comment 0

#306

Wyższe kategorie estetyczne ostatnio przykuły moje zainteresowanie.
Zaczęło się to odkąd… Odkąd… Hm, odkąd w totalnym niezdecydowaniu przy wyborze kanału na GG Radio kursor mi się omsknął i kliknęłam w “Muzyka Klasyczna”. Oczywiście, z początku przywitała mnie głośniejsza niż zazwyczaj reklama Citroseptu i Grejpfrut Wszechmocny (tak, ludzie od reklamy, udało się wam – zapamiętałam te idiotyczne apoteozy grejpfruta!), ale potem moich uszu dobiegły cudownie miękkie i delikatnie kojące dźwięki – nie do opisania.
Od pewnego czasu mam też pewien nawyk, a może to uzależnienie? – rzadko kiedy przebywam w całkowitej ciszy, bo cały czas słucham muzyki, wyłączywszy naturalnie te chwile dnia, kiedy coś czytam lub śpię. Także już tych kilka minut po szóstej targam do łazienki moje jedyne odtwarzające płyty radio, które cudem ocaliło się pośród innych sprzętów, które zdołałam zniszczyć przez ostatnie 10 lat. Hm, 9 – to radio akurat dostałam na komunię. Noo, ma nawet kieszeń na kasetę…
Ku niezadowoleniu mojej – jeszcze śpiącej – mamy, ewentualnych innych lokatorów i prawdopodobnie sąsiadów z klatki, sprawdzam pierw trzy kolejne stacje radiowe, a potem puszczam moje ulubione, dwuminutowe rockandrollowe kawałki, które tak cudownie otwierają mi oczy i stawiają na nogi.
Przy wieczornej kąpieli, jak to mówią – powtórka z rozrywki, słucham z kolei spokojniejszych, kilkuminutowych kawałków z wykorzystaniem niewielu instrumentów, żeby uspokoić mój umysł, wypłukać mózg ze wszystkich głupich zdań i słów, które krążą w jego czeluściach, przestać myśleć co było dzisiaj, co będzie jutro i po prostu zasnąć, a nie wiedzieć czemu, spanie mi ostatnio ciężko przychodzi, no ale nic.
Otóż pewnego wieczoru zapomniałam zabrać płytę do łazienki, a w schowku akurat żadnej nie było, tak więc byłam skazana na radio. Skoro nie chciałam słuchać Beyonce – Sweet Dreams albo czegoś takiego, włączyłam Radio Szczecin, które – przy całym zażenowaniu lokalnością tej stacji – zaskakuje muzyką, jak wtedy gdy kolo wieczorem puszczał rzadkie nagrania z koncertów, np. Pearl Jam. O matko, żartujesz?!
Tak więc w Radiu Szczecin akurat leciała jakaś audycja, której tematem była muzyka klasyczna. W studiu było kilka gości, którzy rozprawiali się nad danym utworem przesadnie długo – choć sądzę, że starszym ludziom się to po prostu wybacza i toleruje. Po głosie wyobrażałam sobie uporządkowane i wspaniale zorganizowane starsze osoby, których pasją jest muzyka i sztuka. Chodzą do filharmonii, spotykają się w Klubie Seniora. Kobiety śpiewają w chórze “Nabucco”, swoje niemalże białe włosy pielęgnują dodatkiem cytryny, noszą spodnie od garnituru, żakiety i broszki.
Brałam prysznic, jakiś utwór akurat się skończył i zaczęła się dyskusja w studiu.
Mężczyzna dokonywał bardzo wnikliwej i dokładnej interpretacji: utwór jest bardzo dynamiczny, choć spowolnienie tempa w poszczególnych jego partiach znaczą o zmianach nastroju twórcy… rozpacz… wahania… znowuż radość… zastosowanie waltorni przywodzi na myśl polowanie, które jest metaforą ciągłej pogoni…
Miły pan oczywiście przeciągał sylaby, maltretował poszczególne słowa i akcentował końcówki, zachwycając się każdym jednym dźwiękiem utworu, jak gdyby rozpływały mu się one w ustach.
Pomyślałam sobie, że nigdy się z czymś takim nie spotkałam – oczywiście, że w podstawówce, tak w ogóle, a nawet w mojej ogólnokształcącej edukacji zetknęłam się z muzyką klasyczną bliżej lub dalej. Znam tylko te najwybitniejsze i tym samym najpopularniejsze dzieła światowe i zawsze mi się one podobały, ale w czysto laickiej formie – myślałam “jaka fajna melodyjka”. I gdzieś tam nuciłam sobie “Wiosna” Vivaldiego czy coś innego, ale w tamtym momencie, w tej zaparowanej łazience wieczorem, pomyślałam sobie jakie to piękne, w kilku dźwiękach odnaleźć tak niesamowicie głęboki sens i nieopisane piękno.

Przeszło mi też przez myśl, czy muzyka klasyczna w GG Radio to profanacja, ale od razu odrzuciłam tą myśl i pomyślałam sobie – oczywiście, że nie – to po prostu nowy środek przekazu, jakże przydatny…

Ci wszyscy wielcy twórcy muzyki poważnej, których każdy zna, są też niesamowicie fascynujący. Pewnie tym bardziej, że nie ma ich zdjęć, nagrań z koncertów, bootlegów – o Boże, nie żartuj – i demo. Może jedynie jakieś warte miliony rękopisy… I rzesze aspirujących młodzieńców z przyczesanym włosem. Każdy jeden postrzegany jest jako geniusz, więc zastanawiam się z dzisiejszej perspektywy, czy to po prostu był taki szczególny punkt na osi czasu, gdzie wystąpiło nagromadzenie ponadprzeciętnych?
Czy wielcy muzyki (i sztuki!) tego i ubiegłego wieku będą za tych kilka stuleci postrzegani w tych samych kategoriach?
Jak zawsze, gdy dotykam tej dziewiczej dla mnie sfery sztuki, do której mam czysto dyletanckie podejście i mniemanie, gromadzi mi się tysiąc pytań, na które nie znajduję odpowiedzi, ale może właśnie o to chodzi…

Ach, i znów mam to cudowne uczucie, kiedy bardzo dużo naraz czytasz, znasz je?
Kiedy plączą ci się wątki i zapominasz najprostszych słów w najprostszej rozmowie?
Kiedy przed oczami pląsają ci malutkie literki jak w spocie profesora Miodka?
I kiedy twój mózg jest taki zmęczony, nawet nie jak po maturze z polskiego?
Ten szum!… Echo myśli!…
Zakończę stwierdzeniem, że warto przeczytać “Mistrza i Małgorzatę”.
Nie dla tego dziwnego poczucia dumy i utożsamiania się z tytułem. Phi!
Nie też dlatego, że w duecie ze mną możesz się nazwać ‘mistrzem’.
Dlatego, że ta książka nie jest oczywista, nie jest zrozumiała, jest dość zagmatwana i pokręcona, wobec czego jest warta przeczytania dla tych wszystkich myśli i cudownych obrazów, które zrodzą się w twojej głowie, podczas gdy twoje oczy będą wodziły po linijkach tekstu, ścigały uciekające sylaby. Na tym, sądzę, polega natchnienie.
Maleńczuk w ostatnim wywiadzie dla “Twojego Stylu” wygłasza opinie w stylu, że chyba żaden artysta na trzeźwo nic nie stworzył i że jego ulubioną książką, czy jakoś tak, jest właśnie “Mistrz i Małgorzata” i że chciałby wiedzieć, co ten facet jarał jak to pisał. I niech to będzie zachętą! Talk about psychedelia!

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s