comment 0

#331

Węglarczyk-burak w “Dzień Dobry Tvn” wszystkim gratuluje. Gratuluje pięćdziesięciu sześciu procentom Polaków, którzy w ubiegłym roku nie przeczytali żadnej książki, gratuluje kancelarii premiera za znalezienie luki w prawie. Co za meganieatrakcyjny burak, który opowiadał suchary w finale “Tap Madl” i podobało mu się to bardziej niż stanowisko szefa działu zagranicznego “Wyborczej”.

Wczoraj odbyłam niesamowitą podróż sentymentalną. Za jeden uśmiech, a nawet za więcej, bo pomimo że musiałam wstać o 6 30, czyli rutynowo jak poza feriami, kiedy było jeszcze ciemno, to cała w skowronkach podążałam z moją mamą na spotkanie z jej koleżankami do Dziwnowa. Lejdis plus dwadzieścia lat, o nich powinni nakręcić sequela. Pani Marianna czekała na nas w swoim domu z ciocią Ewą (czyli koleżanką mojej mamy, do której całe życie musiałam mówić “ciociu”), panią Jolą, ciastem Rafaello, sałatkami, zupą, pałeczkami z kurczaka, winem i im podobnymi.

Ciekawa klasyfikacja koleżanek z drugiej strony, niektóre to dla mnie “ciocia”, a inne po prostu “pani”.
Najbardziej ekscytujące w tym wszystkim było to, iż pani Marianna mieszka na tym samym osiedlu, które ja zamieszkiwałam przez pierwsze dziesięć lat mojego życia, ba, w identycznie wyglądającym mieszkaniu. Czteropiętrowe punktowe, identycznie wyglądające bloki, które w dzieciństwie wydawały mi się bardzo wysokie, w moich oczach były niemalże drapaczami chmur, teraz były dziwnie niskie. Tak samo położony pośród nich sklep – kiedyś gdy na dach wpadła piłka to przepadała, chyba że wiatr ją zdmuchnął na drugi dzień – dziś miałam wrażenie, że mogłabym na ten dach wskoczyć jakbym się dobrze odbiła. Stary, szary, nierówny chodnik ułożony z sześciokątnych bloków, na którym się grało w zbijaka i trzeba było schodzić za każdym razem jak jechał samochód, teraz zastąpiony równiutkim bordowym brukiem. Szare bloki odmalowano na żywe kolory i jakieś abstrakcyjne wzory, na każdym wielkimi literami pisze też “Dziwna” i odpowiadający numer bloku.
Z plotkami z ostatnich trzech miesięcy i wspominkami starych czasów w tle, raczyłam się słodkościami, przez które wieczorem miałam niestrawność. Ciekawa byłam spotkania z Kamilem i Kachą, dziećmi pani Marianny, towarzyszami mojego dzieciństwa, których ostatni raz widziałam w listopadzie dziesięć lat temu, w podstawówce. Kiedy Kamil, z którym chodziłam do przedszkola i podstawówki, w końcu przyszedł i usiadł do stołu, zdziwiłam się, może zaszokowałam, że nie widziawszy kogoś taki szmat czasu, można po prostu usiąść, rzucić jak gdyby nigdy nic krótkie “cześć” przez stół, okraszone co prawda krótkim błyskiem uzębienia, i pochylić się nad zupą ze zmiksowanych serków Hochland czy czort wie z czego ona tam była…
Tak czy owak, cudownie było tam pojechać i zobaczyć te wszystkie tak dobrze znane kąty, po których mogłabym się poruszać po omacku. Byłam nawet w osiedlowym sklepie, pod którym z nudów sprzedawaliśmy kiedyś z innymi dzieciakami zabawki z Kinder Niespodzianek i inne niepotrzebne szpargały w nadziei na jakiś intratny zarobek.
Takie małe sklepy mają swoją zaletę – nie dość, że kolejki to rzadkość, to można kupić niespotykane smaki chipsów – gdzie indziej widziałam Bake Rollsy tomatos, olives & oregano?
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s