comment 0

#333

Co za magiczy dzień. Bo zbudziłam się wyspana o piątej i czekałam aż zacznie się rozjaśniać, bo jadłam zupkę chińską na śniadanie, co bardzo nie spodobałoby się mojej mamie, bo pojechałam na wf na koniec świata, żeby dowiedzieć się, że go nie ma, bo jadłam krupnik od mamy na obiad, bo widziałam ptaki, a wcześniej myślałam, że ich tutaj nie ma, bo znowu obserwowałam zachodzące słońce, bo pani na hiszpańskim powiedziała, że jestem jej ulubienicą, bo znowu mam mniej na głowie, bo dzisiaj było tak ładnie i ciepło, bo słucham „Purple Rain“, bo oglądałam ten odcinek GG, gdzie Chuck zakłada Blair naszyjnik i całuje jej włosy. Nazywamy to, jak? Dobrym humorem? Bo przecież na pewno nie szczęście.

Filed under: Życie

About the Author

Veröffentlicht von

Planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s