comment 0

#327; Wali czosnkiem

Zorientowałam się wczoraj jadąc beztrosko tramwajem, że komkarta mi się kończy wraz z początkiem nowego miesiąca. Spanikowana uświadomiłam sobie, że dokładnie dzisiaj traci ona swoją ważność, tak więc tym większe było moje zdenerwowanie, kiedy stary pryk na Kapo powiedział, że w soboty nigdzie nie można doładowywać komkarty. Bo jest sobota. Tak więc podróżująca przez miasto na biletach jednorazowych, postanowiłam zostawić sobie mały zapasik na jutro i przespacerowałam się od Mostu Dworcowego do domu mieszkania.

Postanowiłam wstąpić na chwilę do Parku Wilsona, bo lubię sobie tak patrzeć na ten stawik. Patrzałam jaki jest oblodzony i zastanawiałam się, czy są jakieś kaczki – jak to w Buszujący w zbożu – aż tu nagle dobiegły mnie cudowne dźwięki wolnych, swingowych piosenek świątecznych z pobliskiej restauracji. Coś nieziemskiego. Tylko szkoda, że byłam jak zwykle sama.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s