comment 0

#298

Skoro styczeń już się kończy, a walentynkowy nastrój wkrada się tak, jak Mikołaje na drabinie tuż po uprzątnięciu zniczy ze sklepowych półek, zastanawiam się, czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta, że już jest nowy rok. W sensie, że siąpiąc szampana w sylwestrowy wieczór obiecywałeś sobie – przykładowo – że nie będziesz tyle klął – co z twoim postanowieniem u progu lutego?
Wczoraj właśnie doszłam do wniosku, że osobiście zauważyłam (i to bardzo), że 2010 nastał i nawet jest różny od poprzedniego. W poprzednim roku myślałam, że sobota to najcudowniejszy dzień tygodnia, kiedy to pierw czytam Wyborczą i wczuwam się w nastrój weekendowego Tefałenu, potem zamieniam się w perfekcyjną panią domu i czuję się piękna i pięknie spełniona niczym Marlena Dietrich, jak to ona kiedyś powiedziała, że czuje się prawdziwą kobietą szorując schody czy coś w tym guście. Otóż dla mnie soboty anno domini 2010 są kulminacją narastającej frustracji i – co w zasadzie najbardziej przykre – dniami, kiedy moja mama przynajmniej raz wyzywa mnie od “nienormalnych”, w związku z moimi poczynaniami na polu pielęgnacji domowego ogniska.

Do dnia wczorajszego myślałam, że PMS objawia się wyegzaltowanymi i rozdrażnionymi interakcjami, tu podkreślę, wybuchowością w stosunku do drugiej osoby, ale już wiem, że niekoniecznie – PMS w pojedynkę objawia się tym, że denerwuje cię wszystko od a do z: to, że przy myciu podłogi szmatę co chwila trzeba moczyć w wodzie, że jest tyle piachu na przedpokoju, że z kibla nie pachnie cytrynami (a powinno, bo kostka i żel do wc tak obiecywali) i że drzwiczki od kabiny prysznicowej się ruszają! W lewo i w prawo!
Ponadto narasta moja frustracja, bo skoro sobie zaplanowałam, że zrobię wszystko to, o co się czepiają do szkoły, w sobotę, a w niedzielę będę leżała do góry brzuchem, na przemian gładząc sobie włosy i bawiąc się kolczykami i w nieskończoność oglądając “The Beatles rare footage 1964”, a w sobotę byłam w tym dziwnym stanie podkurwienia, chociaż nikt się do mnie nawet nie odezwał – poza mamą, kiedy to znów nazwała mnie “nienormalną”, więc nie zrobiłam nic z tych zaplanowanych rzeczy, które miałam zrobić i teraz narzekam na mój niezrealizowany terminarz, na PMS – który wierzę, że i tak jest tylko stanem umysłu, na to, że jutro jest poniedziałek, a ja znów jestem “nienormalna”. Szczęśliwego nowego roku.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s