comment 0

#351

Czy robienie tabelek na prywatnym komputerze to już nadgodziny i zabieranie pracy do domu? Chyba nie, o ile rozchodzi się o estetykę pracy.

Pobazgrolone tabelki, karteluszki i wykresiki.
Milion charakterów pisma i kolorów atramentu.
W dodatku każdy wymyśla swoje skróty i oznaczenia.
Lada, która jest wszystkich miejscem wspólnym – tam wszystko musi się zawsze znaleźć. Zawsze przecież może się przez nią przechylić Ola, co sprząta pokoje i wydechując wciągnięte powietrze spytać, gdzie jest ta kartka z numerem kwiaciarni, co ją tu kiedyś położyła.
Doskwiera brak komputera. W nadmiarze wolnego czasu, który posiadam, mogłabym przynajmniej poprzelewać moje wolnostojące rozmyślania na blog, ale to może dobrze, bo jak tak siedzę ze spuszczoną głową i coś piszę to chociaż Dorocie tak bardzo się nie rzuca w oczy, że przez prawie cały dzień czytam książkę.
Różnica pomiędzy tym a tamtym szefostwem, z którym miałam wątpliwą przyjemność współpracować w roku ubiegłym, jest ogromna. Choć zarówno wtedy, jak i teraz dużą rolę odgrywają więzy rodzinne, tutaj relacja mąż-żona + czasami przelotem, turystycznie, z odwiedzinami, córka. Już pierwszego dnia, a w zasadzie jeszcze przed, zostałam – pewnie tego samego dnia, kiedy zostałam wysłana po papierosy (Marlboro Light), Dorka poinformowała mnie, że mogę sobie przynieść książkę, czy tam cokolwiek chcę, a jak jest słoneczko to nawet tam wyjść na zewnątrz, na ławkę, bo tu stare mury i trochę chłodno.
Ja, odpowiednio wytresowana i nauczona respektu wobec pracodawcy :|, boję się wyjść na dwór, bo jakoś tak głupio zachowywać się zbyt swawolnie, bo zawsze to jestem w pracy, a swobodne czytanie książki, wychodzenie do toalety, gdy ma się potrzebę, a nie gdy “nie ma ludzi”, a także spożywanie posiłków w regularnych odstępach czasowych to dla mnie wystarczający luksus, a melaniny mam wystarczająco.
Kurczę, moje myśli pojawiają się chyba akurat na tyle, w jakim czasie zdążę je wpisać na komputer, bo prędkość mojej ręki nie wystarcza, moja ręka nie nadąża.
Ale tu jest taka błoga cisza. A jaki jest plus nad plusami? Nie gra żadne radio! Żaden Eremef, żadne Zet, nic takiego! Czasami tylko dziewczyny przy sprzątaniu włączają sobie coś i je słysze tak z oddali, po prostu jako lekki szum zabijający głuchą ciszę. Czasami nawet, kiedy nikt akurat nie przechodzi, ptaki akurat nie ćwierkają, a na zewnątrz nie przejeżdża dorożka, słyszę tykanie zegara! Wtedy szybko zaczynam czymś szeleścić albo coś nucić, chociażby muzykę z Harry’ego Pottera, bo nie zniese!
Kolejny plus to, jakby to powiedzieć- rozumienie, że człowiek nie jest nieomylny. Tym bardziej, że to pierwsza taka fucha w moim życiu, co więcej pierwsze dni i pierwsze kontakty z raportami z kasy fiskalnej i w ogóle kasą fiskalną jako taką, fakturami, dowodami wpłaty, nie-wpłaty, brutto, netto itp.
Gdy wyrzuciłam kwitek, bo mi nieładnie wyszedł, a na dodatek się przedarł, pani Dorotka mnie nie styrała jak psa, nawet się nie zdenerwowała. Powiedziała, że nic nie można wyrzucać, bo w dokumentacji wszystko musi być, nawet podarte, źle nabite i z innymi błędami, po czym musiałam przeszukiwać śmieci z dwóch dni. Świstek się co prawda nie znalazł, ale nie ma problemu, najwyżej ja bym pokryła koszty, więc o co chodzi? No doprawdy.
Wszystkie plusy zamienią się w jeden wielki minus jak mi na koniec miesiąca nie zapłacą, ale ci! Nie zapeszać! Spać!
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s