comment 0

#290

Mój ambicyjny popęd zaczyna się w sobotnie przedpołudnia, a kończy w wolno rozumianej czasoprzestrzeni czy też bliskiej przyszłości. W sobotę urządzam sobie wyczekane, powoli celebrowane długie poranki, które czasami trwają i nawet cały dzień, kiedy to jestem pogrążona w dziwnym marazmie, zastygnąwszy w jednej pozycji na szezlongu czytam wszystko ci mi wpadnie w ręce lub też na co mam ochotę. Nawet jeśli to moje “dzienniki” z gimnazjum lub po raz n-ty ten sam album ze zdjęciami.
Najczęściej niemniej jest to Świąteczna Wyborcza, po którą to udaję się żwawo zanim jeszcze umyję zęby. Czytam ją od deski do deski, od a do b, szczególnie wczytuję się w te długie filozoficzne eseje różnych bułgarskich czy innych autorów czy myślicieli lub też w artykuły samego Michnika, które nie znają granic. Ostatnio zmarł Marek Edelman, o czym mówiły wszystkie media i o czym szeroko pisała Wyborcza. Właśnie przy między innymi tej okazji Michnik napisał bardzo długi artykuł o Edelmanie i jego znaczeniu, nieopisanej wielkości jego osoby i wpływie na kształtowanie tylu ludzkich istnień, a nawet pokoleń. Czytałam te wszystkie wspomnienia, nawet rozmowę Edelmana sprzed lat z, bodaj, dziennikarzem czy kimś takim z Izraela, a moje oczy robiły się coraz bardziej wyłupiaste, gdyż do tego pamiętnego sobotniego przedpołudnia, a było to chyba ze dwa tygodnie temu, nie wiedziałam kto to jest Marek Edelman. Oczywiście mogę teraz powiedzieć, że to wszystko przez szkolnictwo w tym kraju, oświatę, a w ogóle najbardziej przez maturę z matematyki, ale to, że uczymy się o francuskich rewolucjach, srucjach i innych nie liznąwszy nawet rewolucyjnej historii naszego kraju sprzed zaledwie 20 lat – to jedno, że sama w wolnym czasie nie zgłębiam swojej wiedzy w tym zakresie – to drugie.
Cóż mogę powiedzieć… Pomyślałam o tych wszystkich osobach, które zmarły w tym roku, nie wyłączając Michaela Jacksona, chociaż on nie występuje na tej samej scenie co Barbara Skarga, Leszek Kołakowski czy też właśnie Edelman…
Cóż się stało, że w dzisiejszym świecie nie ma autorytetów? Pamiętam, że przemknęło mi to przez myśl pierwszy raz latem, kiedy to z okazji szeroko omawianej Karuzeli Cooltury, gdzie dla przeciętnego turysty z lodem amerykańskim na polskim wybrzeżu główną atrakcją była Magda Mołek i Kwaśniewska (“ale z niej ładna babka, taka elegancka, wszystko”) miał być wykład prowadzony przez Balcerowicza, bodajże, którego temat brzmiał: “Kryzys ekonomiczny czy kryzys wartości?”
Oczywiście nie rozczulałam się nad pojęciem kryzysu ekonomicznego, niemniej przy kryzysie wartości uruchomiły mi się te same fałdy mózgu, które odpowiadają za interpretacje wierszy na polskim; samopas puszczona wyobraźnia połączona z laniem wody.
I teraz w kontekście tegorocznej śmierci Kołakowskiego, Skargi i Edelmana zastanawiam się co będzie, gdy umrą wszystkie te wielkie osoby? Szymborska, Bartoszewski i inni, których nie wymienię z nazwiska, a o których wielkości dowiem się znów z rozległego eseju po ich śmierci…
Czy na tym polega współczesny świat, że ślepo zapatrujemy się w przeszłość?
Że mamy jakieś dziwne kontrolowane rozdwojenie jaźni, bo z jednej strony gnamy do przodu, technologia mknie, że nie jesteś nawet w stanie być na czasie z najnowszym sprzętem, kredyty skończysz spłacać w tak odległych latach, że nawet się jeszcze nie zastanawiałeś, ile będziesz miał wtedy lat, ekonomiści i inni eksperci przewidują ci stan twojego portfela, a nawet stan twojego zdrowia w ciągu najbliższych dwóch lat, a z drugiej strony, osoby, które świecą autorytetem są w sędziwym wieku, głęboko zakorzenione w niemal fantastycznym świecie narodowej tradycji. Czy jest tak po prostu dlatego, że te poczciwe autorytety jeszcze żyją, więc nie dostrzega się tych wielkich młodego pokolenia? Czy też nie istnieją wybitne jednostki młodego pokolenia, dlatego zapatrujemy się na tych wielkich poczciwych póki jeszcze żyją? Słowem, nie docenia się tego, co obecne, aktualne? Czy po prostu nie ma nic do cenienia?

W Wysokich Obcasach na końcu zawsze jest MĘSKA KOŃCÓWKA i ostatnio był wywiad z Jerzym Illgiem – postacią mi nieznaną, przyznam się, niemniej porusza on te kwestie, które mi kołowały się po głowie przez kilka miesięcy, a zrodziły się w upalny spokojny i upalnie spokojny lipcowy wieczór; “Mamy jeszcze dzięki Bogu Szymborską, Różewicza, Jacka Woźniakowskiego, ale za tymi ośmiotysięcznikami rozpościera się Beskid Niski. Nie ma tego formatu, tej skali.”

Rozpatruję to też na innych płaszczyznach, aniżeli tylko na wspomnianych ośmiotysięcznikach, które urosły bądź też nawet przerosły już kategorię dóbr narodowych, ale – weźmy taki przykład – kto był ostatnią ikoną stylu? Można by prowadzić rozległe dysputy, że moda to beznadziejny biznes, bo wszystko się wkoło powtarza, bo cały czas ktoś czerpie inspiracje z poprzednich, jakże cudownych dekad. Co było tak cudownego w latach siedemdziesiątych czego nie ma dzisiaj?
Każdy jeden trend w jakimś tam bzdetnym pisemku przedstawiony jest zdjęciem aktorki sprzed lat, gwiazdy rocka sprzed lat czy też innych równie znamienitych postaci. Co, nikt nic nie wymyśla? Supermodne buty za kolano nosiła Jane Fonda jako Barbarella w 68, obsesyjnie modne cekinowe, potężne marynarki z odstającymi marynarkami nosił chociażby Michael Jackson, a pstrokaciznę uprawiali wszyscy, od a do b, w erze post- i hipisowskiej. Także nawet w tak przyziemnej, acz bliskiej każdemu z nas dziedzinie, jaką jest odzienie wierzchnie wszyscy tępo zapatrują się w przeszłość.

O, nawet w muzyce – nieodparte wrażenie, że wszystko już było. Wariacje wokół tych kilku nut wydobywanych z przeróżnych instrumentów… W poszukiwaniu czegoś nowego sięga się po jakieś nowoczesne rozwiązania pod postacią syntetyzatorów i tych dziwnych urządzeń, które dowolnie zniekształcają ci głos – to niby jest coś nowego, ale to nie jest muzyka. Nie, nie jest…

Ola na polskim przy omawianiu lektury zawsze się zastanawia, czy jeśli średniowieczna publicystyka to Andrzej Frycz Modrzewski, którą to dzisiaj się och, tak bardzo zachwycamy, to czy za naście lat Tomasz Lis będzie takim zamierzchłym publicystą, o którym dzieci będą sobie zapisywać notatkę od myślników.

Pytanie bez odpowiedzi; Co po nas pozostanie (gdy znikną komputery)?

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s