comment 0

#380; en tren

Jadę znowu pociągiem, a otoczenie za oknem jakieś takie obce. Wsiadłam w jakiś nie ‘swój’ pociąg, opóźniony o dwie godziny, ale ten sam kierunek i przewoźnik ten sam… Może to dlatego, że ostatnio jeżdżę pociągami raczej po ciemku, dlatego nie przywykłam oglądać jezior za oknami…

Hej przygodo! Abenteuer, Polen!
Ubolewam najbardziej, że nie wzięłam słuchawek, bo to jest ten moment, kiedy chętnie bym się pogapiła w martwy punkt z muzyką, aczkolwiek moja jedyna współpasażerka słucha też muzyki i to wcale wybrednej, bo słyszę jakiś Sting ‘Shape of my heart’, jakaś Tina Turner ‘Golden Eye’ i tego typu.
Swoją drogą nie wiem co za ostatnio słuchawki produkują czy to może kwestia ich regulacji, że i tak wszystko dość głośno słychać na zewnątrz? Czy one takie nieszczelne czy ludzie po prostu do tego stopnia zwiększają głośność? Po co stwarzać pozory korzystając ze słuchawek i narażać swój słuch na nieodwracalne uszkodzenia, skoro można równie dobrze słuchać sobie muzyki na głos, bez krępacji i w równym stopniu wkurwiać otoczenie?
To właśnie mam zamiar zaraz uczynić, włączę sobie ten Pearl Jam – Yellow Ledbetter, bo nie mogę bez tej piosenki, nie mogę przestać jej słuchać i tak przez długie godziny, póki wytrzyma bateria. Ahoj!

Jak tak o tym myślę, to mi wszystkiego szkoda. Szkoda mi wszystkich niewykorzystanych okazji i miejsc, w których nie byłam. Nachodzi mnie ta myśl dosyć często, bo mam raczej melanchonijne, nostalgiczne usposobienie, aczkolwiek ostatnio ujawniła się, gdy ktoś ze znajomych na facebooku udostępnił piosenkę The Strokes – I Can’t Win. Nie, że pomyslałam sobie “o, I can’t win, ja tez nie, to piosenka o mnie”. Byłam po prostu w fazie bezsensownego przeglądania fejsa i klikania na wszystko przykuwające uwagę, a że The Strokes akurat i tak lubiłam i znałam to sobie kliknęłam, bo przecież dawno tej piosenki nie słyszałam. I mi się przypomniało. Wszystkie te zaajebiste piosenki z trzech płyt, które znam na pamięć, wzdłuż i wszerz, od deski do deski. Przypomniało mi się jak był początek 2006, oni takim stosunkowo nowym zespołem na fali, a ja namiętnie oglądałam ich koncert Mtv Live z grudnia 2005 i mówiłam sobie, że to przecież dopiero co, tak niedawno.
Zaczęłam znowu słuchać tamtych piosenek, przypominać sobie ulubione teksty, wywiady i ulubione wykonania live. I w pewnym momencie, pomiędzy jednym utworem a drugim, pomyślałam sobie, że oni to taki soundtrack to my life, bo zleciało mi na słuchaniu ich dobre 1,5-2 lata mojego młodocianego żywota. 2006 był tak dawno temu. No proszę cię, dziecko urodzone w 2006 szykuje się do szkoły niedługo. 5 lat temu. Przez 5 lat można zrobić doktorat albo profesurę, spłacić trochę kredytu, urodzić z trójkę dzieci. The Strokes, The Strokes, a moje życie się zbytnio nie zmieniło. Puf!
Byliśmy na tym obozie w Zakopanem i był ten całkiem przystojny barman Tomek, co pracował w Blue Note. Byłam kiedykolwiek w Blue Note? Nie. A tak zarzekałam się, że pójdę, ba, że będę chodzić.
Kino Muza. Czwartki po 5 zł. Byłam? Może trzy razy, zliczę na palcach jednej ręki. Pewnie zaprzestałam chodzić, bo jak skorzystałam z ich tej urodzinowej oferty, bilet i kawa za darmo, to było mi tak cholernie przykro, smutno i niedobrze w tym kinie, że nie poszłam na jakikolwiek seans przez przynajmniej pół roku? Siedziałam w tym kinie, płakałam w ostatnim rzędzie i wmawiałam sobie, że to ten film taki wzruszający. Chociaż był, nie powiem, że nie, “Hej Skarbie”. It took a long time to find this place. I szłam odjebana w spódniczkę tiulową i buty na wysokim obcasie ulicą Św. Marcin i nikt nie widział jak bardzo jest mi źle.
Jest, pierwsza stacja Szamotuły.
Ściemnia się, ja wypiłam dzisiaj pół kubka herbaty. Mam ze sobą trzy suche bułki, bo tylko tyle w popłochu zgarnęłam z kuchni jak wychodziłam. Chciałam kupić sobie coś do picia, ale gdy już dotargałam się na halę główną dworca, zobaczyłam ten opóźniony pociąg, więc pospieszyłam doń, bo każde parę minut być szybciej w domu to już znacząca różnica. Tymczasem przede mną jeszcze przynajmniej dwie godziny drogi przy dobrych wiatrach, gdzie mam nadzieję kupić sobie cos do picia, chociaż nie wiem co z tego wyjdzie, gdyż w portfelu mam może całe 20 eurocentów gotówką. Boże, spraw, żeby w Dąbiu był bankomat.

Nie wierzyłam, że dojdzie do takiej sytuacji, ale jadę sobie na święta, jest pusty przedział i z leksza opustoszały pociąg generalnie, nie wiem co to jakiś pociąg widmo. Może takie są uroki podróżowania opóźnionymi środkami transportu naziemnego, ostatecznie potencjalni pasażerowie decydują się na coś innego, prawda? Ha ha ha. Took a long time, took a long time, took a long time.

Uwielbiam to, jak Yellow Ledbetter w zasadzie nie ma tekstu. Tak piszą nawet na Wikipedii, że jest mnóstwo interpretacji zasłyszanego bełkotu, aczkolwiek niezmiennie jedynym zrozumiałym wersetem tekstu jest “in a box or in a bag”, co ma swoje dalekie metaforyczne korzenie w historii żołnierza, który zginął na wojnie i to był czyjś brat, nazwiskiem Ledbetter, o którym słuch zaginął, czy coś takiego i tam był ten motyw, że on powróci “in a box or in a bag”, albo przywiozą jego ciało albo tylko resztki – tak to odbieram.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s