziły po prostu, że jest leniwa i nic nie robi, podczas gdy ona zaciskając zęby starała się przynajmniej obsługiwać jak najwięcej i nosiła po cztery talerze na jednej ręce, na tym zranionym palcu…
Pani Gosia za dużo w życiu przeszła, jest także dużo starsza od pozostałych dziewczyn w pracy, aby te jej zwracały uwagę i próbowały ją sobie podporządkować.
Nie dostrzega swoich błędów i nie znosi słów krytyki, ale nikt nie jest idealny. Zmieniłaby się przecież, gdyby ktoś jej spokojnie wszystko wytłumaczył, zwrócił uwagę. Przecież nie jest cyborgiem, ma też swoje emocje…
Z problemów w domu zanurza się każdego dnia w te w pracy… Nie może przecież obwiniać swojego chorego syna, nie znajdzie w nim też powiernika. Komu ma powiedzieć o swoich problemach? Komu?
Pomimo wszystkich przeciwności losu, pani Gosia dalej się uśmiecha, dowcipkuje i łatwo nawiązuje kontakty. Złapała się na tym, że długo rozmawia z przypadkowymi ludźmi; z panią w kiosku i ludźmi na przystanku, a potem w autobusie, ale zawsze to jej trochę ulży.
Najgorsze jest to, że z takich sytuacji nie ma wyjścia bądź też osoby w to zamieszane wyjścia nie chcą dostrzec, a zadra w sercu osoby poszkodowanej zostaje na długo. Za długo.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s