comment 1

#296

Może ja tam się nie znam, ale w duchu wszechobecnego podniecenia minioną dekadą i podsumowywaniem jej najważniejszych wydarzeń – zaczynając na ewolucji dżinsów od jasnych biodrówek Britney Spears z okresu “I’m a Slave 4 U” i Justina Timberlake’a do tych rodem z męskiej szafy, na Baracku Obamie i jego małżonce, rodzinie, nie wykluczając psa, kończąc – dochodzę do wniosku, że najlepsza płyta minionej dekady to każda Kanye’go Westa. Zapytasz, co ja tam wiem o aktorach-gwiazdach rocka i nawzajem, ale biorąc pod uwagę moje subiektywne gusta i muzycje emoczne muzyczne emocje, z dzisiejszej muzyki lubię tylko Kanyego Westa.

Nie wypowiem złowróżbnych słów, bo powiedzenie, że każdy jest kowalem własnego losu przejawia się według mnie właśnie tak – wymawiając i obiecując sobie różnych rzeczy na początku roku wymawiamy pewną przepowiednię, do której potem dążymy, czyż nie?, niemniej ten rok to jakiś rok dziwnych dylematów. I ważnych decyzji oczywiście, ale jak to z natury bywa, żadna decyzja nie jest oczywista i nie ma tak, żeby jej nie towarzyszyły dylematy i bezsensowne dywagacje.

No oczywiście w tym roku musisz wybrać studia, które są kolejnym ogniwem w łańcuchu pokarmowym twojej edukacji i fundamentem twojego przyszłego życia i z tym właśnie łączą się pewne dylematy, bo…

-mam cały czas w głowie pewien list do redakcji w Wyborczej, bodajże, a listy do redakcji oprócz InStyle’a i innych pokrewnych zawsze namiętnie czytam, bo prawie zawsze są niezwykle trafione, gdzie to był cały cykl artykułów o uczelniach wyższych, we “Wproście” był nawet reportaż o kryzysie szkolnictwa wyższego w Polse. Jak gdyby słowo “kryzys” za mało pojawiało się nie tylko w kontekście informacji biznesowych, ale jak się okazuje też próbnych matur i tego, że się nie odbędą – jest też kontekst kolokwialnych rozmów prowadzonych codziennie na przystanku i wszędzie indziej, kiedy to od niechcenia często rzuca się słowo “kryzys. Czasem “a, kryzys”, czasem okraszone nawet nieśmiertelnym i zawsze zdatnym “a, no widzisz, co zrobisz”. W odpowiedzi na wszystko. Obniżka, podwyżka, cięcie – nie wiesz co powiedzieć – powiedz “kryzys”. Wszyscy razem!…
Otóż ta pani w tym liście do Wyborczej napisała, że gdy ona wybierała studia to wybierała kierunek studiów, który jej najbardziej odpowiadał, pod tym względem, że chciała poszerzyć swoje intelektualne pokłady. Bardzo interesowała ją – przykładowo, bo teraz już dokładnie nie pamiętam – literatura klasyczna, więc wybrała ten kierunek studiów. Bo chcesz zgłębiać właśnie tą ścieżkę wiedzy. Teraz każdy wybiera kierunek studiów pod kątem swojego przyszłościowego portfela.

-chodzę dwa razy w tygodniu na sympatyczny angielski do sympatycznego pana, który interesuje się polityką i generalnie sytuacją w kraju, także na rynku pracy. Wiesz, ma oczy i uszy otwarte i bardzo często raczy nas historyjkami o swoich znajomych, którzy są magistrami anglistyki, a jeżdżą na koparce w Londynie i mieszkają w nędznej klitce; a to o tym co ostatnio przeczytał na Gazeta Forum, gdzie zdesperowani ludzie koło trzydziestki pokończyli studia na zwariowanych kierunkach i są bezrobotni i bezradni, bo miały być przestronne gabinety z widokiem na Warszawę lub inne większe miasto – w myśl zasady, że każdy chce być dyrektorem, a tu nic; a to o doniesieniach prasowych z rynku pracy, że w dzisiejszych czasach pracę znajdą tylko osoby, które ukończyły kierunki techniczne, jak mechanika, inżynieria i nie wiem co jeszcze, bo mnie to nie interesuje, a także osoby z zawodem elektryka, mechanika i wszystkich tych, których ty nawet nie bierzesz pod uwagę. Bezrobotni młodzi ludzie po studiach pozdrawiają wszystkich tych, którzy chcą studiować dziennikarstwo, psychologię, socjologię, filozofię, marketing/zarządzanie i inne takie.

A ja rosnę i rosnę, latem, zimą, na wiosnę nie wiem.
Bo wierzę, że życie to nie tylko wyścig szczurów, żądza pieniądza i desperacja “trzy tysiące brutto”.
Bo wszystkie dzienniki, a szczególnie te z biznesowymi wkładkami itd są takie pesymistyczne. Ja wolę czytać bajkowe magazyny jak “Twój Styl”, gdzie najbardziej inspirujące są historie kobiet, które postanowiły rzucić wielkomiejskie życie w piździec i wyprowadzić się na wieś czy też w ukochane góry. Wybudować, kupić czy też wynająć dom i wieść życie o jakim zawsze marzyłaś. Nie martwiąc się tym, że w 2010 roku wzrosną podatki. Że zdrożeją leki. Papierosy. Benzyna. Chleb. Beznadziejna wyliczanka. To nic, że twój dom nie jest do końca ogrzany, a łazienka wykończona. Ważne, że masz jakieś źródło u3mania w postaci niezobowiązującej pracy i jesteś zadowolona, bo nareszcie masz czas na czytanie ulubionych książek, rozwijanie ulubionych pasji i nareszcie jest miejsce, gdzie twoje dziecko może się bawić i rozwijać w zdrowych okolicznociach przyrody. A jeśli nie masz dziecka, to wszystko sprzyja temu, żeby je począć. Och, może to kontrowersyjne, bezsensowne i przesadzone, ale odpowiada mi rola kobiety, chociaż w tym wieku jakoś dziwnie się czuje z etykietką “kobieta”, gdyż siedzenie w domu i opiekowanie się dziećmi połączone z samorealizacją właśnie pod postacią siedzenia i robienia na przykładowych drutach jest, hm, zadowalającym i pozytywnie nastrajającym pomysłem na życie, jakże możliwym do realizacji. Radość jajników. Jak już mówiłam dzisiaj w szkole, JAK OGLĄDALIŚMY FILM NA HISTORII <3333, czuję się jakoś dziko usprawiedliwiona tym, że jestem kobietą i nie widzę siebie w zawodzie elektryka, przykładowo, już niech będzie pozdro dla Wałęsy. Gdybym była mężczyzną to może prędzej porzuciłabym swoje marzenia o posadzie dyrektora, ale jestem, eghem, kobietą i towarzyszy mi to samo uczucie, gdy przy zachowaniu wszystkich swoich feministycznych uczuć jest ci miło – ba, właściwie się tego spodziewasz – gdy ustąpiono ci miejsca w środku komunikacji miejskiej czy też przepuszczono w drzwiach. Nie jestem co prawda zagorzałą feministką, gdyż moje myślenie jest bardzo różne od tego "nie po to kobiety tyle lat palono na stosach i walczyły o swoje prawa, żebym ja teraz od jakiegoś samca się uzależniała", ale… hm… jakkolwiek to zabrzmi, ja po prostu chciałabym mieć dzieci – przeświadczenie to wynika z pewnej troski o sytuację demograficzną naszego kraju, fundusz emerytalny moich rodziców, a także z tego, że ja po prostu nie za bardzo wierzę w znajomych i boję się, że gdy dożyję trzydziestu, czterdziestu lat, to znajdę się sama w pustym mieszkaniu, mieszkająca w kokonie i poszukując znajomych w internecie, czy tam jaka też inna forma rozrywki będzie za dziesięć, dwadzieścia lat, a wesoła gromadka dzieci przynajmniej cie nie zostawi i zapewni towarzystwo w Sylwestra. Dlatego nie pytaj, dlaczego płakałam jak widziałam fajerwerki. (Bo nie było Kalwi i Remi.)

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s