comment 0

#330

Boże, dlaczego zawsze to robię? Siedzę i cieszę się błogim dniem spędzanym z rodziną, ingnorując Walentynki. Przy okazji wyobrażam sobie oczywiście, że zaraz otworzę drzwi, a tam zastanę bukiet kwiatów na wycieraczce, czekoladki, ogromną maskotkę czy chociaż jakąś nieśmiało uśmiechającą się osobę. Moje głupie marzenia wypracowane na podstawie długich godzin komedii romantycznych wg tego samego scenariusza.

Podobne wyobrażenia miałam w swoje urodziny. Równe 3 miesiące temu, tak przy okazji, następne za kolejne dziewięć – przy czym lubię myśleć, że zostałam spłodzona w Walentynki. W słoneczny niedzielny poranek zbudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałam podekscytowana, że to na pewno jakaś niespodzianka i jak w ogóle super, że ktoś pomyślał, że ktoś na to wpadł itd. Otwieram drzwi w półnegliżu niczym nieletnia Zosieńka z “Pana Tadeusza” w ogrodzie i oczom mym ukazuje się mężczyzna, który nie przypominał nikogo znajomego, żadnego tajemniczego niejomego, dostawcy kwiatów, kuriera ani nikogo takiego. Sąsiad z dołu poskarżył się pierwszy raz, a miał to zrobić jeszcze kilka, że mu cieknie na głowę. Zawsze to jakaś niespodzianka, czy nie?

Dziś rano wstałam o 7 30 i nauczyłam się robić omlety na śniadanie. Trzy jajka, białko oddzielić od żółtka. Białko ubić na twardo, posolić. Dodać żółtka, wymieszać. Usmażyć aż się zarumienią. Podawać z dżemem, kremem czekoladowym czy tam czymkolwiek. Jeden omlet był nawet w kształcie serca, a wczoraj w duchu Walentynek, mama zrobiła mi nawet schabowego w kształcie serca, mmm ❤

A więc spędzam tegoroczne Walentynki z rodzicami, którzy powiedzieli “Nie martw się, Małgona, i tak sobie zrobimy Walentynki”. W imię powyższego stwierdzenia jedliśmy pączki z lukrem, piliśmy czekoladę z bitą śmietaną. Miała też być w kształcie serduszka, ale kubek był za mały.

P.S. Za dużo razy użyłam słowa “Walentynki”.
P.S.1. Przy okazji postanowień i wprowadzania zmian w życie wszyscy uwielbiają okrągłe terminy. Dieta od poniedziałku, od następnego miesiąca, od nowego roku. Moja długo wyczekiwana granica, a raczej nowy start to drugi semestr studiów pierwszego roku, od którego mogę oficjalnie nazywać siebie studentką, nieprawda? Podekscytowana wprowadzaniem w życie wszystkich zmian, które sobie wymyśliłam, siedząc prawie idealnie szczęśliwa, wyspana i najedzona. Cudownie snuje się takie postanowienia, które pryskają w zgiełku dnia codziennego, ale cóż, trzeba się sprowadzać do porządku. Jeszcze tylko powtórka z rozrywki typu zaliczenia, egzaminy, jeszcze jeden semestr, kochane wakacje i się wyprowadzę. WYPROWADZAM SIĘ. Jakoś tak mi weselej jak to sobie powiem na głos… 🙂

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s