comment 0

#309

Jeżeli jest jakaś rzecz, której się boję w życiu i wiem to już teraz to jest to samotność. Choć nie lubię tego słowa, bo kojarzy mi się ono z pesymizmem i użalaniem się nad sobą, czyli dokładnie tymi dwoma, hm, wartościami, które powinno się wypleniać, to samotność wypełniona ciszą – ciszą, przy której słychać rybę pływającą w wodzie i bąbelki w wodzie gazowanej.
Z racji tego, że przez tych ostatnich kilka dni jedynym żywym i oddychającym organizmem w moim domu jest właśnie ta ryba, to przeniosłam ją do siebie. Postawiłam ją z dala od okna, nauczona doświadczeniem, iż nie stawia się ryby na parapecie, bo zamarzną, nawet przy zamkniętym oknie i grzejniku nastawionym na pięć. W ten oto sposób męczeńską śmiercią zmarła moja ukochana ryba, mój Olgierd, moja miłość. Ashes to ashes – flush to flush. Ta obecna ryba nie ma imienia, więc za przykładem mojej mamy wołam do niej “Rybeńko!”, pukając paznokciem w ścianę jej akwarium. Nie jestem jeszcze tak zdesperowana, żeby z nią rozmawiać, ale siedzę sobie i obserwuję ją jak pływa. Nawet ją karmię, chociaż nie podpływa jak zawsze do powierzchni wody “dziubiąc” pokarm… Ciekawe, czy ryby są aż tak mądre, żeby rozpoznać swojego właściciela? I zorientować się, że zmieniły miejsce ulokowania? I czy to bębnienie w akwarium jest dla nich przyjemne, nieprzyjemne, czy w ogóle je obchodzi i co dla mnie znaczy?
Zawsze myślałam, że zwierzęta są głupie, co nie oznacza oczywiście, że się nad nimi znęcałam i je maltretowałam, chociaż wiadomość o ustawie skazującej na karę pozbawienia wolności za znęcanie się nad zwierzętami przyjęłam odruchowo słowami “O Boże [ale wymyślają]”. Jak czytałam pierwszą część Harry’ego Pottera, gdzie oni są w zoo i Harry rozmawia z wężem to pomyślałam sobie, że zwierzęta być może są bardziej rozumne niż się zdaje. Ale nie chcę się nad tym rozstrząsać, bo boję się zwierząt.

Oto kolejny przykład schizofrenicznych reakcji pod nieobecność rodziców – jak gdyby nigdy nic czytam sobie wieczorem “Dżumę”, żeby zmęczyć moje oczy przed zaśnięciem. Pierwszy rozdział o padaniu szczurów i pierwszym, nie rozpoznanym jeszcze przypadku zachorowania. Następnego dnia, a nawet tej samej nocy, wszędzie słyszałam i widziałam szczury, a jak zmierzyłam sobie temperaturę i okazało się, że mam 37 i pół to myśl przez głowę przeszła, że umrę – bo pacjent w “Dżumie” miał 40 stopni gorączki i majaczył. Więc byłam blisko. Uf.
Dla własnego bezpieczeństwa uciekłam do własnego łóżka pod przykrywkę kołdry i dwóch koców. Od dzieciństwa towarzyszy nam jakaś dziwna wiara w to, że noc złagodzi wszystkie bóle; że cokolwiek by się nie działo złego, gdy obudzimy się następnego ranka wszystko będzie dobrze.

Czuję, że kilka z tych wielu “kiedyś” zawieszonych gdzieś w czasoprzestrzeni przez rodziców, nauczycieli i wszystkich tych, którzy ważą się nazwać czyimkolwiek mentorem właśnie się realizują. Te odwieczne teksty, gadki i upominania typu “kiedyś zobaczysz”… Właśnie zaczynam doceniać… To, czego nauczono mnie w domu i w szkole, oczywiście z przewagą w domu… Od tego, że nie można trzymać łokci na stole, przez to, że mam używać pełnej wersji imienia, “bo nikt mnie nie pyta jak mnie w domu wołają”, aż do solidnych fundamentów fizyki, matematyki i innych takich.
Zabierałam się kilka razy do napisania kolejnej notki i zaczynałam zawsze od tego fragmentu i mimo, że myśli kołatały mi w głowie odbijając się dźwięczącym echem, to zawsze zacinałam się połowie i maltretowałam jeden klawisz zastanawiając się co dalej napisać. Wiem, że gdy pewnego dnia wsiądę do pociągu jakiejś tam – międzynarodowej, mam nadzieję – relacji to będę wdzięczna wszystkim ludziom, których spotkałam, którzy znają moje imię, za to, że ukształtowali mnie jako człowieka. Amen.

P.S. Och, kurczę, aż mi się załzawiły oczy, ale to pewnie przez to, że wtarłam sobie krem do oka i mam męczący katar.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s