comment 0

#366

Zawsze lubię to uczucie zaskoczenia, gdy rozmawiam z kimś przez telefon, czyjeś nazwisko przewija się przez kolejne karty rezerwacji, które wypełniam, a po jakimś czasie ta osoba przyjeżdża i nie jest już dla mnie tylko numerem telefonu i jakimś oznaczeniem tylko żywą osobą. W dodatku mam jej adres. I zawsze można się pośmiać ze zdjęcia w dowodzie.

Siedziałam sobie pewnego pięknego dnia w pracy, a było to wtedy jak jeszcze było bardzo ciepło i drzwi wejściowe stały otworem. Wtem wchodzi babeczka lekko teatralnym krokiem. Wydawało się jakby stąpała po linie albo skakała po liliach wodnych, bojąc się zanurzyć. Bardzo ostrożnie stawiała kroki, jakby delikatnie muskając swoją stopą podłoże. Spowita była od stóp do głów w jasne odcienie, miała długie włosy w kolorze mokrego piasku przepasane materiałową chustką. Gdy wchodziła, kończyła właśnie rozmawiać przez telefon i dało się słyszeć zwroty jak „dobrze, Asiu, kochanie, pozdrawiam cię“, „całuję gorąco ze słonecznego Świnoujścia“. Takie piękne i entuzjastyczne słowa… To rzadkość, że ludzie tak ze sobą rozmawiają przez telefon.
Gdy się zbliżyła widać było, że ma oczy w pięknym niebieskim odcieniu, całkiem jak u lalki albo u małego dziecka. Skojarzyło mi się od razu, że portreciści bardzo często uwypuklają oczy malowanej osoby. Albo tak mi się wydaje…
Piękne oczy w oprawie delikatnych zmarszczek, jakby się śmiała całe życie.
Zapytała, czy są wolne pokoje, odpowiedziałam, że tak, na co ona bardzo się ucieszyła, aż lekko podskoczyła i przyklasnęła w dłonie. W krótkiej chwili, kiedy jej mąż, dalej zwany Andrzejkiem, wrócił się do samochodu po rzeczy i dokumenty, zdążyła opowiedzieć po krótce historię swojego życia, poczynając od tego, że kiedyś tu pracowała, więc chodziła dookoła, rozglądając się po zakamarkach opowiadając, co kiedyś było w tym miejscu i jak się pozmieniało.
Mówiła, że uwielbiała swoją pracę recepcjonistki (la la la), bo przyjeżdżali ludzie z całej Polski i często późno w nocy, ludzie którzy nie mogli spać albo ci, co po prostu późno przyjechali, przychodzili pomarudzić i w efekcie przegadywało się nieraz całą noc i nawiązywało dużo nowych znajomości.
Opowiadała rozrzewniona, jak to mieszkała na Chrobrego i wracając do domu przechodziła przez park.
Jedną wadą tej pracy było to, że nie mogła odespać nocek, bo wracała rankiem do domu przez ten park i wszystko się tak pięknie budziło do życia, ptaki ćwierkały, słońce wstawało – jak ona mogła iść spać w takich pięknych okolicznościach przyrody? Potem zaczęło się to odbijać na jej – jak to ujęła – serduchu.
Inną wadą było to, że gdy lato się kończyło, kończyły się też całonocne rozmowy i pogawędki z przypadkowymi ludźmi, kończyły się znajomości i nic się nie działo. Pustoszały ulice, cichł telefon, szybko robiło się ciemno i z recepcjonistki stawało się zwykłym cieciem. Pilnującym budynku, odmierzającym godziny do pójścia do domu kolejnymi kubkami kawy.
Nie przypuszczałam, że „cieciowanie“ dotknie i mnie, i to pod koniec sierpnia.
Spędzić pół dnia w dresie, by popołudniową porą przebrać się w coś schludniejszego i pójść posiedzieć w pracy.
Dzisiaj zdecydowałam się na iście awangardowy krok – wyjęłam sobie mianowicie radio z kanciapy, które o dziwo działa, i o dziwo odbiera parę stacji bez zakłóceń.
O ile zawsze denerwowała mnie wszechobecność radia, a raczej nie samego radia tylko tej papki i chłamu, które jakieś dupne RMF FM karmi słuchaczy, tak teraz jego brak był niemalże błogosławieństwem, ta cisza miodem na moje uszy. Z upływem czasu zaczęłam słyszeć sounds of silence, jakby to powiedział Simon & Garfunkel, więc sobie nuciłam coś pod nosem, włączałam coś z telefonu, ale na telefonie mam tylko 3 piosenki, w dodatku te same do miałam w Pozna, więc źle mi się kojarzą – z łazienką w Pozna.
Pierwszy program polskiego radia, czy co to tam jest, co udało mi się nastawić, nie puścił jeszcze ani jednej piosenki z tego szajsu preferowanego przez zasrane RMF. „Feel“ Robbie Williams. (I just wanna FEEL!…) „Beds Are Burning“. „You’re In The Army Now“. „Waka Waka“.
It’s time for Africa.
Filed under: Życie

About the Author

Veröffentlicht von

Planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s