comment 0

#292

To poniżej to zalążek mojej och-jakże-poważnej notki, niemniej byłam zbyt pochłonięta oglądaniem filmu “Był sobie chłopiec”, z którego też pochodzi ten zaczerpnięty tytuł, a który na wielu płaszczyznach do mnie przemawia.
Znalazłam tą na poły smutną i wesołą piosenkę, która w filmie pojawia się w momencie, gdy ta matka jest już z powrotem z domu ze szpitala po nieudanej próbie samobójczej, wygląda na to, że czuje się już lepiej, przygotowuje rano Marcusowi śniadanie i chłopiec mówi jej o tym, że znalazł jej list pożegnalny, w którym ta przyrzeka, że zawsze go będzie kochała, a chłopiec na swój prymitywny acz uderzająco adekwatny sposób pyta “Jakbyś mnie kochała po śmierci?”, a potem zaczyna lecieć ta piosenka… Poczekaj, niech no sobie przypomnę… Badly Drawn Boy – Minor Incident
Wiesz, komentarze na YouTubie to takie na swój sposób cudowne siedlisko opinii, o ile komentarze te nie są oparte na wzajemnej krytyce typu “motherfucker”, chociaż uprzejme korygowanie błędów, typu “Nie, Sean Lennon ma starszego brata, z poprzedniego małżeństwa” też się, dzięki Bogu, zdarza. Jeden z wielu komentarzy pod tą piosenką dodał zapewne głucho zrozpaczony ojciec, który pisze, że napotkał tą piosenkę w iPodzie swojego syna po jego śmierci w wypadku samochodowym.

Święta rozpoznajemy po świetlistych trójkątach w oknach, tym, że już nie jest fajnie tak beztrosko sobie gadać za rogiem, bo pizga i ci zimno i tym, że mama karze ci myć okno, czyli przyszła druga z tych dwóch okazji w roku przy których myje się okna, czyż nie? (Pierwsza to oczywiście Wielkanoc.)

W duchu ostatnich gorących i napiętych rozmów o klimacie spowodowanych oczywiście szczytem klimatycznym w… Gdzie, w Kopenhadze? Nie pamiętam, tak czy owak, do telewizji porannej i nie, zaprasza się różnych profesorów, którzy w tym swoim miłym weekendowym odzieniu pod postacią dzianinowego swetra zestawionego z bawełnianą koszulą, krótko przyciętym włosem i świeżo przypudrowaną twarzą (“Co mówi twoja twarz rano? – Postaw swoją twarz na nogi”) wypowiadają się o zmianach klimatu, jego ociepleniem i innych powiązanych mitach. Najbardziej zaintrygowało i w pewien niemalże odruchowy sposób zbulwersowało to informacja o manipulowaniu danymi dotyczącymi wpływu człowieka na efekt cieplarniany i w ogóle na planetę itd. Zasadnicze pytanie to oczywiście po co ktoś miałby coś takiego robić? Dlaczego człowiek miałby czuć się winny? Może to jedno lobby spiskuje przeciwko drugiemu, bo gdyby tak wszyscy ludzie uwierzyli, że to wszystko przez przeklęty dwutlenek węgla to może na przestrzeni następnych kilku lat sprzedaż samochodów drastycznie spadłaby aż do zera, a więc przemysł samochodowy przestałby istnieć?…
Rozpaczanie nad brakiem śniegu?… Nie wiem, a czy w zeszłym roku i w poprzednich generalnie było tak, że śnieg padał chociażby przez cały grudzień? No, w tym roku padał w październiku – ooo, pamiętam ten dzień, Dzień Nauczyciela, bodajże dokładnie, kiedy to telewizja oczywiście panikowała jakby koniec świata był tuż-tuż, dlatego, że zalało molo w Sopocie. Nie wierzę w to, jakoby te czasy, w których śnieg będziemy kojarzyć z wideoklipu “Last Christmas”, miałyby nadejść, a co dopiero – już nadeszły.

Yoko Ono wydała w tym roku kolejną płytę pod szyldem Plastic Ono Band, który oczywiście zmienił skład od swojego pierwotnego, powstałego czterdzieści lat temu; Yoko Ono, John Lennon, Klaus Vormann, Eric Clapton – chyba sobie żartujesz!
Słuchałam kilka piosenek z tego albumu i są to w większości kawałki, które zalicza się do gatunku, bo ja wiem?… Dance? Większość to po prostu mniej lub bardziej interesująca linia melodyczna i różnego rodzaju pojękiwania wokalistki, Yoko i w ten sposób można chyba sklasyfikować jej muzykę, chociaż ta płyta – “Between My Head and the Sky” dostaje bardzo, bardzo dobre recenzje, jeden rozochocony recenzent posunął się nawet do stwierdzenia, że ten album jest lepszy – uwaga – niż jakikolwiek inny album wydany przez McCartneya lub Harrisona lub Starra w okresie post-beatlesowskim. Och naprawdę? Zależy jakimi kryteriami, ale to i tak jak porównywanie jabłek i pomarańczy. O, jabłek…
Zawsze, a może akurat, w kontekście Yoko Ono zastanawiam się czy byle chłam można nazwać awangardą, a przez to staje się sztuką? A zwykły człowiek potem sprawia wrażenie lekko ograniczonego, bo tego nie rozumie? A może sztuka jest dla wybranych… A jeśli tak, to dlaczego? Oczywiście, że wszyscy są oszołomieni oglądając na własne oczy freski Kaplicy Sykstyńskiej czy jakiś inny cudowny obraz czy też rzeźbę, niemniej nie zachwycamy się tak bardzo osiwiałym dziadkiem z gęstniejącą brodą, który potrafi wyrzeźbić twoją twarz w kawałku drewna na ganku własnego domu… I to wszystko przed Teleexpresem. Czyżby? Czy to jakieś oświeceniowe filozofie głoszące teorie, że sztuka dobrem najwyższym itepe? Brakuje mi jakiegokolwiek ‘ogarnięcia’ w tej materii, przez co instynktownie jest to dla mnie jeszcze bardziej pociągające. Sztuka, sztuka, sztuka. Czym jest sztuka?

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s