comment 0

#376

Wczoraj był ten dzień. Ostatni taki za naszego życia. Następny taki za 100 lat, w żadnym wypadku już nie będziemy żyć, chyba że z czasem i z postępem medycyny ludzkie życie się aż tak wydłuży, co wątpię, bo ilekroć słyszę słowo “nuklearne” wielorako deklinowane to myślę o rychłej zagładzie, która miała nastąpić wczoraj z racji tej wyjątkowej daty, ale nie nastąpiła, a jeżeli już to co najwyżej tylko w centrum Warszawy. Szkoda, że przegapiłam wczoraj godzinę 11:11, ale pewnie byłam pochłonięta przygotowywaniem się do MOICH. PIERWSZYCH. JAZD. W ŻYCIU!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zapamiętam ten dzień, na pewno i to na długo. Pan instruktor, chociaż w sumie nawet nie pan, bo młody i jesteśmy na ty, a jest ode mnie ciut wyższy, zapytał, czy jeździłam kiedyś, gdzieś tam po jakiejś nieuczęszczanej drodze czy po polu jak to młodzież często lubi kozaczyć, na co ja, że nie, skąd, nie siedziałam nawet nigdy na fotelu kierowcy. Co wcale nie było ściemą albo jakimś głupim sucharem zarzuconym na początek dla lepszego pierwszego wrażenia, że niby ja taka wyluzowana i wcale się nie stresuję – naprawdę nigdy, wyjąwszy jakieś zdjęcia z dzieciństwa kiedy to fotografowało się z wujkiem za kierownicą jego nowego samochodu. Nieczęsto zdarza się nawet, że w ogóle siedzę z przodu na miejscu pasażera, bo zawsze jako ta młodsza, jako ten dzieciak, siedzę z tyłu i nie mogę się odzywać najlepiej, bo marudzę. Dobrze, że już nie muszę fotelika.
Tak więc dane mi było usiąść za tą kierownicą, wszystkiego podotykać i szybciej niż się spodziewałam wyjechałam na miasto! Śmigałam przez Teatralkę! Przed tramwajami! Wąskimi uliczkami i wzniesieniem! Na Kaponierze skręcałam w prawo! Niektórzy na mnie trąbili, bo proces, w którym zorientowałam się, że jest zielone i w końcu ruszyłam zajął mi jakieś 20 sekund, więc biedni wszyscy ci za mną co przegapili zielone światło, ale OJ TAM OJ TAM.
Dzisiaj, pomimo że miałam te jazdy o morderczej porze jak na sobotni poranek, więc ulice były praktycznie cudownie puste, jechałam po obrzeżach i po sąsiednich wioskach. To wspaniałe jak można być jakieś 5 km poza Poznaniem, zaledwie jakieś 15 od ścisłego centrum, a krajobraz jest zupełnie inny, tak nowocześnie industrialny, jakieś pola, równa szosa otoczona drzewami, po której się bałam jechać, bo wydawało mi się tak przeraźliwie mało miejsca pomiędzy tym drzewem, mną a nadjeżdżającym samochodem, w oddali jakieś budynki w duchu bauhaus, siedzimy firm, budowana autostrada, wiadukty i estakady, nagle dziwna nazwa miejscowości, drogi gruntowe (mniej niż 20 metrów utwardzonej drogi o nawierzchni bitumicznej), traktory i domki z psem ganiającym wkoło płota. Najwięcej jechałam 50 km/h. A pan instruktor mówi, że dobrze mi idzie, tylko żebym się jeszcze zmieściła w pasie. I pamiętała, żeby trzymać sprzęgło na świetle i nie zmieniać biegów na gazie i patrzeć się na drogę. No właśnie!
Przyzwyczajona do wieloletniego jeżdżenia jako pasażer, czy to w samochodzie, czy w pociągu, tramwaju, autobusie, gdzie spędzałam i spędzam dalej długie godziny gapiąc się przez okno i mogąc wszystko sobie dobrze obczaić krótko mówiąc, tutaj nagle nie mogę się dobrze przyjrzeć co to za boksy po mojej lewej i jaki ładny ten budynek szaro-różowy. Pan instruktor mnie tam strofuje, że mam patrzeć przed siebie, bo jazda samochodem wymaga koncentracji niestety, tak samo jak zmieniam bieg to nie muszę się koniecznie patrzeć na tą skrzynię, bo wtenczas skręcam kierownicę mimowolnie. Ale cztery godziny dla takiego laika motoryzacyjnego jak ja to i tak szmat czasu i wielki sukces, że jeszcze żyję. Ja i wszystkie osoby w bezpośrednim kontakcie ze mną na drodze też 🙂
Potem, żeby dopełnić magii tego once-in-a-lifetime dnia, poszłam świętować obchody św. Marcina, chociaż nie ogarniam tak do końca kto to był i o co w ogóle chodzi, poza tym, że w radiu usłyszałam, że to imieniny tej ulicy. Gwiazdą wieczoru miały być fajerwerki i Maleńczuk, a ja go lubię, bo jest tak zdrowo pieprznięty. Jakoś tak zawsze go lubiłam poprzez różne urywki wywiadów z nim w telewizji czy w prasie, ale najfajniejszy był ten w Twoim Stylu niedawno, gdzie zastanawiał się, co brał Bułhakow, kiedy pisał “Mistrza i Małgorzatę”.
Jadłam kebab, który smakował bardzo podobnie do tego prawdziwego tureckiego (jak powiedziały mi moje nowe tureckie koleżanki) i to w przeuroczej knajpce niedaleko starego rynku. Nie wiem co w tym kraju uwielbiam bardziej niż rynki w każdym mieście i małe uliczki wokół. W każdym razie, piłam prawdziwą turecką herbatę, która smakuje trochę jak Earl Grey albo czarna Lipton, szczerze powiedziawszy, a mój kebab (na który w Turcji mówi się “doner”) na talerzu przyrządzany był bardzo długo i starannie prawie jak w domu – olej rozgrzewany do frytek, warzywa na surówkę krojone od razu, gotowe wcześniej to tam były może tylko sosy, a mogło być tak pięknie. Lokal był dosyć mały, bo zawierał dwa stoliki, ale bardzo przytulny. Podobało mi się to jego międzynarodowe towarzystwo, właścicielem był zapewne Turek, na zmianie był też Hindus uczący się polskiego, wyjątkowo przystojny jak na tamtą część świata. Przyszło ich paru znajomych i wydawało się jakby wszyscy Turcy zamieszkujący w tym mieście przychodzili właśnie tutaj, żeby poużywać rodzimego języka, jak uroczo 🙂
Uderzyło mnie w pewnym momencie to, jak mało wiem o Turcji. Myślałam, że to kraj arabski, gdzie ludzie chodzą w turbanach. Nic bardziej mylnego, bo dziewczyny mówiły, że nie chodzi się u nich w turbanach, nawet ci bardzo wierzący. Myślałam jakimś takim stereotypem, że to kraj lekko zacofany, może nie że mieszkają na drzewach, ale trochę taki egzotyczny i słabo cywilizowany, ale też się myliłam – dziewczyny były zupełnie normalnie ubrane, w H&Mie i w ogóle, miały telefony Blackberry, używają facebooka i nie wyszły wcale z dżungli.
A turecki ma umlauty i te dziwne haczyki przy samogłoskach.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s