comment 0

#364: Sezon na chipsy

No to pojechałam do Poznania, zobaczyć co tam słychać, co się pozmieniało, a co zostało na swoim miejscu i podejrzeć co ludzie noszą w tym zmiennym, przejściowym okresie. Wiesz, transition pieces, jak to mówią.

Bóg chyba nade mną czuwał, bo tym razem i pociąg kursował planowo, i tramwaje też i nawet autobusy! Zmienił się wielki billboard na dworcu i reklamują Smerfy w kinach. Trochę tam z boku rozbudowują. A poza tym wszystko stoi jak stało. Dupki chodzą w rurkach i balerinkach. Czasem w krótkiej dżinsowej kurtce, co bardziej skłonne do chomikowania nawet w tych obecnie już bardzo retro kurtkach a’la Brokeback Mountain. Krótkie kurtki z gniecionej skóry nie dają się wygryźć od kiedy na jesień 2009 było cool je mieć, potem na wiosnę 2010 było nawet cool je nosić. Generalnie garderoba wiosenna. Tylko na niektórych kobietach widziałam warstwy beżów, zaakcentowane grubym swetrzyskiem a’la kurewsko zimny wieczór na plaży-żrą komary. U młodzieży bezzmiennie! Dzieci i młodzież to taka inspiracja! Chłopcy w ciut za długich włosach, t-shirtach, dżinsach i znoszonych adidasach. Torby a’la małe podróżne, a’la na siłownię sugerujące sportowy tryb życia. Dziewczyny w Conversach, dżinsach, ogromnych swetrach i wielkich kwiatach we włosach!
Mówiłam już, że najbardziej lubię sierpień i wrzesień? Kiedy jeszcze jest dosyć ciepło (z wyjątkiem tych kilku dni… 10 stopni na plusie, a niby sierpień!) Kiedy jeszcze knajpki na promenadzie są pootwierane, kiedy nawet gdy pizga to jeszcze świeci słońce? Kiedy dopiero wtedy ma się święty spokój, a spacer na promenadzie oznacza spacer, a nie przepychanie się przez tłumy przygłupich turystów otumanionych swoim własnym urlopem…
Jest coś dziwnego w tym mieście i mówię teraz o Poznaniu. O ile zawsze tak przykro mi jest wyjeżdżać ze Świnoujścia, choć ostatnio coraz mniej, to wjeżdżając do tego miasta (niech to stanie się przydomkiem), kiedy pociąg już tak wolno jedzie, a co bardziej nadgorliwi już kłębią się przed wyjściem zeń, upewniając się wzajemnie, czy to już Poznań, jest mi tak jakoś weselej. Że to znowu to samo miasto, że tu są ci fajni ludzie i ta atmosfera. Że przypadkowi ludzie ze sobą rozmawiają. I wszyscy są tacy mili i życzliwi, z tą kawą na wynos i laptopem w torbie. Najbardziej jednak lubię tą anonimowość. Gdzie każdy dzień może być twoim nowym, świeżym początkiem, jeżeli dnia poprzedniego powinęła ci się noga albo coś. Że znajomych nie spotyka się na mieście co dzień i co chwilę, a gdy skłamie się rodzicom gdzie albo z kim się wychodzi to oni nie dowiedzą się tego na drugi dzień od jakiegoś wścibskiego współpracownika, który akurat nas widział.
Dorastamy.
Dorastamy do wielu rzeczy. Do różnych decyzji, do pewnego wieku, a nawet do ubrań, które młoda mama kupuje dziecku “na zaś”.
Trzeba nawet dojrzeć do tego, żeby zobaczyć jakie życie może być piękne… 😉
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s