comment 0

#354

Zanotuj tę datę – dzisiaj oto nastąpiła niemała rewolucja.

Stoi obok mnie napoczęta puszka orzeszków, a ja nie mam zamiaru, ba, nie mam ochoty jej skończyć!
Dzisiaj też doszłam do wniosku, że ilość pieniędzy, którą wydaję na uciechy pod postacią chrupiących, mocno słonych przekąsek zatrzymujących wodę w organizmie jest bezpodstawna, horrendalna i bezsensowna. Wbrew temu, co mi się wydawało, w połowie nadmuchana powietrzem paka nie przyczynia się do poprawy mojego nastroju. Powoduje za to, że w moim wieku i z moimi “parametrami” nadawałabym się do “Cofnij zegar”, a ta miła pani doktor blondyneczka mówiłaby do mnie przez mikrofon: “Aż przykro patrzeć, jak tak młoda dziewczyna doprowadziła się do takiego stanu” (cytat prawie dosłowny, z dzisiejszego zwiastuna na Tvn Style). Wyobrażam sobie stan mojej sylwetki i mojej garderoby, gdybym zamieniła wszystkie pieniądze wydane celem wspomagania zagranicznych koncernów spożywczych na coś innego.
Dzień dzisiejszy należy do przełomowych tym bardziej, iż dowiedziałam się, a właściwie doświadczyłam na własne oczy, że moja mama nie ma cellulitu. Nie ma. Ze-ro! A wynikło to w trakcie prowadzenia przeze mnie monologu jak to bez sensu odmawiać sobie przyjemności, bo i tak wszystkie kobiety mają i będą miały cellulitis, bo to jest normalne, a kobietom wydaje się, że nie, bo są karmione wyretuszowanymi zdjęciami z gładkimi pośladkami i wierzą, że takie kobiety naprawdę chodzą po ziemi. Żeby zacytować Cezarego Pazurę, “gdyby nie pisma kobiece to ja do dnia dzisiejszego bym myślał, że Cellulitis to jakiś grecki Bóg”.
Dnia dzisiejszego uświadomiłam sobie też, że jest już grubo ponad połowa lipca, a ten już w sumie miesiąc odkąd tu jestem jakoś tak mi przeleciał, nie wiedzieć kiedy. Popadam w jakąś dziwną rutynę, wstaję niby wyspana, idę do pracy, gdzie sobie siedzę, czytam książkę, czasem odbiorę telefon i powstawiam pieczątki (w tej kolejności), po czym przychodzę do domu zmęczona i niekontaktująca jakbym co najmniej pracowała na Gryfie. Rutyna niszczy miłość, jak śpiewała Doda, tymczasem ja za moje słabe samopoczucie winię złą dietę, brak witamin i niewystarczające dotlenienie.
Czy to możliwe, że jeszcze nie byłam na plaży?
Ale nie tak, prażyć się i nabawiać się oparzeń słonecznych. W ogóle?!
Czy medycyna estetyczna zna lepszy peeling dla stóp niż morski piasek?
Czy moje płuca znają lepszy rodzaj powietrza niż to jodowane?
Czy moje włosy się gdzieś bardziej targają niż na morskim wietrze?
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s