comment 0

#283

Nikomu tego nie mówiłam, ale… no kurczę, powiem tobie

Byłam na tym milutkim weselu jakieś, ja wiem? Ze trzy tygodnie temu
Nie przebierałam się specjalnie za starą maleńką, wzięłam ciuchy ze swojej szafy, a nie ze sklepu z satynowymi sukienkami, gdzie rozmiar napisany jest na wieszaku
Nie jestem tą osobą, która pierwsza jest na parkiecie i ostatnia z niego schodzi, zdecydowanie nie
Zazwyczaj nie tańczę
I zawsze przed takim weselem zastanawiam się nad jakimiś sensownymi argumentami, żeby nie tańczyć, podczas gdy inni zastanawiają się co kupić na prezent tudzież ile pieniędzy w kopercie trzeba dać, “żeby nie było”
Także na tym weselu, gdy na dworze nieco poszarzało
Przynajmniej tak, że kolorowe reflektory punktowe dawały jakikolwiek efekt
Wszystkie pary udały się na parkiet
Przy stole pozostały tylko największe cipy, czyli ci, co przyszli sami
Odmówiłam zatańczenia z jednym wdowcem
Potem z takim jednym panem co wędzi ryby
Jakiś czas potem nie mogłam odmówić tańca z moim chrzestnym, tak więc bezradnie postępowałam z nogi na nogę, pozwalając się prowadzić, co w sumie przypominało bardziej przeciąganie mnie i moich sztywnych nóg po parkiecie
Co i tak wyglądało komicznie, zważywszy, że byłam wyższa
Znowu w jakiś czas potem, gdy zasiadłam do stołu i doszłam do wniosku, że lepiej coś jeść niż się kompromitować na parkiecie
W końcu, gdyby ktoś mnie znów poprosił do tańca mogłabym powiedzieć, że właśnie jem, a jak już bym skończyła jeść to ta osoba może by zapomniała albo by jej się odechciało
Podszedł jakiś lekko otyły koleś w zielonej koszuli, którego siwiejące włosy były zaczesane do góry niczym w reklamie szamponu przeciwłupieżowego, aczkolwiek nie tak zawadiacko jak u Ibisza
A muszę nadmienić, że był to już ten etap zabawy, kiedy mężczyźni już dawno pozbyli się marynarek, a kobiety wszelkiego rodzaju okryć wierzchnich; od bolerek począwszy, przez haftowane obrusy zarzucone na ramiona, na złotych, smokingowych marynarkach skończywszy
Czasoprzestrzeń zakłócał mi jakiś biesiadny szlagier, ale ten koleś stał lekko pochylony z wyciągniętą ręką, więc jakoś spontanicznie się zgodziłam
Znowuż zaczęłam bezradnie dreptać w miejscu, koleś umiejscowił swoją dużą dłoń gdzieś na moim ciele
On do mnie, że czemu nie tańczę
A ja, że nie lubię
On, że nie usłyszał
Ja, że nie umiem
On, nie lubisz czy nie umiesz?
Ja, że nie lubię
On, po krótkiej chwili, że ja się nie mam czego wstydzić
Ja, lekko zszokowana, no bo tak znienacka
On, czy przerosłam moje koleżanki
Ja, że no tak
On, że to jest nieważne, to się nie liczy
Liczy się tylko to czego ja chcę
A to co ja chcę jest tu, w środku – tu zbliżył swoją dłoń do mojej klatki piersiowej
Naprawdę nie masz się czego wstydzić
Ani bać
Ja wykrzywiłam twarz w jakimś niezrozumiałym grymasie
A on, że mam chodzić z wysoko podniesioną głową
Ja, że no okej
Koleś się pyta, czy chcę być pijana
Ja, że nie, pff, skądże
A on, ale tańcem
Ja się uśmiechnęłam
A potem zaczęliśmy tańczyć i
Matko jedna kochana, nigdy tak nie tańczyłam
Ręka, noga, mózg na ścianie
Obroty, piruety, moja głowa przy podłodze
Niesamowite
Niesamowite
Niesamowite
Doprawdy cudowne uczucie
Czuć i widzieć jak wszystko wokół ciebie wiruje
I jakby nic się nie liczyło
Łał
Następnego dnia zastanawiałam się nad tym co też on do mnie takiego powiedział
Jakieś dziwne kazania w rytm “Prawy do lewego”
Pomyślałam, że może i on ma rację

Że, chociaż nigdy bym tego sama nie przyznała, to może mam jakiś kompleks
Chociaż zawsze tak mocno się zapierałam, że nie mam kompleksów
Bo najczęściej podoba mi się to, co widzę w lustrze
To chodzę często ze spuszczoną głową
Chociaż wcale nie jestem smutna, mam taki wyraz twarzy
A spuszczam głowę, żeby za bardzo się nie rzucać w oczy
Nie chcę się rzucać w oczy, a z drugiej strony łaknę tej uwagi
Zauważenia
Towarzystwa
Jakieś dziwne kontrasty, z jednej strony chciałabym się wtopić w tłum, z drugiej strony chcę być zauważona, doceniona
Z jednej strony chciałabym się wtopić w tłum, a z drugiej ubieram się w sposób, jak mi się wydaje, wyróżniający z tłumu
Dżizyz
Weselna psychoanaliza
Naprawdę…?

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s