comment 0

#328

What do I do when my love is away, kiedy mam jeden z tych dni energii na wysokim poziomie, bezczynność mnie dobija, a opcje potencjalnych towarzyszy spaceru na mrozie minus osiem mi się wyczerpały?

Staję się Agatą Passent! A raczej moim luźnym wyobrażeniem na jej temat i jej felietonów. Dzisiaj skoro świt (a jest to pojęcie względne) czytałam w PUNKCIE KRWIODAWSTWA jakiś jej tekst z numeru z Mają Ostaszewską na okładce. „Nie ma mnie na fejsbuku“ czy coś takiego. Pisała, że zrobiła sobie taką koszulkę, czym szokuje wszystkich dookoła, bo przecież równie ostentacyjnie ogłasza, że nie posiada konta na fejsbuku, co jego posiadacze dokumentują pory przewijania dziecka czy też prowadzą skrupulatne notatki swojego dnia i swoich poczynań.

Boże, myślałam, że The Kinks to taki fajny zespół, kto tam w ogóle śpiewa?!

Mam konto na fejsbuku od jakiegoś roku, używam od jakiś 7 miesięcy, w między czasie zdążyłam się trochę uzależnić, wciśnąć „lubię to“ miliard razy, wrzucić parę fotek, parę filmików z YouTube’a i dowiedzieć się o kilku nowych związkach czy też już-nie-związkach przez zmieniony status. To wszystko oczywiście godziny spędzone przed komputerem, w pozycji będącej zmorą wszystkich ortopedów, z menu pozostawiającym dużo do życzenia. Aż pewnego dnia, a było to już w Poznaniu, już późną jesienią, ale już leżał śnieg, wróciłam do mieszkania na okienku koło jedenastej trzydzieści i pomyślałam sobie, że zamiast niczym „poduszkowa“ babcia na osiedlu podglądać życie innych warto by zająć się swoim. Tak więc dezaktywowałam z miejsca konto na fejsbuku i niczym nowonarodzona w wolnym czasie słuchałam sobie nowych płyt czy tam whatever. Aż wracałam pewnego poniedziałkowego ranka z włefu i pomyślałam sobie, że tylko przez fejsbuka mam kontakt z pewnymi osobami, chociażby z tymi z obozu albo ze znajomkami z dzieciństwa, więc pomyślałam, że zaloguję się tam na wszelki wypadek, żeby mi tego konta nie zdezaktywowano. I tak znowu zaczęłam używać fejsbuka na tej samej zasadzie, to znaczy „A wejdę zobaczyć, może ktoś coś dodał albo zmienił status“, bo to oczywiście tak bardzo istotne informacje dla mojego życia. Basta! Od dzisiaj rana żywię jeszcze silniejsze uczucie, że to pierdoła, marnotrawstwo czasu i kopalnia imbecylizmu, bo po jaką cholerę mi wiedzieć, że ktoś jest „brunetką, tak jak na zdjęciu“?!

Agata Passent lubi to.

Filed under: Życie

About the Author

Veröffentlicht von

Planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s