comment 0

#344

Najmilej podróżuje się chyba na odcinku Szczecin Dąbie (tudzież Szczecin Główny) – Świnoujście. Pociąg sunie sobie wolno, zdaje się nigdzie nie spieszyć, podobnie jak świat za oknem. Jest cicho i spokojnie, można rozmawiać przez telefon, słychać własne myśli i nie trzeba przysłuchiwać się dwóm podekscytowanym koleżankom, które rozmawiają, jakby się całe stulecia nie widziały, choć może to ich taka rutynowa pogawędka.
Jak zwykle przyszłam za szybko na dworzec z biletem zakupionym jak zwykle dzień wcześniej, bo lubię mieć wszystko załatwione, jak to się mówi, zawczasu. Nakupowałam sobie eklerów i mając jeszcze 45 minut zaczęłam czytać pierwszą rzecz, jaką miałam pod ręką oprócz skserowanych notatek i wykładów, a była to książka “Anna Jantar we wspomnieniach” czy coś takiego, “Słońca jakby mniej”, te sprawy. Wożę ją ze sobą od jakiegoś czasu czy to na basen, czy to jak akurat jadę pociągiem, z nadzieją, że może przeczytam, ale zawsze akurat ktoś mi skrzeczy nad uchem, akurat mi się nie chce albo akurat wolę patrzeć co się dzieje za oknem, nawet jeśli nie dzieje się nic, bo właśnie stoję w korku!
Anna Jantar mi się miło kojarzy. Dlatego, że zawsze po prostu lubiłam jej piosenki, nie wiem skąd je znałam, możliwe, że po prostu leciały u nas w domu, bo moja mama jest jej wielką zdeklarowaną fanką. Do tego stopnia, że jak nigdy, a już na pewno nie od pewnego czasu, odkąd my z moją siostrą przestałyśmy robić w gacie, nie kupuje płyt, tak kupiła to niedawne czteropłytowe wydawnictwo z muzyką Anny Jantar i małą załączoną książeczką. Jak po Świętach Bożego Narodzenia lepiłyśmy pierogi (lepi-ŁY-ŚMY, a liczba mnoga jest tutaj użyta z uwzględnieniem MNIE) to z dużego pokoju leciała Anna Jantar, “Tylko mnie poproś do tańca”, “Radość najpiękniejszych lat”, “Moje jedyne marzenie” potocznie znane jako “Przetańczyć z tobą chcę” i takie inne i było tak cudownie, bo śpiewałam, myśląc, że to ładnie brzmi, mając jednocześnie palce w farszu i mące.
Przeleciałam tą bez mała stustronicową książeczkę zanim pociąg Barbakan zdążył przyjechać i myślałam sobie Jezu. Jak to jest, do licha ciężkiego, z tymi wszystkimi ludźmi. Wspaniałe, utalentowane, niepowtarzalne, znane i powszechnie lubiane osoby umierają młodo, pozostawiając po sobie spuściznę i już na zawsze jawiąc się w pamięći ludzi jako te młode osoby o zalotnym spojrzeniu spoglądające z plakatów i innych przedruków.
Anna Jantar, prawdziwe nazwisko Szmeterling, z niemiecka ‘motyl’, ładne słowo, zupełnie nie jak niemieckie. Wyjątkowa wokalistka, mówi się, że gdyby urodziła się czy też dane by jej było występować w innym systemie to Olivia Newton-John miała by się czego bać! Ironicznie, zginęła w katastrofie samolotu na warszawskim Okęciu, lądując, gdy wracała z tournee po USA. Czy to nie złośliwość losu? Przelecieć w ciężkich warunkach ocean i w ogóle taki kawał drogi, samolotem, który nie mógł wystartować, bo był tak oblodzony, pokonać taki szmat drogi i rozbić się na lotnisku, gdzie miało się lądować? Gdzie czekał mąż, córka, mama i mnóstwo znajomych? Pewnie nawet fani? Dżizyz. Jakaś dziwna powtarzalność losu przy tych wszystkich wyjątkowych postaciach, tragiczność, która – sądzę – jeszcze bardziej uwypukla ich wyżot i dotychczasowe dokonania.
Tak samo ostatnio zaciekawiłam się Księżną Dianą. Gdzieś pomiędzy czytaniem coraz to nowych doniesień o przygotowaniach do królewskiego ślubu stulecia i w ogóle Williama i Kate a relacją z faktycznego wydarzenia, gdzie nie można było uniknąć porównań do Karola i Diany, doszukiwanie się podobieństw w kreacjach, pozach i gestach, no na miłość boską! Tamto to przeszłość, nawet nie to stulecie. Niemniej jednak, też nie wiem skąd, ale wydaje mi się, że od zawsze wiedziałam, kto to jest Diana. Nie pamiętam jej w wiadomościach telewizyjnych, to znaczy byłam za bardzo gówniara, żeby kojarzyć czy rozumieć to co, oglądam, nawet jeśli mając kilka lat siedziałam przed telewizorem i oglądałam relację z jej ostatnich poczynań, jak to złapała chorego na AIDS za rękę, przechadzała się po polu minowym, rozwiodła się z Karolem albo udzielała kontrowersyjnego wywiadu. Nie pamiętam jej pogrzebu ani nic z tych rzeczy. Najczęściej ‘spotykałam ją’ w kontekście licytacji którejś z jej sukni, list najlepiej ubranych kobiet, zestawienia największych osobistości dwudziestego wieku itp. Wpisałam kiedyś, jak to często robię z osobami, które w pewien sposób mnie urzekły przez ekran komputera, ‘diana interview’ w YouTubie i obejrzałam ten niespełna godzinny wywiad z Martinem Bashirem, kolesiem, który lata później przeprowadził wywiad z Michaelem Jacksonem, przez który to ten ostatni został posądzony potem znowu o molestowanie dzieci, kiedy to Martin Bashir kręcił dokumentację i Jackson przedstawiając jakiegoś tam nieletniego dzieciaka do kamery powiedział, że często u niego sypia czy coś w ten deseń. Diana udzielała szokująco szczerych odpowiedzi, nie było pytania na które by nie odpowiedziała, przy czym cały czas miała niesamowicie smutne oczy, spoglądała jakby z ukrycia i miała ten delikatny, lekko senny acz urzekający głos. Dwukrotnie chciała wybuchnąć śmiechem i jej twarz się rozpromieniała, ale generalnie był to szczery to bólu wywiad ze smutną kobietą w czarnej garsonce w Kensington Palace.
Powiedziała w tym wywiadzie między innymi, że poczuła niesamowitą ulgę, gdy zaszła pierwszy raz w ciążę i dowiedziała się, że to będzie chłopak. Mówi, że to było tak, jakby cały kraj był z nią na tej porodówce, w oczekiwaniu na narodziny następcy tronu! O ludzie. Ab-so-lut-nie niewyobrażalne w Polsce. Najbardziej szokującym co powiedziała, było to, że w tym małzeństwie od początku były trzy osoby, więc to trochę tłok, na pytanie dotyczące rozpadu jej małżeństwa z księciem Karolem, mając na myśli oczywiście Camillę Parker Bowles. Na pytanie, czy chciałaby być królową, najpierw się uśmiecha, a potem odpowiada, że nie wydaje się, żeby obecna władza chciałaby, żeby tą królową została.
Niesamowicie fascynująca postać. Pod każdą postacią, jakkolwiek to brzmi. Jej życiorys jest jak smutna bajka. Przepiękna młoda dziewczyna o smutnych oczach (sad-eyed lady of the lowlands) poślubia księcia w młodym wieku, trafia do historycznej rodziny królewskiej z wielowiekowymi tradycjami, czuje się stłamszona i niedoceniana, rozpaczliwie woła o pomoc i uwagę, będąc w depresji poporodowej, kiedy to wszyscy dookoła, cały nawet kraj, zachwycał się narodzinami męskiego potomka rodziny Windsorów, następcy tronu, nikt nie zwracał uwagi na nią, próbowała popełnić samobójstwo, cierpiała na bulimię, szykanowana przez media i paparazzi, co w efekcie skończyło się wszyscy wiemy jak. Jednocześnie niesamowicie stylowa kobieta, bardzo ciepła i zwyczajna osoba, która emocjonalnie podchodziła do każdej wizyty z chorymi czy niepełnosprawnymi dziećmi wypełniając swoje książęce obowiązki, uwielbiana przez ludzi na każdym świecie każdej rasy i narodowości. Zginęła w niezwykle smutnych okolicznościach, kiedy to wybierając się na nocną przejażdżkę czy gdziekolwiek po Paryżu, jej samochód rozbił się w ciemnym tunelu jadąc z niedozwoloną prędkością uciekając przed paparazzi. Wokół jej śmierci narosło oczywiście wiele kontrowersji i teorii spiskowych, dodających całemu wydarzeniu pikanterii, niemniej jest to przemożnie smutna historia, smutne życie o smutnym zakończeniu.
Naturalnie, razem z Dianą zainteresowałam się też całą rodziną królewską i poznałam zasady sukcesji brytyjskiego tronu i 10 jego kolejnych dziedziców. Całkiem interesujące, z taką nutką nierealności, oglądać tych wszystkich członków rodziny królewskiej. Urodzone księżniczki, książęt, hrabianie i hrabianki, które wiedzą, że za swojego życia nigdy się tego tronu nie doczekają, niemniej żyją sobie tak swobodnie, studiując na prestiżowych uniwersytetach, ciesząc się uwagą mediów, opływając w luksusach i pokazując się od czasu do czasu z babcią na imprezach typu królewskie wyścigi konne, coroczne spotkanie bożonarodzeniowe rodziny królewskiej czy też urodziny któregoś z jej wielmożniejszych członków. Naprawdę. Oczywiście masz jakieś obowiązki, bo żyjesz w bańce, pod nieustanną uwagą, chociaż nic nie zrobiłeś, służysz w armii czy też w marynarce i masz masę różnych obowiązków jak na przykład podróże zagraniczne czy spotkania z innymi koronowanymi głowami czy prezydentami innych państw, ale tak szczerze? Czego ci brakuje?
Anna Jantar, księżna Diana, cudowne postaci, niech sobie będą.
Ale prawdziwie inspirująca jest Billie Jean King, o której oglądaliśmy filmy na angielskim. Na angielskim lubię najbardziej luźną atmosferę i to, że oglądamy filmy nieskażone dubbingiem czy napisami, po które normalnie sama bym nigdy nie sięgnęła.
I tak pewnego razu Graham zapodał film o Billie Jean King.
Nie wiedziałam kto to kompletnie, gdzieś tam na początku może się uśmiechnęłam, przez oczywiste skojarzenia z Michaelem Jacksonem, ale to chyba nie ta sama bajka.
Billie Jean King to tenisistka. Nie znałam, nie jest pokroju ani nawet pokolenia Sharapovej czy Kurnikovej, czyli akurat tych dwóch (i jedynych), które kojarzę.
Zaczynała na początku lat sześćdziesiątych, kiedy cały świat i każda jego dziedzina był silnie zmaskulinizowany. (niedokończone)
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s