comment 0

#362

Bob Dylan na każdą pogodę;

odczuwam nieznaczne znużenie moją pracą. Rutyna. Jednak ten taki przymus, że niechby to chociaż było i na czternastą, to i tak muszę tam pójść. To leniwa strona mnie. Praktyczniejsza strona mnie natychmiast karci tą drugą – jak to tak?! Przecież jest tak wiele rzeczy do zrobienia. Tyle kilometrów brzegiem morza do przejścia. Tyle książek do przeczytania i filmów do obejrzenia. Popołudnie zapowiada się takie piękne, a ja wychodzę do pracy? Kurczę, szkoda.
Tak bym powiedziała rok temu. I każdego poprzedniego roku. Tego roku ochoczo udaję się do pracy, którą traktuję jako azyl kojący moje zmysły i pozwalający się wyciszyć, trening interpersonalny, a także mnóstwo wolnego czasu do czytania książek. W końcu co za różnica, czy czytam książkę z brudnymi włosami rozwalona na kanapie czy schludnie – jak mi się przynajmniej wydaje – ubrana w pracy, wyprostowana i zakładając nogę na nogę?
I jest tak przemiło, nie ma powodu do narzekania 🙂
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s